Wszystko było dziś normalne. Co oznacza, że było zupełnie odwrotnie niż miało być :)
Rano nie miało padać, więc padało. Wiatr miał być słaby, więc było co najmniej umiarkowany. Kierunek miał być południowo-wschodni, a był z czterech stron świata. Endomondo szalało, co chwilę gubiąc sygnał i pokazując kosmiczną wartość podjazdów: 703 m. Kompletna normalka.
Ruszyłem jak już przestało kropić, co prawda chętnie bym sobie jeszcze pospał, ale świadomość popołudnia w pracy wymusiła wewnętrzną mobilizację. Jechałem ziewając jak smok, co w sumie można było uznać za sygnał ostrzegawczy dla innych użytkowników ruchu. Wiatr mnie strasznie męczył, tak jak pisałem był nieprzewidywalny, co nie motywowało do bicia rekordów. Co widać po średniej. Zrobiłem kółeczko przez Mosinę do Rogalina, potem odskoczyłem na Radzewice, a wróciłem przez Wiórek.
Wcale nie czuję się obudzony, choć znając życie kilka chwil w pracy i ciśnienie mi na tyle podskoczy, że wróci do normalności :)
Komentarze (6)
Mówią, że nałóg to zła rzecz. Ale co tam oni wiedzą ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"