...ten leje jak z cebra. Czy jakoś tak. Mogłem coś pomieszać. Ale to i tak nieważne, bo w moim przypadku przysłowie było wręcz odwrotne - dostałem nauczkę za to, że z okazji wolnego dnia postanowiłem się wyspać. Bo gdybym zwlekł się z łoża choćby pół godziny wcześniej to wróciłbym z wyjazdu może nie suchy, ale na pewno nie musiałbym pokonywać ostatnich dziesięciu kilometrów kraulem. No ale nie wstałem.
Za karę mogłem sobie powtarzać w głowie hasło: Luboń drugą Wenecją, bo to właśnie tam zastała mnie monsunowa kumulacja, która spowodowała, że ulice zamieniły się w wodne kanały. No dobra, z tą Wenecją trochę przesadziłem - bardziej pasuje Wenera ;) Do domu dotarłem na czuja, bo nie widziałem prawie nic, a jeśli dodać do tego wiatr, który dziś mordował i mordował - dostałem za swoje, a średnia z gatunków tych z paraolimpiady mówi sama za siebie. Ale - powtórzę - i tak to lepsze niż ostatni rozgrzany piekarnik, po którym mam senne koszmary do dziś.
Trasa - "kondomik" od strony Komornik i Stęszewa przez Dymaczewo, Mosinę i Puszczykowo. Z dnia wolnego miałem tyle, że do kompa w celu dodania wpisu usiadłem po dwudziestej. A w kolejnych dniach tajfuny mają trzymać poziom - sweet :/
Starsza - no trzeba, ale skąd ta umiejętność? Ja takowej nie posiadam :) co do upałów - moja odpowiedź nie nadawałaby się do druku!
Remik - no kolejny! Skąd to macie? Bo ja miewam odwrotność :) Sobie pozwolę zapytać - co to za słowo "patrzałem"? Niby, z tego co wiem, chyba dopuszczalne, ale z doświadczenia - tylko w WLKP :)))
Ja dzisiaj tak patrzałem na te chumry, patrzałem i wycelowałem idealnie. Lało przed, lało po ale w trakcie ani kropelki. Za to wiatr był..., a zresztą nie będę rozwijał tematu bo każdy wie o co chodzi :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"