Za chwilę czeka mnie dwudniowy turystyczno-weekendowy wyjazd bez grama roweru, więc trzeba było się postarać. Żałosny
ze mnie leń, zaspałem na rower na trzecią, zaspałem na piątą, w końcu
wyjechałem lekko po banalnej 6 rano. Swój wstyd chciałem jakoś ukryć,
więc musiałem lekko przyspieszyć, choć wiaterek miał zupełnie inne
zdanie :)
No dobra, z głową nie mam - wyjechałem zgodnie z planem :) fajnie się kręciło, pusto na drogach - chciało się żyć. Trasa "samochodzikowa" - przez Komorniki i Dopiewo do Skórzewa i Poznani. Wrażenie popsuły tylko sunące koło siebie parki biegających istot, same w sobie pewnie pozytywne, ale czemu tarasujące asfaltowe odcinki rowerowe skoro obok tak lubiana przez wszystkich kosteczka?
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"