No to chyba oficjalnie eksperyment p.t. "Wiosna w lutym 2015" możemy uznać za zamknięty. Dziś już standardowo - lekko poniżej zera na termometrze o ósmej rano, a do tego mój ulubiony pieszczoch - bardzo silny, a momentami porywisty wiatr. Pożegnałem się z rękawiczkami bez palców, przeprosiłem z kominiarą i dwoma parami skarpetek. Cóż, przynajmniej śnieg nie padał. Wiem, wiem, ten mój wrodzony optymizm :)
Za to na wiatr nie ma mocnych. W moim przypadku jego kierunek, czyli południowo-wschodni to konieczność pokonania Starołęckiej (ech...) i choćby opisywanego wczoraj DDR-a (żadnych zmian. Ja natomiast już zaczynam pokonywać ową szklaną pułapkę zgrabnie, jednym żabim skokiem. Miasto Poznań uczy nawyków jak Pawłow swojego psa). Zadowolony póki co jestem za to z jakości drogi na Głuszynie po remoncie - jedzie się równo i sprawnie. Warto było czekać ten rok.
Wiało mi w pysk, wiało mi z boku, a że z poznańskiego Dębca nie ma jak zrobić trasy "po prostu" na SE to postanowiłem w ramach testu dziś skręcić za Koninkiem na Borówiec. Jak już się tam znalazłem to co mi się rzuciło w oczy? Proszę: I nie chodzi wcale o absurd samej ścieżki, bo na wjazd na nią nie dałbym się zaciągnąć nawet wołami :) Ale w sumie - ja tam na taki układ idę - rowerzyści na drogi, puszkowcy na takie ścieżynki...
Dalej w kierunku na Skrzynki znałem już sytuację drogową, czyli żywy skansen betoniarstwa płytowego, więc pokręciłem się po samym Borówcu. Oczy przecierałem, bo ukazała mi się piękna trasa, chodniki z dopuszczonym (a nie nakazanym - brawo!!!) ruchem rowerowym. I tak było przez dwa kilometry, do granicy z wiochą o nazwie Kamionki. A tam... No cóż, musiałem upewnić się czy nie jestem w Wąchocku - nagle okazało się, że sołtys nie zdążył rozwinąć asfaltu po nocce. I masz: A miałem nadzieję, że remont tych okolic to już pieśń przeszłości. Oj, naiwny ja, naiwny... Ostatni raz byłem tu jakieś dwa lata temu, szkoda że nie cyknąłem fotki, bo mógłbym zrobić konkurs z cyklu "znajdź dziesięć różnic". Jechać dalej nie było sensu, zawróciłem, starałem się wyrzygać choć namiastkę przyzwoitej średniej - nie wyszło. Życie.
Ale dziś wykręciłem już dwutysięczny kilometr w tym roku. I tym optymistycznym akcentem... ruszam do pracy. Poniedziałek w pełni :)
Bezpłatna usługa podczas serwisu producenta... Nie ma co, stawiając złotówkę na takie coś ryzykowałeś gdzieś na poziomie postawienia 10 tysięcy za zwycięstwo Ghany w konkursie drużynowym w narciarstwie alpejskim :)
Ząbkować nie ząbkuje, ale postawiłem u bukmachera moją złotówkę przeciw jego 1000 pln, że mi przy okazji umyją rower w serwisie i...... cholera niestety przegrałem, a rower sam będę musiał umyć. I jeszcze licznik sam zamontować na nowym widelcu. I zeta poszła w ......, po prostu sobie poszła.
Norbert - a gdzie ja narzekam? Po prostu upupiam rzeczywistość :P Dziękuję za gratki, Ty już masz to pewnie za sobą, ale widziałem, że zniknąłeś ze statystyk, więc domniemam jeno :)
Dariusz - noooo... w końcu szosa! Cieszę się Twoim szczęściem :) maleństwo całe? Nie ząbkuje? :) Jako chłodne lato rozumiem temperaturę do max 20 stopni. Mogę iść na kompromis i pozwolić akwenom wodnym i położonym nad nimi miejscowościom rozpędzić się do 30. Ale tylko w odruchu dobrego serca :)
No nie zmieniło się... i patrząc w dal w kierunku, który jest na zdjęciu nie zapowiada się, żeby tak się stało. Ciekawi mnie tylko jak daleko to kartoflisko się ciągnie, ale bez MTB nie będę w stanie się przekonać :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"