Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 241638.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.48 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 790037 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.10km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.42km/h
  • VMAX 46.00km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 96m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzny moonwalk

Niedziela, 21 grudnia 2014 · dodano: 21.12.2014 | Komentarze 5

Mógłbym w pierwszym zdaniu napisać, że wiało. No ale po co, skoro każdy, kto dziś choć na chwilę wyściubił nos poza cztery ściany miał okazję doznać tego, co robiła z homo sapiens i wszystkim innym sapiens ta wredna, paskudna i rzeźnicza menda zwana wiatrem. I pomyśleć, że w związku z tym, iż rano nie padało miałem dylemat jaki rower wybrać... Głos rozsądku (czytać: Żona) zdecydował o wyborze crossa, co zdecydowanie jak się okazało było jedyną dopuszczalną opcją, bo nie chciałbym siebie widzieć z moją wagą i jeszcze pod tyłkiem filigranową szosą podczas niektórych bocznych podmuchów, gdzie niezamierzenie tańczyłem jakiegoś huraganowego moonwalka :)

Trasa: dojechać i wrócić. Czyli przez Zakrzewo do Drwęsy i nawrót. Co tu dużo pisać - jazda pod wiatr mnie po prostu mentalnie zabiła - były momenty gdy nie byłem w stanie poruszać się szybciej niż 18-20 km/h, czego już dawno nie doświadczyłem. Finalnie tę część zakończyłem wulgarną średnią niewiele ponad 24 km/h. Powrót to już oczywiście zupełnie inna bajka, włączyło się Pendolino w miejsce wyciągu orczykowego i tak to mógłbym jechać do Warszawy, potem na Lublin, Kijów, Moskwę, i cholera wie gdzie jeszcze zanim ktoś by mi przypomniał o istnieniu hamulców :) A nie, sorry, przypomniano mi dziś wcześniej, bo w Skórzewie trafiłem na niedzielne przekleństwo, czyli bydło wyjeżdżające spod kościoła. I tak to sobie postałem w dzień święty (jak dla kogo) na zadupiu w korkach.

Jakieś pozytywy z tego wyjazdu po dniu przerwy? Tak - muzyczne. Bo dwa zespoły mojego dzieciństwa postanowiły mi zrobić prezent na święta i "się wydać", tak więc w jedną stronę motywowało mnie KSU, a w drugą leciał ze mną Dezerter. Lepszych motywatorów nie potrzebowałem.

Tak sobie patrzę na prognozy na kolejne dni i czuję nadchodzącą depresję. Wiatrzysko podobno nie ma zamiaru odpuścić, do tego ma padać deszcz. A jak już się uspokoi to zaczną się święta, na które jedziemy w miejsce, gdzie na rower mogę sobie popatrzeć ewentualnie na obrazku w książce, bo nie jestem pewien czy dochodzi tam internet... Eh :/

Aha, jeszcze słowo o frekwencji rowerowej dziś na trasie - pojedyncze jednostki (około trzech), jedna grupka, która śmignęła mi gdzieś na skrzyżowaniu w Plewiskach, a tak to puściutko. I nie wiem czy to lepiej świadczy o mnie czy o tych, którzy jednak nie wyjechali :)





Komentarze
Trollking
| 18:13 poniedziałek, 22 grudnia 2014 | linkuj Jakbym czytał swoją reakcję gdy spojrzałem rano za okno :) drzewa mi niemal do okna właziły, a rowerzysty nie widziałem ani jednego (nawet koszykarek!!!). Za to jak szedłem do pracy te 6 km to niemal w pozycji horyzontalnej. Oj, zapowiada się jednak dłuższy rozbrat z rowerem :/
Trollking
| 21:05 niedziela, 21 grudnia 2014 | linkuj Remik, my to mamy w konstytucji zapisane, co zrobić :P marudzę, ale walczę, gorzej jak jest spokojnie...

Norbert, sam się dowiem niedługo, coś tam rodziciele wymyślili w klimacie "rodzinne święta bez obowiązku gotowania", więc jedziemy na jakiś koniec świata, który jest powiązany z rodzinnym rejonem, tylko że bez gór. Relacja będzie - obiecuję :)
rmk
| 19:11 niedziela, 21 grudnia 2014 | linkuj Taki tam wietrzyk a ten marudzi. Co za naród ;P
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa arato
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]