W sumie to po spojrzeniu rano za okno byłem pewny, że z roweru dziś nic nie wyjdzie. Deszcz, chmury i w ogóle średnio przyjemnie. Ale około 9-tej padać przestało, chodniki pod oknem zaczęły wysychać, do pracy na 13-tą... Wpadłem więc na pomysł jednodniowej reaktywacji crossa - dawno nie używanego na dystansie powyżej 10 kilometrów, czyli generalnie zaniedbanego i smętnie na mnie spoglądającego przy każdym zaprzęgnięciu szosy.
Cross wrócił niedawno z delikatnego serwisu, ma wyregulowanego przerzutki, nowe linki i pancerze, jednym słowem: znów da się nim jeździć, choć boję się, że kaseta już długo nie pociągnie. Jednak dziś sprawił się na medal, choć zapakowanie się na ten czołg po tylu dniach na szosie było wyzwaniem. Na pierwszym kilometrze zacząłem nucić melodię z "czterech pancernych", a na piątym rozpocząłem poszukiwania wolnego miejsca na zamontowanie zgrabnego działka, na przykład do wybijania pieszych i niesubordynowanych rowerzystów :)
Siedząc wygodnie jak na kanapie ruszyłem na Mosinę, skręciłem do Rogalina i dojechałem do Mieczewa, gdzie zawróciłem tą samą trasą. Wiatr na ciężkim sprzęcie o dziwo bardziej męczy, a może to po prostu kwestia samego, niemało ważącego roweru? Miałem chrapkę na średnią w okolicach 29 km/h, bo wiele więcej crossem nie wyciągnę, udało się połowicznie, bo korki w Luboniu mnie spowolniły na końcu i skończyło się lekko pod kreską. Nieważne, w sumie fajnie mi się dziś jechało, jednak zmiana roweru co jakiś czas (byle nie na zombie-górala, którym ostatnio kręciłem po Karkonoszach) pozwala walczyć z rutyną. Polecam każdemu.
Jurek, jak tak dalej pójdą zmiany pogody to skończy się stacjonarnym, ale nawet nie chcę o tym myśleć póki co :) Księgowy, jednak dobrze mieć rezerwowe rowery. Znam takich, którzy mają szosę no i co...? Gnój zimą :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"