Pokrakowsko

Wtorek, 11 listopada 2014 · Komentarze(2)
Oj, jak dobrze było znów po tych trzech dniach posadzić cztery litery na siodełku! Groził mi już niemal syndrom odstawienia, na każdego rowerzystę, który mnie mijał w Krakowie (bo tam się z Żoną tradycyjnie wybraliśmy odchamić na długi weekend) patrzyłem wilkiem, tak samo jak na pogodę, która dopisała wybitnie. Udało się jednak wytrzymać bez rękoczynów, nie posadzili mnie za czynną napaść na żadnego miłośnika dwóch kółek, więc chyba tak źle ze mną jednak nie jest ;)

A powrót miałem dziś w warunkach wymarzonych, niemal cieplarnianych. Święto, więc nawet przejazd przez miasto nie irytował tak jak zwykle, wiatr oczywiście chory na paranoję w temacie kierunku, ale niezbyt silny, cieplutko, pusto... Nie licząc rowerzystów, biegaczy, rolkarzy i innych jednostek mobilnych, których pozdrowiłem dziś chyba z setkę. Trasę wybrałem na wschód, przez Zalasewo, Swarzędz, Paczkowo, Tulce i Krzesiny - wyszło na mapie z tego jakieś niepełnosprawne serducho z żyłką. Jechało mi się genialnie, a i średnia w miarę przyzwoita.

Jeszcze kilka zrobionych na szybko w krzywym zwierciadle fotek z Krakowa, miasta, które uwielbiam, a jeśli zapomni się o zachowujących się tam jak najgorsze menele Angolach oraz Irlandczykach i zna się odpowiednie miejsca, gdzie nawet barmani są poetami, a historia miejsca broni się przed nachalną rzeczywistością to spokojnie, acz konsekwentnie, można spędzić czas naprawdę godnie. Jedna rzecz mnie przeraziła - naganiacze do Piwnicy Pod Baranami, miejsca, które co prawda nigdy mnie nie swoją "kultowością" nie obezwładniało, ale zeszło całkowicie na psy i zmieniło się w mekkę sztukantów i hipsterów z ajfonikami pod pachami oraz obsługą, która równie dobrze mogłaby pracować w jakiejś sieciówce w stylu Cocomo.

Tak oto wyglądało wejście do naszego (naprawdę rewelacyjnego!!) hostelu na Wiślnej, przy samym rynku - żeby udowodnić, że od sportu nie odpocząłem :) po paru browarach te schody zmieniały się w Mount Everest
:)

Wawel: :)

Najlepszy miodek w jednym, jedynym miejscu:

I na koniec znak naszych czasów: prawdziwy Rowerowy Kraków :P


Komentarze (2)

Jak mi pokażesz na Warcie barki hotelowe, z których jedna migoce w tle to przyznam się do oszustwa :)

Piwnica Pod Baranami to miejsce, które już dawno straciło swój klimat, a nawet artyści, z których paru znam osobiście wycofali się stamtąd, nie chcąc firmować swoimi twarzami tego, co tam się dzieje. Może i dobrze...

Trollking 21:01 środa, 12 listopada 2014

Nad Wartą byłeś, fotę pstryknąłeś a teraz nam wmawiasz, że jakiś tam Wawel za brzegiem stoi. Nie dam się nabrać, oj nie dam ;)

Takie to czasy, że nawet Piwnica Pod Baranami stała się Piwnicą dla Baranów. Co zrobisz? Nic nie zrobisz :|

rmk 20:00 środa, 12 listopada 2014
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa ktakj

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]