Rzadko mi się zdarza, że ruszam wiedząc, że będzie padać, ale raz - według prognoz opad miał być niewielki, dwa - te ostatnie wietrzne tygodnie chyba przyzwyczaiły mnie do tego, że nie ma złej pogody - jest tylko bardziej i mniej upierdliwa. Dziś upierdliwość w skali od 1 (mała) do 10 (nie da się ruszyć) wyniosła dokładnie 3,57. No, może nawet 3,56.
Wiatr był zachodni, jeden z moich ulubionych, więc ruszyłem na Skórzewo, Zakrzewo i Więckowice, gdzie skręciłem na Dopiewo i z powrotem do Poznania. Jechało się fajnie mimo deszczyku obijającego mi się o kask. Niestety dętka, którą ostatnio w warunkach polowych wymieniałem chyba jednak ma jakiś defekt, bo trzy razy stawałem i dopompowywałem, ze skutkiem miernym. Tak więc walczyłem nie tylko z pogodą, ale też z kapciem.
Trasa wyszła mi jak w Małym Księciu - pamiętacie węża jedzącego słonia? No to coś takiego jest i u mnie. Tyle że słoń jest już chyba w fazie wydalania :)
Komentarze (5)
Norbert, spoko, na fatum chyba znalazłem remedium, ale o tym ciii... bo zapeszę :)
Remik, wonsz to wonsz. A dysleksja to dysleksja :)
Dariusz, gdyby liście zastępowały pompki to nasz świat byłby ekorajem. Niestety... Ale spoko, za 300 lat dzieci naszych androidów będą się mogły z tego cieszyć :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"