Zacznę od tego, że naprawdę lubię jeździć DK92 na odcinku od Poznania do Tarnowa Podgórnego - jest w miarę prosta, można się nieźle namęczyć pod wiatr, żeby (bywają takie dni) mieć przyjemną bryzę w plecki podczas powrotu. W związku z tym zaplanowałem sobie dziś trasę przed pracą właśnie w tym kierunku. Zachowałem się jak owieczka radośnie dzwoniąca dzwoneczkiem przed wejściem do rzeźni :)
Miasto minąłem nawet szybko, jeśli można tak nazwać żabie skoki na światłach aż do Ogrodów. Potem zaczęła się 92-ka, którą ruszyłem dziarsko, mknąc dość pewnie pomiędzy wirującymi samochodami. Aż do momentu, gdy... no właśnie! Czemu nikt nie raczył mnie ostrzec o łącznie siedmiu kilometrach regularnej tarki pod dwu stronach trasy na wysokości Przeźmierowa? Bym się przygotował, zorganizował jakiś podręczny worek na kartofle, a tak to podwaliny pod placki będę musiał zrobić sam. Chamstwo. Szukałem panicznie kawałka asfaltu, w końcu udało mi się znaleźć jeszcze nie zryty pas dla busów, którym jakoś dojechałem do końca remontowanego kawałka. Maskara.
Dojechałem do Rumianka i postanowiłem wrócić chwaloną już przez niejednego rowerzystę ścieżkę w Tarnowie Podgórnym. Raz jeszcze przekonałem się, że jak się robi coś z głową to się da. Zresztą wystarczy spojrzeć: Marzenie... Choć jedna łyżka dziegciu musi być, ale bardziej związana z ludźmi - szkło niestety leżało w dwóch miejscach.
Cyknąłem jeszcze z daleka budującą się siedzibę Amazona. Mimo mojej nienawiści do wielkich korpo to bydle będzie wyglądało imponująco jak skończą. Mimo tarki, mimo jazdy przez miasto średnia wyszła ok. A ręce mi się jeszcze trzęsą jak konsumentowi denaturatu po tym zwijanym asfalcie :)
Komentarze (2)
Dokładnie tak jak piszesz - też tam się czuję bezpiecznie, nie lubię tylko gdy pojawiają się tam wjazdy z bocznych dróg, trzeba się nakombinować ze zmianami pasów przed nadjeżdżającymi z prawej, tak żeby nie wlec się środkiem. A korporacji też nienawidzę, ale cóż, sorry, taki mamy rynek pracy :)
DK 92 ma to do siebie, że jeździ nią ogromna ilość tirów ale ma ona kapitalne pobocze do łykania kilometrów rowerem. Gdy jechałem do Łagowa niedawno to właśnie odcinek tej drogi był najszybszy i cały czas jadąc nim miałem poczucie, że jestem bezpieczny. Taki paradoks, tirów nieskończoność ale lepiej się z nimi czułem niż na jakiejś wojewódzkiej, powiatowej czy gminnej drodze z osobówkami. Te pobocze robi swoje :) Takie cuda jak ten amazon kojarzą mi się z kołchozami. Korporacje mnie przerażają :|
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"