Wietrząc

Czwartek, 8 maja 2014 · Komentarze(4)
Ja się pytam: czy w końcu ten wiatr kiedykolwiek zamierza osłabnąć? I od razu zaznaczę, że oczekuję tylko i wyłącznie odpowiedzi pozytywnej, najlepiej z rygorem natychmiastowej wykonalności :) albo choć, jeśli się nie da, ustalić jeden kierunek, z którego raczy podążać, bo dziś znów czułem się przez niego pomiatany jak nowy w klasie z rudymi włosami...

Jedyne co fajne to to, że nie padało - i to mi się ostatnio podoba, bo w kwietniu było tak, że lało z rana, a po południu, kiedy gniłem w pracy się wypogadzało. Teraz jest odwrotnie - i tak może jak dla mnie zostać.

Nie podobało mi się za to dziś to, co wyczyniali kierowcy większych samochodów - od trucków w górę. Trzykrotnie mijali mnie dosłownie o centymetry, a do regulaminowego półmetrowego odstępu brakowało jakieś... pół metra. Wyraziłem za każdym razie głośno co o tym myślę, ale czy dotarło do tępych i nieodpowiedzialnych łbów - nie wiem.

Trasa: "kondomik" - przez Mosinę, Łódź i Stęszew. Przy okazji uwaga: jeśli zależy wam na czasie to omijajcie Krosinko - remont czegoś-tam jeszcze potrwa chyba dłuższy czas. Ofiarą ruchu wahadłowego stałem się dziś dwukrotnie, stojąc i z napięciem oczekując na zmianę kolorów na sygnalizacji. Co nie jest łatwe dla takiego lekkiego daltonisty jak ja :)

Komentarze (4)

Remik - jest tak jak piszesz. Mentalnie prawie w każdej rzeczy jesteśmy 100 lat nie tylko za Murzynami, ale i za Eskimosami i Pigmejami. Zasada "przepisy są po to, żeby je łamać" jakoś nie wzbudza negatywnych emocji, tylko pochwały. Ile razy było tak, że gdyby nie moje przewidywanie to leżałbym już w jakimś wygodnym pudełku sześć stóp pod ziemią - nie zliczę. Ale niestety nie jest to przypadłość tylko kierowców, ale również pieszych i rowerzystów, z dużym uwzględnieniem tych, którzy rower widzą pod swoimi czterema literami 3-4 razy w roku... no cóż, moje wyzwiska o tyle mogą zmienić, że chcąc nie chcąc coś może do skrzyczanego dotrze...
A wiatr chyba ma zamiar tak cały maj wiać. Rok temu nie byłem na BS, więc nie wiem czy tak samo było wtedy :) pozdro!

Trollking 17:50 czwartek, 8 maja 2014

Z kierowcami jest tak, że jak jest ograniczenie do 40 to jedzie się 50, jak do 140 to 150. No bo przecież te 10 km/h to granica tolerancji. A w takiej np. Austrii mandat dostaje się za przekroczenie prędkości o 2km/h. Bo przecież skoro jest ograniczenie to trzeba go przestrzegać. Kiedyś bliżej było mi do naszego toku myślenia teraz jestem zdecydowanie za tym drugim. Z wymijaniem/wyprzedzaniem nas na rowerach jest tak samo. Po co metr jak mogę go minąć o 50cm. Przecież to tylko 50cm mniej. Przykłady można mnożyć. Ale dopóki taki kierowca nie wsiądzie na rower i nie przekona sie na własnej skórze, że te 50cm robi ogromną różnicę to nic do niego nie dotrze. Możemy wyzywać, klnąć i tłumaczyć ale to nic nie da. Ale próbować trzeba :)
Wiatr mnie dzisiaj prawie z roweru strącił. Równo rok temu też tak wiało, widocznie okolice 10 maja już tak mają ;)

rmk 13:23 czwartek, 8 maja 2014

Faktycznie, mało precyzyjnie napisałem, dzięki za zwrócenie uwagi - chodzi mi o wyprzedzanie i tam rzeczywiście powinna być zachowana odległość metra. A samochody wyprzedzały mnie na centymetry w sytuacji gdy z przeciwka nie jechało nic...

Trollking 11:50 czwartek, 8 maja 2014

Nie wiem, czy mylisz mijanie z wyprzedzaniem. Przy wyprzedzaniu, odleglosc minimalna od rowerzysty to 1 metr (wiem, wiem, rzadko sie zdarza). Przy omijaniu pewnie jest podobnie. Jednak przy wymijaniu czulbym sie bardzo niekomfortowo, gdyby jadacy z naprzeciwka samochod byl w odleglosci mniejszej niz kilka metrow.

Gość 10:21 czwartek, 8 maja 2014
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa zejez

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]