Generalnie
staram się stronić na tym forum od polityki, bo jakby nie patrzeć
BikeStats to nie miejsce na tego typu sprawy, no ale przed kilkoma
słowami nie mogę się powstrzymać... Specjalnie nie podejmowałem
tematu wyborów póki one trwały, teraz, post factum, mam wielką
satysfakcję ze zmiany sterów w Poznaniu. I nie chodzi o nowego
prezydenta, bo jego osoba mi zwisa i powiewa, ale o sam fakt porażki
dotychczasowego, tak szczyczącego się przed wyborcami zacięciem
sportowym, a realnie zupełnie olewającego w ramach swoich
kompetencji kwestie przyjaznej (to ważne słowo), a nie
jakiejkolwiek, byle była, infrastruktury rowerowej.
Koleś, który
wraz z synalkiem jeździ kręcić w Dolomity, trąbiąc o tym na lewo
i prawo w mediach, zaopatrzony na cycu w wielką reklamę jednej z
firm, a na swoim podwórku nie potrafiący zająć się tym, żeby
nam, rowerzystom codziennym ułatwić życie, w końcu przejechał
się na swojej pewności siebie i arogancji. Następca, czyli wybrane również
przeze mnie mniejsze zło - przynajmniej teoretycznie - wydaje się
bardziej w tym kierunku konkretny. Zobaczymy - obiecuję patrzeć na
łapy.
No,
tyle, lżej mi :) Za karę dopadła nas dziś "Zemsta Grobelnego" -
czyli roboczo nazwana przeze mnie wersja huraganu. Była to chyba najsilniejsza wichura spośród tych z ostatnich dni - poniżej 30-35 km/h podmuchy nie schodziły, co w połączeniu z minus cztery na termometrze niemal zabijało. Grunt powiedzieć, że w połowie trasy moja średnia oscylowała delikatnie ponad 24 km/h, a nie miałem chyba jeszcze sytuacji, żebym finalnie cieszył się z osiągniętej średniej... 28 km/h (!). Masakra. Mam dość - jutro ma być tak samo. Trasa - znów przez Tulce do Siekierek, potem Paczkowo i powrót DK-92 w pakiecie z telepaniem się po mieście.
Co do minionego miesiąca - 1400 kilometrów, ze średnią 29,7. Żarło dobrze gdzieś do połowy miesiąca, końcówka to już była tragedia pogodowa, a przede wszystkim wietrzna. Głównie kręciłem szosą, ale na czas jej serwisowania miałem kilka dni na crossie. Narzekać więc na wynik nie będę :)
Komentarze (11)
:) jedno jest pewne, Słupsk stał się sławny, a nikt tam rozsądny nie będzie jeździł tyłem.
Z Żoną wypracowaliśmy kompromis - czyli w wolne dni wstaję w miarę możliwości odpowiednio wcześnie i mam te dwie godzinki na kręcenie, pod warunkiem, że potem już cały dzień spędzamy razem. Na szczęście w temacie dzieci mamy podobne poglądy - nie planujemy :)
No tak, z tym Słupskiem faktycznie polecieli po bandzie. Ale podobno ma być bardziej zielono i rowerowo. Ciśnie się słowo "pedalsko", ale nie każdy by zrozumiał, że chodzi tylko i wyłącznie o rower :D
Grigor - dzięki :) A hipokryzja, arogancja, tak... miejmy nadzieję, że to już się nie będzie powtarzać. A jak się powtórzy to będzie łatwiej odwołać.
Remik - ja tam tęsknić nie mam zamiaru. Ani chwalić obecnego. Koniec z polityką, zgadzam się, zrobiłem wyjątek tylko dlatego, że tak istotna tu jest kwestia rowerowa :)
Największy szacunek za dystans i średnią w listopadzie! Co do kwestii poruszonej w pierwszym akapicie, to muszę się z Tobą w 100% zgodzić - hipokryzja takich ludzi razi, oj razi!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"