Wczoraj było intro, dziś już konkretne pierdyknięcie pierwszej upalnej zwrotki. Boję się refrenu. Choć zapewne nie dane mi go będzie doświadczyć na rowerze, bo weekend (wyjazd dziś po południu) spędzę co prawda pod chmurką, ale na weselu, i to w górach. Nie sądzę, żeby udało się wykaraskać kawałek czasu na jakiekolwiek podejście do kręcenia.
Dziś taktyka była jedna, najprostsza z możliwych - przeżyć. Przed dziewiątą rano jeszcze nie było "aż" tak masakrycznie, a i tak wróciłem w stanie półpłynnym. Albo bardziej religijnie - całopalnym. Każdy kawałeczek cienia był zbawieniem, a każdy odsłonięty na słońce kawałek - niezmierzoną pustynią. Jak ja nie lubię gorąca... Pewnie gdybym miał się urodzić w Afryce to jeszcze w łonie matki sam bym postulował za własną aborcją :)
Z trasą nie kombinowałem - na wschód, przez Głuszynę, Robakowo, Szczodrzykowo, Tulce, Jaryszki i Starołęcką do domu, z błogosławionymi grubymi murami. Uff. Taktyka się sprawdziła - moich zwłok wojsko nie musiało zbierać gdzieś np. w okolicach Krzesin :)
Komentarze (4)
Ja się nigdy nie poddaję. Czasem po prostu przerasta mnie rzeczywistość:) dziś się udało.
Po pierwsze i po kolejne pierwsze - Stalin wysyłał do sanatorium. Z klepsydrą. A na to dopiero czas u mnie przyjdzie :) co do wyjazdów podczas wyjazdu to naprawdę nie mam pojęcia czy się uda, bo zależy to od kilku czynników. Ale daję sobie te 0,000000000001% szansy :)
Dziękuję. Z tym transportem mięsnym może być problem. Choć w sumie dziś znów mnie mijały samochody z ryjkami koło Robakowa.
- po pierwsze nie marudź bo słoneczko jest ok, ciepełko jest ok
- po drugie nie marudź bo wujek Stalin? Putin? (w sumie jedno i to samo) może Ci załatwić od ręki sanatorium w chłodnym klimacie. Wystarczy pojechać na wschód i szepnąć słowo gdzie nie trzeba.
- po trzecie nie marudź bo jak znam życie to i tak zrobisz na wyjeździe swoje kilometry.
Ps. pamiętaj o daniach mięsnych dla mnie z weselnego stołu. I nie pytaj jak masz to zrobić, mają być.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"