W pierwszych słowach mego wpisu (he he)... no dobra. Po prostu dzięki za miłe słowa, głównie w komentarzach na temat moich pięćdziesiątek. Jakoś tak mi się zakodowało od jakiegoś czasu, że w zależności od pogody i pory roku postaram się jeśli tylko będzie możliwość wygospodarować te max 2 godzinki dziennie na taki dystans. No i.. tak mi już zostało - pozwala na wyczyszczenie umysłu przed pracą w korporacji (baaaaaardzo to potrzebne, bo inaczej bym już dawno na łeb dostał), posłuchanie audiobooka lub ulubionego Tok Fm, nadrobienie zaległości w nowościach muzycznych... Po prostu jest to niezbędny element mojego cyklu życiowego. Nałóg? Zapewne, ale chyba lepszy taki niż inne. Miewam jednak też odwyki, ale muszą one być spowodowane czymś istotnym.
No to... dziś pięćdziesiąt :) Oczywiście przed pracą. Niestety zaczyna się już robić dla mnie za gorąco - temperaturę do 20 stopni jeszcze toleruję, wszystko ponadto powoduje, że się przegrzewam, a jeśli dochodzi do ostrego słońca tak jak dziś wiaterek to głowa mi niemal eksploduje. Cóż, idealnie już było w kwietniu, ten maj jakiś dziwny - do połowy temperatura typowo pode mnie, ale wiatr masakrował. Teraz, gdy już się uspokoił, zaczyna się parówa. No cóż, nie będę już wygłaszał komunałów, że taki mamy klimat, po prostu muszę jakoś to przetrzymać.
Znów zafundowałem sobie trasę, gdzie w 1/5 miałem wiatr w plecy, a całą resztę w pysk lub z boku. Ma się ten talent :) Czyli: Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Tulce - Śródka - Robakowo i powrót przez Głuszynę. Nawet rozpędzić się nie mogłem, bo jak było z górki to mnie podmuch zatrzymywał! Mam propozycję dla tych, którzy tak jak ja planują trasy pod wiatr, a potem z nim: dajcie mi znać, ja Wam ją wymyślę, a potem jedźcie zupełnie odwrotnie - będziecie mieli komfortowe warunki :)
Komentarze (4)
No nie. Na smoka to ja się nie zgadzam. Zwykły sznaucer, nic więcej :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"