StaŁking

Wtorek, 6 maja 2014 · Komentarze(3)
Dziś przyszło mi podczas jazdy na myśl, że skoro istnieje takie pojęcie jak „stalking”, czyli uporczywe nękanie niewinnej osoby, to ja jestem ofiarą „staŁkingu” - ktoś/coś uporczywie zmusza mnie do tego, żebym stał, a nie jechał. Na zdjęciu „przypadkowy” remont z objazdem i tarką na drodze w Głuszynie. Przypadkowy, taaaa.... :)

Tak mniej więcej wyglądał mój wyjazd z rana, przed pracą. Robi się już wyraźnie cieplej - zapobiegliwie ubrałem się w ocieplaną bluzę rowerową i było mi za gorąco. Według prognoz wiatr miał być dość silny albo wschodni albo południowy. Okazało się, że był i taki i taki, tylko że nie wtedy kiedy go potrzebowałem. Stąd po raz kolejny średnia, którą raczej się nie będzie chwalił.

Jechałem trasą przez Starołękę, Głuszynę i Robakowo do "górskiego" wjazdu przez Dachową do Szczodrzykowa. W sumie trasę polecam każdemu, bo szczególnie końcówka jak na nasze płaskie tereny jest całkiem wymagająca, tylko te dziury... Są tam od kiedy jeżdżę po tych terenach i jakoś nikt nie zabiera się za ich załatanie. Może w sumie i dobrze, bo znów bym narzekał, że to przejaw stałkingu :) Na górze stoi - kiczowaty, bo kiczowaty, ale nie mnie oceniać - odbudowany krzyż, zniszczony przez hitlerowców podczas wojny.

Wróciłem trochę inną trasą - w Robakowie skręciłem na Borówiec, przejeżdżając wiaduktem nad S11. Nie omieszkałem i tam cyknąć szosie sweet focię:

Potem jeszcze kawałeczek przez las, gdzie w końcu pooddychałem choć przez chwilę świeżym powietrzem, mając w perspektywie męczarnie, które rodziły się przede mną: Głuszynę z opisywanym remontem oraz zawsze koszmarną samą w sobie Starołękę.

Przewiało mnie strasznie, na dłuższą jazdę czasu nie miałem, a prawdę mówiąc i ochoty. Więcej ze średniej nie udało się wyciągnąć, no ale w końcu nie nią samą człowiek żyje. Tym bardziej, że siły wyższe nie ułatwiały sprawy.

Ktoś ma namiar na Macierewicza? Bo już w temacie spisków czuję pokrewieństwo duszy :)

Komentarze (3)

Remik - obyś się mylił... ja już mam dość, a maj się dopiero zaczął :/
Grigor - wiadukt fajny, ale - wstyd przyznać - dawno dawno temu, gdy jechałem po raz pierwszy z Kórnika nie znając objazdów to nieświadomie poleciałem S-11. Autokrytycznie przyznam, że była to klasyczna wiocha z mojej strony :) choć pobocze idealne, bezpieczniejsze niż wszystkie na drogach dostępnych dla rowerów.

Trollking 08:12 środa, 7 maja 2014

Byłem na tym wiadukcie....byłemmmm :-)

grigor86 20:34 wtorek, 6 maja 2014

Wiatr jak wiatr, ciągle w ryj. Zimy nie było to będzie w maju wiało :|

rmk 15:41 wtorek, 6 maja 2014
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa ktnie

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]