Dziś, po powrocie do codziennego kieratu, na porannej przedpracowej objazdówce rowerowej było wszystko to, co najlepsze.
Deszcz! Jakieś 10 minut po starcie.
Silny wiatr! Praktycznie od początku, jak zwykle z fochami co do kierunku.
Chmury zbierające się nad głową i grożące mega ulewą! Przez co najmniej połowę drogi.
A czemu to wszystko, co zazwyczaj mi przeszkadza było dziś tak fantastyczne? Bo nie było upału i nie było słońca. Do tego dało się oddychać, a nie łapać każdy oddech jak ksiądz-pedofil południowoamerykańskie dzieci w dżungli. Cudownie! :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"