Człowiek to jednak sprytne bydlę. Powoli przyzwyczaja się do każdych warunków. Tak chyba jest i ze mną - przyjąłem za normę, że jest na dworze minus miliard oraz sztorm w zestawie, gębą w kubeł i jadę. Lemingi mogą brać ze mnie przykład. Kominiara i nara :)
Wiało dziś tak, że gdy próbowałem odpisać znajomemu z pracy na smsa w trakcie jazdy to zwiewało mi literki :) Na domiar złego duje wciąż ze wschodu, więc jeżdżę sobie po piętach i już nie mam pomysłów na nowe trasy. Bo pedałowanie na zachód i powrót pod wiatr spowodowałaby, że zamiast w domu wylądowałbym w Tworkach. Zrobiłem dziś więc "szubienicę" między S-11 a S-5, zaliczając Tulce, Nagradowice, Szczodrzykowo, Gądki i pomniejsze wiochy.
Na trasie spotkany rowerzysta - sztuk jeden, w okolicach miejscowości Śródka. Gorąco, ale naprawdę gorąco pozdrowiony przeze mnie za walkę.
Naprawdę? Miło wiedzieć, bo nie śledzę :P wiem, że byłem w setce kilka miesięcy temu, patrz Pan jaki skok :) a wspominany tekst z beretem i noszami kojarzę z drugiej płyty Big Cyca - "Nie wierzcie elektrykom". Dziś można sparafrazować: nie wierzę... jak określić Grobelnego? :)
Dzięki :) no ale z tym białym cholerstwem to już u mnie będzie basta, bo obiecałem Żonie, że jednak rozsądek zwycięży. Póki nie jest ślisko i nie zamarza - ok. Potem pas :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"