Mój dzień ostatnio wygląda tak: rano budzę się w pyle z remontu, idę na rower, który każdego dnia staje się bardziej biały, wracam do pyłu, pomagam znajomemu, który robi nam remont i wychodzę do pracy, gdzie siedzę w otoczeniu sterylnie czystym, ale otoczonym masakrującymi oczy jarzeniówkami. Wracam wieczorem i łykam świeżą dawkę pyłu. Każda potrawa, jaką zjadam ma również ten delikatny posmak owego nieuniknionego skutku każdego odnawiania mieszkania. Dzięki temu wszystkiemu zapach spalin na trasie ostatnio wydaje mi się prawie że przyjemny :)
Miałem dziś okazję się o tym przekonać, bo pomimo że jechałem na południe to cała trasa od wyjazdu z Dębca aż do Puszczykowa była strasznie zatłoczona, niemal tak jak w Poznaniu. Do tego wiatr, który wedle wszystkich prognoz miał być słaby, dał mi trochę w kość, bo zmieniał się co chwilę, a praktycznie co najmniej połowę drogi powrotnej wiał mi w twarz. Stąd średnia. Trasa - nuuudy, ale te, które lubię, czyli do Sulejewa i z powrotem.
Adrenalina skoczyła mi tylko raz - jakiś kurier-troglodyta z "Siódemki" ruszył mi w Mosinie z chodnika przed nosem, żeby za kilkadziesiąt metrów dalej, gdy chciałem go wyprzedzić z prawej zajechać mi drogę przez ponowne wjechanie na ten sam chodnik. Od słowa do słowa - poszło na ostro, okazało się, że idiota chyba od 2011 roku nie miał styczności z kodeksem drogowym, który od tego czasu daje możliwość wyprzedzania z prawej przez rowerzystów. Brawo dla firmy - jej pracownicy świadczą o niej samej, więc niniejszym wystawiam zdecydowanego negatywa - za prymitywizm i za to, że jakby nie patrzeć zawodowy nie zna przepisów. Żal pe el.
Komentarze (3)
Księgowy, no coś w tym jest. Po prostu mam ostatnio masakrycznie mało czasu, więc nie mam nawet jak kombinować z trasami. A tak przynajmniej wiem, że mnie nic nie zaskoczy :) Jurek, oj tak! :)
Widzę, że działasz podobnie jak ja. Na szybko jakakolwiek trasa, aby się rozruszać:) Ja raczej unikam powrotu tym samym asfaltem, ale z braku laku i tak pewnie bym robił:D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"