W temacie mojej wczorajszej rowerowej abstynencji: odczekałem rano do 9 aż przejdą największe chmury. Nie padało.
Przeanalizowałem prognozy. Nie padało. Ubrałem się, wykopałem rower i
ruszyłem. Minutę później już lało. Dystans całkowity: 2 km i
rower usyfiony jak przedstawiciel gimbazy po tygodniu na Łódstoku.
Pozostało pedałowanie na chomiku jako marne pocieszenie. Za to zrobiłem sobie dziesięciokilometrowy spacerek do pracy przez Las Dębiński, gdzie - biorąc przykład z któregoś wpisu Remika - przetestowałem możliwości swojego aparatu w temacie ekstremalnych zdjęć ślimaków :) Wyszło tak: A dziś? Nie padało, ja bonusowo w robocie, więc tylko szybki poranny kursik na NE, najpierw przez miasto, potem na Biskupice, a że miałem chęć na więcej to mimo upływającego czasu dotarłem do Promna, skąd już niestety musiałem się ewakuować, bo czas gonił. Średnia - jak zwykle dzięki dziesięciu kilosom razy dwa przez miasto - nie mogła być dobra i wyszła taka jaka wyszła.
Na koniec - jako kontynuacja z któregoś z moich ostatnich wpisów świeży niestety - kolejny - ghostbike z Poznania. Ocena winy/niewiny rowerzysty jest dyskusyjna, ale fakt pozostaje faktem - kolejny w mieście niebezpieczny przejazd powiązany z idiotycznym systemem świateł i kolejna ofiara. Do przemyślenia - tylko dla kogo?
Komentarze (8)
No to konsensus w temacie gb osiągnięty :) a ja w życiu nic na temat fotografii nie przeczytałem, klikam, zdjęcie się robi i co najwyżej mogę powiedzieć czy widzę co na nim jest - to mi o dziwo wystarcza :)
O właśnie, nie ma w tym refleksji. I to najbardziej mnie wkurza, w większości jest to tylko na pokaz. Co do fotek to też jestem amatorem, może trochę uświadomionym przez przeczytanie paru książek o ekspozycji itp. Ale to tylko z czystej ciekawości :) Robię fotki po to aby w przyszłości pamięć obrazem wspomagać :)
Źle się wyraziłem - za dużo spod znaku zapytania o to, co się działo, ale za mało wątpliwości dla stawiających ghosta przed orzeczeniem winy. O to chodziło.
Skasowanie wykonane :) kwestia telefonu - ja tam w temacie zdjęć jestem amatorem kompletnym, bardziej myślę o chwili ich wykonania niż jakości. Jeśli chodzi o ghostbike to w tym wszystkim denerwuje mnie tylko to, że nie ma tam głębszej refleksji o winie - jest tylko czczenie ofiary. Ale poza tym będę się trzymał zdania, że tak samo jak krzyże - jeśli nie wyrastają zza każdego krzaka - refleksje budzą. A jakie to już kwestia odbiorcy. Dodam tylko, że w akcji stawiania tego ghosta na pewno bym udziału nie wziął. Bo tu niestety za mało rzeczy jest spod znaku zapytania.
Ja moje wtedy też robiłem z telefonu, o znacznie gorszych parametrach optycznych niż Twój ;) Z tymi ghostbikami, masami krytycznymi i innymi tego typu rzeczami to dla mnie to sztuka dla sztuki. Nie mam dobrego określenia na to co czuje do takich rzeczy, może niechęć to po części dobre słowo. I kojarzy mi się to wszystko z socialmediami czy jak to okreslić. Denerwują mnie takie akcje po prostu, są niepotrzebne. Można uczcić pamięć w inny sposób a na poprawę bezpieczeństwa takie rowery czy też krzyże przy drogach wpływu raczej nie mają :|
Remik, robiłem z telefonu, więc cieszyłem się, że w ogóle ślimaka widać. O głębi ostrości mogłem pomarzyć :) Co do ghostbike-ów - też mam zdanie mieszane, choć z shitem typu fb bym tego nie łączył. Tak jak napisałem też co do winy kierowcy pewny nie jestem. Ale każdy taki biały rower skutkuje chwilą zastanowienia - i o to chyba chodzi.
Głębia ostrości na fotce ze ślimakiem dobra ale ja bym kadrował inaczej ;) Ale tak czy owak dobre zdjęcie! Ja nie lubię tych wszystkich ghostbików i innych tego typu cudów. Jeśli rodzina sobie tego zażyczyła to i owszem ale jeśli nie to wszystkie takie akcje kojarzą mi się z fejsbukami i innymi tego rodzaju ścierwami. Jestem na nie.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"