Poznań - Wiórek - Rogalin - Świątniki - i znów nazad :)
Poniedziałek, 18 listopada 2013
· Komentarze(0)
Ten "nazad" się będzie często powtarzać, bo jako człowiek doświadczony rowerowym losem wyznaję jedną jedyną logikę jazdy: pod wiatr w jedną i z wiatrem z powrotem. Choć akurat w Poznaniu jazda na południowy wschód (a taki był dziś wiatr) z poznańskiego Dębca wymaga wykonania manewru... jazdy w zupełnie przeciwnym kierunku, czyli na rondo Starołęka.
Po otwarciu rano okna i otrzymaniu ostrego kopa ze strony ukochanego wiaterka (co najmniej kilkanaście, a być może nawet dwadzieścia km/h) postanowiłem, że szosa zostaje dziś w domu. Lot koszący przy bocznym wietrze to nie jest to, co bym lubił najbardziej, więc wybrałem opcję czołgu opakowanego w ramę crossa :) Wybór był słuszny - jechało się ciężko, ale kilka razy mną nieźle bujnęło z boku, co upewniło mnie, że zrobiłem dobrze. Ostro pod wiatr zaczęło się dopiero w Rogalinie, gdzie trasa zakręca i nawet pojawia się kawałeczek pod górkę. Jako że do pracy trzeba się było spieszyć dokręciłem do tych około 25 km z tragiczną średnią 26,6 km/h i nastawiłem się na powrót. Początkowo szło ładnie, ale za Rogalinem znów boczny wiaterek dał znać o sobie. Średnia doszła do około 28,3, ale...no właśnie. Starołęka. Industrialny koszmar, wizualnie i jeśli chodzi o przepustowość. Straciłem tu jak zwykle kilka cennych sekund/minut no i skończyło się tak jak widać.
Zmarzłem, przewiało mnie, ale w sumie dumny jestem z siebie, że nie odpuściłem :)
W nocy uploadowałem wspomnienie z lata, czyli wjazd do Karpacza Górnego. Jakby ktoś chciał wrócić do czasu, gdy słowo "zimno" było zdecydowanie nie na miejscu, zapraszam: &feature=youtu.be
Po otwarciu rano okna i otrzymaniu ostrego kopa ze strony ukochanego wiaterka (co najmniej kilkanaście, a być może nawet dwadzieścia km/h) postanowiłem, że szosa zostaje dziś w domu. Lot koszący przy bocznym wietrze to nie jest to, co bym lubił najbardziej, więc wybrałem opcję czołgu opakowanego w ramę crossa :) Wybór był słuszny - jechało się ciężko, ale kilka razy mną nieźle bujnęło z boku, co upewniło mnie, że zrobiłem dobrze. Ostro pod wiatr zaczęło się dopiero w Rogalinie, gdzie trasa zakręca i nawet pojawia się kawałeczek pod górkę. Jako że do pracy trzeba się było spieszyć dokręciłem do tych około 25 km z tragiczną średnią 26,6 km/h i nastawiłem się na powrót. Początkowo szło ładnie, ale za Rogalinem znów boczny wiaterek dał znać o sobie. Średnia doszła do około 28,3, ale...no właśnie. Starołęka. Industrialny koszmar, wizualnie i jeśli chodzi o przepustowość. Straciłem tu jak zwykle kilka cennych sekund/minut no i skończyło się tak jak widać.
Zmarzłem, przewiało mnie, ale w sumie dumny jestem z siebie, że nie odpuściłem :)
W nocy uploadowałem wspomnienie z lata, czyli wjazd do Karpacza Górnego. Jakby ktoś chciał wrócić do czasu, gdy słowo "zimno" było zdecydowanie nie na miejscu, zapraszam: &feature=youtu.be








