...a szczególnie czytanie Bikestatsa. Gdyby bowiem nie dowiedział się od Remika, który z kolei dowiedział się od StarszejPani, która z kolei... (tu już nie wiem), że jest droga do Rokietnicy przez Starzyny (i że w ogóle jest taka miejscowość), która pozwala ominąć wahadło w Kiekrzu, które jak dowiedziałem się od Dariusza zostało już opuszczone nawet przez drogowców, to... bym nie wiedział :) A jeśli ktoś pogubił się w poprzednim zdaniu to już tłumaczę - okazuje się, że można sobie jednak ułatwić życie, przy okazji zwiedzając nieznane wcześniej rejony, po gładziutkim asfalcie, przerywanym niestety co jakiś czas progami zwalniającymi - no ale nie ma co narzekać. Problem miałem tylko w praktycznym zastosowaniu instrukcji "w Kiekrzu nie skręcaj, tylko jedź prosto". Bo jak się okazało "prosto" było dwa razy - raz bardziej w lewo, raz bardziej w prawo :) Wybrałem bramkę numer dwa i o dziwo trafiłem. Chwilę później miałem jeszcze za sobą hopkę (jupi) i radośnie kręciłem aż do Rokietnicy, mijając innych rowerzystów, którzy też jakimś cudem znali ten objazd (też czytają BS?).
Potem szło (jechało) już standardowo, do Mrowina, następnie Napachanie, Baranowo i powrót wzdłuz Bułgarskiej na Dębiec. Wiatr w końcu trochę odpuścił, ale nie przesadzajmy z pochwałami - do lekkiego zefirku delikatnie smagającego lico sporo mu brakowało. Za to w końcu - mimo jazdy w znacznej części po mieście - udało się wykręcić średnią, przy której się nie czerwienię ze wstydu.
Na odcinku między Mrowinem a Napachaniem jak zwykle niemal zmiażdżył mnie kretyn wyprzedzający z naprzeciwka jakbym nie istniał. Kilkadziesiąt metrów później minąłem samochód, do którego wsiadał mężczyzna z dzieckiem na ręku. Chwilę wcześniej stawiali znicz przy przydrożnym krzyżu. Moje przygnębienie tym widokiem trwało tylko moment, bo kolejne kilkadziesiąt metrów dalej... niemal zmiażdżył mnie kolejny kretyn wyprzedzający z naprzeciwka jakbym nie istniał. No ludzie.......
Komentarze (9)
No proszę, można bywać w miejscu, które nie istniało :) bo jak dla mnie Starzyny powstały w lipcu 2015 roku, bo mam teorię, że póki mnie gdzieś nie ma, to tego nie ma. Za wyjątek uważam całą Afrykę, bo dla mnie za gorąco, więc a priori zgadzam się na jej istnienie, no i może jeszcze walijską miejscowość o nazwie Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch (autentyk, choć przyznaję się, że co do kilku liter musiałem się upewnić), bo kto rozsądny wymyślałby takie miejsce? :)
Raz jeszcze dzięki za pośrednie pokazanie objazdu!
Ale ja nie musiałam szukać, to była od samego początku moja trasa dojazdowa opracowana jeszcze przed przeprowadzką. Swoją drogą w Starzynach za młodu spędzałam często wakacje u dziadków :)
Starsza - to już się nie dziwę, że to znalazłaś, bo dwa lata z wahadłami ja osobiście potraktowałbym jako podsycanie do samobójstwa :)
Walery - tego jeszcze na szczęście nie przeżyłem. Kilka razy wjechałem w tyłek samochodom, ze dwa wjechali we mnie rowerzyści itp, ale randki z tirem jeszcze nie miałem. Uff :)
Po wypadku dużo więcej widać, prawda? :) Gdybyś poleciał z kierowcą tira w ślimaka( fuj...) przez przednią szybę - tir ma tylną?, o ile byś przeżył( a jest to możliwe -uwierz mi na słowo pisane) mógłbyś mieć jeszcze szersze spojrzenie na to co dzieje się na drogach :(
Po tym co zostało po drogowcach też muszę odkryć ten objazd, bo moje koła coś dziwnie na mnie patrzą jak jadę na tych wertepach. A nawet cicho skamlą hehe. Ale jak to mówią ugrzecznieni duchowni: morda w kubeł :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"