Po tym jak w końcu już wróciłem dziś rano po treningu do domu i zaparkowałem rower poczułem, że mój mózg, ciało i umysł są na poziomie autystycznego pantofelka ze zdiagnozowaną depresją paranoidalną. Tak zostałem zmasakrowany trasą, którą sam sobie zafundowałem, prowadzącą w połowie przez Poznań, a potem do Murowanej Gośliny i z powrotem. Czemu? Odpowiedź jest prosta i banalna jak przewód myślowy przeciętnego odbiorcy "Poranka TVN".
Ścieżki rowerowe! Te hektolitry pomyj, które wylałem na tym forum w ich temacie chyba dziś się postanowiły na mnie zemścić. Do Malty jeszcze było jako tako, choć przeprawa na drugą stronę Warty to zawsze do mnie mega wyzwanie. Nie wierzyłem własnym oczom dopiero na słynnej już chyba ulicy Hlonda, na której do tej pory była prawdopodobnie najbardziej kuriozalna nawierzchnia "asfaltowa" w mieście. I co? Kochany Poznań - miasto hau hau - wsłuchało się w głosy rowerzystów! Super! Jak to wygląda aktualnie? Ano tak: I tak: Od razu uprzedzam pytanie: to nie kartoflisko. Po tym się jeździ. Co prawda dawno tędy nie kręciłem i nie wiem od kiedy wygląda to tak, jak wygląda, ale coś czuję, że nie jest to od wczoraj. Nie muszę dodawać, że na całej długości nie działo się nic - żadnego robotnika, żadnego ciężkiego sprzętu... oraz znaku, że ścieżka jest zamknięta. Gdzie tam! Jakby nie było widać to według urzędasów jest ona pełnokrwistą, gotową do użytkowania - a nawet w świetle przepisów obowiązkową - drogą dla rowerów. Jakieś pytania? :)
Udało mi się w końcu tą jak zwykle sympatyczną ulicą Gdyńską wyjechać poza miasto. I chwilę było nawet fajnie. Dopóki nie dopadła mnie Fantazja Sołtysa - czyli dwa kostkowane DDR-y przed i za Owińskami. Nie po raz pierwszy poraża mnie bezinteresowne sukinsyństwo osób, które postawiły tam znaki zakazu jazdy rowerem, zmuszając niczemu winnych bajkerów do przejeżdżania na drugą stronę, co jest bardziej ryzykowne niż pokonanie tych w sumie dwóch kilosów po prostu po asfalcie. Nawet głupich pasów tam brak, za jednym wyjątkiem. Pewnie miałbym ten zakaz głęboko w... no, nieważne, gdyby nie to, że już kilka razy widziałem tam sprytnie schowany patrol milicji.
Dojechałem do Murowanej, zawinąłem się, przeżyłem to samo co powyżej raz jeszcze i wróciłem do domu z wrażeniem, że tylu bluzgów nie użyłem od niepamiętnych czasów. No, chyba że mówimy o przeciętnym dniu w pracy :)
Raz jeszcze postuluję do decydentów tego naszego chorego kraju - dajcie mi wybór i niech będzie tak, że jak jest ścieżka to MOGĘ nią jechać, a nie MUSZĘ. Ja naprawdę chcę żyć...
Grrrr. Wyżyłem się, A w ogóle to pyknął mi pierwszy tysiak w tym roku.
Komentarze (13)
Dzięki :)
Mnie zastanawia czy z tym nie można czegoś zrobić (w sensie Owińska) - przecież to chyba nie jest zgodne z prawem zakazywać jazdy, nie gwarantując jednocześnie bezpiecznego zjazdu? I kto za to badziewie odpowiada? A Hlonda... chyba czas napisać w kilka miejsc...
Wzdłuż Hlonda ta ścieżka jest już od dawna w rozsypce, a przecież całkiem niedawno została oddana do użytku. Jeśli chodzi o ścieżki rowerowe przy drodze do Murowanej Gośliny, to jest tam tyle bubli i absurdów, że szkoda gadać. Poza tym gratuluję tysiaka :-)
Podobno Bolesław Chrobry już złorzeczył na tą ścieżkę pomykając do katedry. Osobiście nawet moje MTB ma trudności po tym jechać więc od jakiegoś czasu pomykam sobie nad Wartą wzdłuż Szelągowskiej. Poznań miasto hau hau - faktycznie często na mnie szczeka ;-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"