PrzyLUTowanie

Niedziela, 1 lutego 2015 · Komentarze(8)
Tak to ja mogę zaczynać nie tylko luty, ale nawet i... marzec :) Sucho, na granicy zera, wiatr lekko męczący, ale bez przesady, do tego słoneczko nieśmiało wystające zza chmur. Na odkurzenie szosy idealnie. W sumie to ja tak bym mógł mieć przez cały rok, bo temperatur powyżej 20 stopni nienawidzę, a tak to nawet się spocić nie ma jak.

Wiało z południowego zachodu, czyli mojego ulubionego. Ostatnio co prawda ten kierunek jest dość częsty, więc jestem rozpieszczany, minus tego jest taki, że trasy mi się kończą, a jeżdżenie dzień po dniu swoimi śladami nie dla mnie. Trochę więc dziś pokombinowałem i do Stęszewa dotarłem przez Będlewo, wydłużając "kondomik" o pięć kilometrów. Najpierw jednak zrobiłem prezent ambitnemu rowerzyście na MTB, którego pociągnąłem na kole od Lubonia aż do granic Mosiny. Kolega, z którym chwilę pogadaliśmy na obowiązkowym postoju na przejeździe kolejowym w Łęczycy (dwa pociągi, czyli standard, 10 minut w plecy) okazało się trenował przed sezonem szosowym. W sumie nie wiedziałem, że są sezony na różne rowery, ale muszę przyznać, że dzielnie nie odpuszczał i utrzymywał tempo lekko ponad trzech dych. Mi co prawda wiatr zmasakrował facjatę, ale przecież nie codziennie jest się rowerowym Świętym Mikołajem :)

Potem już pozostało mi samotne kręcenie, momentami nie było łatwo, ale już powrót to była poezja, Wiatr w plecy złapałem co prawda dopiero na 20 kilometrów przed finiszem, za Stęszewem, ale postanowiłem wycisnąć z niego wszystko co można. Udało się - średnia (którą się jak zwykle nie przejmuję nic a nic, tjaa...) w miesiącu zimowym mega cieszy. W tym małym fruwaniu na ziemię sprowadzało mnie jedynie zachowanie puszkowców, którzy - jak to niedzielę - musieli wyprzedzać na trzeciego, na podwójnej ciągłej, na styk, etc., etc... Szczególnie na krajowej piątce ten kompleks małego cylindra był wyraźny :/

No i jeszcze tradycyjnie podsumowanie poprzedniego miesiąca. Nie będę sypał banałem, że styczeń był "lekko" walnięty i bardziej przypominał wczesny listopad niż to, co pan zbuk nakazał. Nie zamierzam zaglądać darowanej kobyle pogodowej w zęby, tylko ją pogłaszczę za możliwość zrobienia ponad 1300 kilometrów i utrzymania średniej (mimo że znaczną część treningów wykonałem na crossie) na poziomie 29 kilosów. Poproszę to samo za rok :)

Komentarze (8)

Jurek - aż się boję przekroczyć te piekielne wrota... :)

Dariusz - w Będlewie jest pałac, więc pewnie jakiegoś księciunia...? szmabelana...? pazia...? babcię klozetową...? :)

Remik - dziękować. W końcu, przecież mamy już 1 lutego :)

Trollking 21:11 niedziela, 1 lutego 2015

W końcu szosowa średnia :)

rmk 20:37 niedziela, 1 lutego 2015

Chłopaki. Jeśli kiedyś będę chciał się kropnąć przez Będlewo to u kogo mam się starać o zezwolenie?

lipciu71 20:08 niedziela, 1 lutego 2015

Wchodzisz na własną odpowiedzialność ... ! :-)

Jurek57 19:53 niedziela, 1 lutego 2015

A tego nie wiedziałem. Muszę kiedyś bliżej zapoznać się z elementem kulturalnym Będlewa :)

Trollking 19:11 niedziela, 1 lutego 2015

Jeden z tamtejszych sklepów spożywczych (w starej chacie) nosi nieoficjalną nazwę "dom kultury" !

Jurek57 18:02 niedziela, 1 lutego 2015

Wypraszam sobie :) Będlewo objeżdżam od kilku lat i nawet pamiętam czasy wielkiej myszki Miki wbitej na pal przed tamtejszym sklepem spożywczym :)

Trollking 17:58 niedziela, 1 lutego 2015

"Moje" ... Będlewo stale się "modne" . :-)

Jurek57 17:53 niedziela, 1 lutego 2015
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa piewa

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]