Gdy budzik zadzwonił dziś o szóstej rano to słowa Małżonki - gdyby ktoś w ogóle wpadł na taki irracjonalny pomysł - nie mogłyby być wykorzystane w żadnym, powtarzam: żadnym, serialu o tematyce pacyfistycznej. W sumie się nie dziwię - kto normalny wstaje o tej porze, żeby przetestować czy nowa dętka i stara opona nie mają między sobą zgrzytu w postaci draski na wewnętrznej części tej drugiej? Odpowiedź: nikt. Uzupełnienie odpowiedzi: z tych nienormalnych ja :)
No ale jednak. W półśnie, 6:10 ruszyłem na krótki, godzinny przejazd. W razie kolejnego "pfff" miałem plan awaryjny złapania przelatującego F-16 i szybki powrót, żeby na 9-tą być w robocie i jeszcze zdążyć wziąć prysznic. Na szczęście chyba oddział niebios odpowiedzialny za dział opony okazał się dziś łaskawy, bo dojechałem do Mosiny, zawróciłem przed jak zwykle zamkniętym szlabanem i wróciłem do Poznania bez ofiar. Miło. Szkoda tylko, że cała Mosina, całe Puszczykowo oraz cały Luboń postanowiły mi kibicować zza szyb samochodów pod byle pretekstem dojazdu do pracy, więc zamiast imponującej średniej miałem dziś imponującą ilość spalin w płucach na ostatnich dziesięciu kilometrach oraz skill "stanie w miejscu" ogarnięty na poziomie zaawansowanym.
Komentarze (2)
Hehe, też miałem z tym osobisty psychiczny problem :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"