W ostatnim, sobotnim wpisie wykrakałem zmianę pogody. Za co serdecznie przepraszam. Kosztowało mnie to trzy dni bez roweru, co nie oznacza braku "ciekawych" zajęć. Praca to jedno, dwa to remont łazienki, który spowodował, że z pylicą i innymi chorobami przenoszonymi drogą gruzowo-pyłową jestem zdecydowanie za pan brat, a wnoszenie na drugie piętro setek kilogramów płytek i różnorakich worków z klejem weszło mi w krew (i płuca) :)
Dziś jednak w końcu unormowała się pogoda i udało się wystartować. "Unormowała się" oznacza, że nie padało, bo np. o wietrze tego powiedzieć się już nie da. Jeszcze rano, gdy wyjeżdżałem (o ósmej) było w miarę ok, ale w połowie drogi duło już koszmarnie, mocno i zimno z północy. A jako że z północy to znów czekała mnie teleportacja przez cały Poznań. No i tak: korek zaczął się na Dębcu, a skończył na dwunastym kilometrze w Koziegłowach, tak samo podczas drogi powrotnej, na Gdyńskiej przed pyskiem zamknęli mi szlaban, na światłach innego koloru niż czerwony nie uświadczyłem - po prostu brakowało mi tego typu atrakcji przez te trzy dni :)
Chwilę wolności przeżyłem tylko na odcinku od Koziegłów do Murowanej Gośliny, gdzie myknąłem w miarę szybko, choć nie udało się nadrobić braków prędkości z miasta. Jakoś znów "przypadkiem" mi się nie zauważyło dwóch ścieżek przed i za Owińskami, za to z ciekawości zerkałem na boki co mnie omija. Zanotowałem paniusię z 3 pekińczykami rozciągniętymi na całej szerokości ciągu pieszo-rowerowego z obowiązkowej kostki oraz świecące kawałki szkła. Aha, skoro jestem przy kostce to w Czerwonaku budują coś z tego szlachetnego materiału wzdłuż drogi. Tylko czekam aż powstanie niebieski znaczek "ścieżki" rowerowej, obok której wykwitnie kolejny biało-czerwony zakaz jazdy asfaltem...
Komentarze (2)
Ten zakaz to szczyt chamstwa - nie wiem jaka logika kieruje urzędasami, którzy nagle stwierdzają, że kawałek trasy o tym samym natężeniu ruchu jest nagle niebezpieczny i nie można nim jechać rowerem, mimo że chwilę wcześniej takiego zagrożenia nie było. A jedyne co się zmienia to kawałek nieprzejezdnego szosą elementu z kostki. Na policję tam jeszcze nie trafiłem na szczęście, oby nigdy.. :)
W Owińskach też nigdy nie widzę tej ścieżki rowerowej :) Ale uważać trzeba bo jest wyraźny zakaz jazdy rowerem po szosie i często tam się policja kręci.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"