Hamst'a style
Poniedziałek, 17 listopada 2014
· Komentarze(2)
Wiatr dziś się już na szczęście w miarę uspokoił, za to po nocnych opadach rano na drogach było ślisko. Mimo to ruszyłem szosą, bo stęskniłem się za garbem na plecach po jednym dniu kręcenia crossem w pozycji bardziej humanoidalnej. Roweru na serwis jeszcze nie oddałem, więc kontynuowałem jazdę w stylu "hamst'a style", czyli na środkowym tylnym przełożeniu i z wariacjami w temacie przedniego, szkoląc chomiczą technikę. Tak więc bliżej zapoznałem się w końcu z pojęciem "kadencja" i nie chodzi tym razem o wybory. Nie chcę więcej :)
Spodziewałem się, że dobrze nie będzie i nie było. Zakrętów na trasie, którą jechałem (Poznań - Krzesiny - Żerniki - kółeczko Tulce, Krzyżowniki, Dachowa - i powrót tak samo) było sporo, więc na mokrej nawierzchni poszaleć nie mogłem, do tego bałem się mocniej depnąć na pedały, bo już mi się włączyła schiza i uraz psychiczny związany z przeskakiwaniem łańcucha (wiem, wiem, sadomasochizm to moje drugie imię). W sumie dobiłbym pewnie do tych trzech dych średniej, ale jak zaraz za zakrętem na Starołęce zobaczyłem śmieciarkę prowadzącą sznurek kilkunastu samochodów pędzących z V max 15 km/h to się poddałem. Życie.
Spodziewałem się, że dobrze nie będzie i nie było. Zakrętów na trasie, którą jechałem (Poznań - Krzesiny - Żerniki - kółeczko Tulce, Krzyżowniki, Dachowa - i powrót tak samo) było sporo, więc na mokrej nawierzchni poszaleć nie mogłem, do tego bałem się mocniej depnąć na pedały, bo już mi się włączyła schiza i uraz psychiczny związany z przeskakiwaniem łańcucha (wiem, wiem, sadomasochizm to moje drugie imię). W sumie dobiłbym pewnie do tych trzech dych średniej, ale jak zaraz za zakrętem na Starołęce zobaczyłem śmieciarkę prowadzącą sznurek kilkunastu samochodów pędzących z V max 15 km/h to się poddałem. Życie.








