gLUTY - wersja śniegowo-błotna
Taaa... Spojrzenie rano za okno i co? Ulice zawalone śniegiem. Co prawda gdybym polegał tylko na spoglądaniu na niebo to już bym startował, i to w krótkich gatkach, bo prezentowało się niebiesko jak opaska Leonarda z Turtlesów (tak, tak, idoli się nie zapomina :P) z płynącymi chmurkami. Problemem były "jedynie" zaspy, lód i takie tam. Postanowiłem zrobić rekonesans w postaci znów sześciokilometrowego spaceru do Lasku Dębińskiego, żeby choć trochę świeżego powietrza łyknąć i skończyć audiobooka "Pan Mercedes" Stephena Kinga (genialny!). Klimacik był, oj był...


Wróciłem do domu, zjadłem śniadanie, podomowiłem się - sielanka. Jednak to niebo nie dawało mi spokoju, tak jak delikatna odwilż za oknem. Oczka Shreka wersja hard, westchnięcie Żony (dziękuję) i już się ubierałem w najstarsze ciuchy i najstarszy kask (ten Lidlowy) - zgoda na godzinkę z kawałkiem pedałowania została wyżebrana. Oczywiście nie szosą - bo gdzie diabeł nie może tam crossa pośle.
Dżizas - jaki był syf na drogach! Błoto pośniegowe, placki śniegu, lekko odmrożone kałuże - żadna szanująca się świnka nie miałaby na co narzekać. O tym, co leżało na ścieżkach wspominać raczej nie muszę. Olewałem więc wszystkie DDR-ki, jechałem asfaltem i ani mi się śniło zjeżdżać na pobocze, bo Sajgon był tam nie mniejszy. Kierowcy oczywiście to rozumieli, wyrozumiale zjeżdżali na bok, ustępowali.... Żartuję oczywiście. Trzy razy usłyszałem klakson, raz ktoś mnie minął o milimetry - co nie pozostało bez reakcji, w moich ustach zdecydowanie nie była to więc święta niedziela...
Dodajmy do tego porywisty, północny wiatr, przez który to jechałem przez miasto (wszystkie możliwe czerwone zaliczone, a jak) i mamy kompleksowy obraz mojej dzisiejszej krótkiej jazdy. Przejechałem przez (a taki paradoks) SUCHY Las i zakręciłem z powrotem zaraz za tablicą graniczną miejscowości Jelonek. Powrót to powtórka z powyższego, tyle że z wiatrem - i tu niespodzianka - bocznym. I love this game :/
Ale, ale... ważne, że się udało. Wróciłem tak usyfiony, że mało co musiałbym podawać hasło przy wejściu do mieszkania - a mało smaczne błotne kawałeczki wyjmuję z zębów do teraz :)
Jutro i pojutrze dwa dni na wyjeździe - nierowerowym. Tym bardziej cieszy ten śniegowo-błotny dzisiejszy glut.








