Jednak nieprzewidywalnik, czyli o żabokurczakoufoludku

Piątek, 13 lutego 2015 · Komentarze(6)
Wczoraj zachciało mi się pomarudzić w temacie pokonywanych tak samo, o tej samej porze i tych samych ścieżek. Mam nauczkę. Po raz kolejny ta bliżej nieokreślona menda, która siedzi gdzieś na górze czy na dole i planuje mi rowerowe wypady wleciała na chwilę na BS, poczytała co trzeba i... Ale po kolei...

Wybór trasy był dziś prosty - przez Wiórek i Rogalin do Mieczewa i z powrotem. Starołęcka pokonana jak zwykle z przeszkodami, ale bez ofiar - pierwszy sukces. Przyzwoita średnia na odcinku do Rogalinka, w okolicach 29 km/h pod wiatr - drugi. Już się cieszyłem na jakiś przyzwoity wynik, gdy w lesie zaraz przed Rogalinem zatrzymałem się przy długim sznureczku samochodów, a przed nim ukazał się sterujący ruchem człowiek-odblask. Wycinka drzew... No dobra, pomyślałem, chwilę poczekam i przejadę. Naiwniak!

Jakoś od 5 do 10 minut później czekałem w tym samym miejscu, a jedyne co się zmieniło to wysokość nad poziomem morza panów "wycinaczy" oraz tragiczny los gałęzi i konarów, które dokonywały żywota już na asfalcie. Stwierdziłem, że nie sensu czekać, bo może chłopaki są aktualnie w pracy, ale ja żeby się do niej dostać muszę być co najmniej w Poznaniu, więc zawróciłem.

Jako że kilometraż na liczniku pokazywał zaledwie liczbę 22 to postanowiłem pojechać jeszcze w kierunku Mosiny, tam się pokręcić i wrócić przez Puszczykowo. No cóż, mam ten talent do wbijania sobie gwoździ do trumny :) W Mosinie korki, a ja wpadłem na pomysł, żeby zobaczyć jak wygląda aktualnie droga na Sowiniec, którą kiedyś z ciekawości zaliczyłem na MTB i już wtedy stwierdziłem, że do takiej jakości asfaltu bardziej adekwatny byłby czołg. Nie zawiodłem się w pierwszej części, tej mosińskiej - 1,5 kilometra walki z wulkanami już na zawsze pozostanie w mej pamięci. Ale potem - szok. Jaki? A taki oto:

Aż musiałem spojrzeć na gps czy dobrze jadę - przecież TAKIEGO asfaltu się nie spotyka, tym bardziej tu :) Można? Można. Jednak podróż powrotna wyleczyła mnie z tego szoku, m.in. dzięki temu, że niemal połamałem obydwa koła na przejeździe kolejowym, takie tam były dziury. Uff - znów wśród swoich :)

Wyszło jak wyszło, średnią nie mam się co chwalić, ale plus dodatni w postaci niespodzianki remontowej będzie do wykorzystania. Mam wątpliwości co narysowałem na mapie - kurczaka? Żabę? UFO? Przy okazji udało mi się skończyć ostatnią książkę Mankella z Kurtem Wallanderem w roli głównej - cóż, całość zajęła mi jakieś pół roku, trochę szkoda, że to już koniec, ale czas znaleźć sobie nowego towarzysza do kręcenia.


Komentarze (6)

Nie dało się. Pokazywałem, prosiłem, błagałem - lizak pozostał niewzruszony. I faktycznie, gałęzie latały na całej szerokości :)

Trollking 22:01 piątek, 13 lutego 2015

A nie mogłeś przejechać obok Pana z odblaskiem? Przecież ścinali na jednej stronie, drugą trzeba było śmignąć i tyle ;)

rmk 21:26 piątek, 13 lutego 2015

Ten pan stał bokiem, bo ogarniał samochody z dwóch kierunków - taki kozak. A lizak był potężny i groźny, każdy bał się ryzykować :) Z asfaltem - chcę. Oczywiście jest to niemożliwe.

Trollking 18:14 piątek, 13 lutego 2015

Jeśli kierujący ruchem stoi bokiem do pojazdów, oznacza to, że można jechać.
Ten asfalt proszę przełożyć na trasę Koziegłowy - Pobiedziska i proszę nie mów, że to niemożliwe lub nie chcesz.

lipciu71 17:19 piątek, 13 lutego 2015

No tak... oświeciłeś mnie - pingwin. Dzięki. Żabokurczakoufoludek pozostaje niepocieszony :)

Pan odblask to nie tylko pilot samolotu, ale co najmniej myśliwca. Przynajmniej tak mogłem wywnioskować z jego poważnego wyrazu twarzy.

Trollking 12:31 piątek, 13 lutego 2015
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa ibezm

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]