Po wczorajszym zastoju spowodowanym pracą oraz porannymi opadami wróciłem dziś do rowerowej rzeczywistości. W sumie to mało brakowało a bym nie wrócił, gdyż oczywiście co pojawiło się kilka minut po obudzeniu? Taaak, deszcz. Ale twardym trzeba być, nie miętkim i przetrzymałem z nosem przy szybie najgorsze. Deszcz się generalnie wypadał i lekko po ósmej ruszyłem.
Z natury jestem dobrym człowiekiem, więc z troski o stan crossa, który poprzez trwający wciąż remont łazienki i unoszący się pył nabrał biało-sinej barwy niczym głowa emerytki z Ciechocinka, postanowiłem zafundować mu oczyszczający kontakt z kroplami deszczu, które jeszcze pojawiały się w atmosferze.
No dobra. Nie chciałem pobrudzić szosy. Jestem złym człowiekiem.
Czasu miałem mało, bo na 12 do pracy, wiatr miał być północno-wschodni, więc wybrałem trasę przez miasto do Kobylnicy, a potem Jerzykowa. Jechało się fajnie, mimo że wiatr był TYLKO północny, więc jechałem z bocznym podmuchem, cały czas ani wolno ani szybko - typowo crossowo. Jako że rzadko jeżdżę ostatnio tym sprzętem to zrobiłem jeszcze pamiątkową fotkę na tle jeziorka Kowalskiego i tyle było z dzisiejszych atrakcji :)
Komentarze (7)
Jak będę miał kiedyś okazję wypróbować takie lustro to nie omieszkam skorzystać. Ciekawi mnie jak to wygląda w praktyce :)
Jurek, dzięki! Faktycznie, widzę, że jest takie coś do dostania, mam nadzieję, że z wytrzymałością będzie w miarę, bo niestety się przejechałem na tańszych modelach typu "no name".
Remik - no pewnie, że się przydaje! W sumie miałem duży problem gdy kiedyś je zbiłem, bo się aż za bardzo przyzwyczaiłem. Naprawdę fajna rzecz, szyja mniej boli :) może wygląda to mało profesjonalnie, ale "pro" mam gdzieś, liczy się komfort jazdy. Jurek - a właśnie, jak Ci się udało znaleźć lusterko na szosę? Ja kupiłem takie małe, wkładane w końcówkę baranka, ale nie wytrzymało nawet dwóch dni po naszych drogach :) Grigor - no ja jestem za, tylko że nie mam bike''a na single... marzy mi się jakiś porządny mtb, ale aktualnie wszystkie oszczędności pożarł remont naszej kawalerki. Ech :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"