Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.20km
- Czas 02:00
- VAVG 25.60km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 366m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pan(n)a niesmaczna
Czwartek, 18 maja 2017 · dodano: 18.05.2017 | Komentarze 7
W pewnym sensie
sobie to wykrakałem. Pisząc wczoraj o moich wątpliwościach w
tematyce wytrzymałości sprzętu, którym kręcę w Jeleniej Górze
i okolicach, czyli starym, prawie już dwudziestoletnim Authorem
Mystic, miałem na myśli całokształt jego pseudo-mtb-owego
jestestwa, z zardzewiałymi częściami i tym podobnymi. Nie
spodziewałem się jednak, że zostanę ofiarą… ale czego – za
chwilę.
Najpierw o planach.
Zatęskniło mi się za Rudawami Janowickimi, moimi ukochanymi
górkami w Sudetach. Trasa wyznaczona, wyjazd około dziewiątej
rano, w temperaturze prawie jak na moje odczuwanie upalnej. Wiatr,
którego miało nie być, oczywiście był, i to dość mocny, ale co
tam – w końcu wróciłem do macierzy, w niej można więcej :)
Spokojnie minąłem jeleniogórskie lotnisko...
...dokręciłem do Łomnicy i Wojanowa...
...w którym zacząłem wspinać się na górkę, by znów
znaleźć się w granicach Jeleniej. A w sumie najpierw znalazłem
się w rzepaku. Znów robię wyjątek w temacie żółtaczki, bo po
prostu było ładnie :)
Ładnie było
jeszcze kawałek, szczególnie, że mogłem się rozpędzić. Niestety
na końcu rozpędzenia była… Tu chwila pauzy na niesmaczny żart.
Osoby zbyt wrażliwe proszone są o nieczytanie :)
Przychodzi
informatyk na badania okresowe. Lekarz mówi:
- Wszystko ok, ale
na jutro proszę przynieść próbkę moczu, kału i spermy.
- To może przyniosę
po prostu majtki?
Tyle. Te majtki są
jak na moje idealnym odpowiednikiem polskich DDR-ek. Jest tam
wszystko. W Maciejowej przekonałem się o tym naocznie, gdyż gdzieś
pomiędzy jedną a drugą kostką znalazł się wielki kawałek
szkła. Znalazł się dokładnie w mojej oponie. Na szczęście
miałem zapasową dętkę, ale ile wytrzyma opona z dziurą –
pewien nie byłem.
Postanowiłem więc
zawrócić, Rudawy zostawiając jak niepyszny. Skierowałem się w kierunku domu, z obawą
obserwując tylne koło. Do centrum Jeleniej nic się nie wydarzyło,
postanowiłem pokręcić więc dalej, do Cieplic. Pany nie było, a
na liczniku w kilometrażu 30+. Stwierdziłem, że ryzykuję do
końca, kierując się na Perłę Zachodu. I tam dotarłem w całości,
ba, nawet więcej – przez Siedlęcin oraz Jeżów udało mi się wrócić do domu.
Dokładnie na styk, bo obiecałem, że w południe się pojawię.
Byłem nawet ze dwie sekundy przed :) A Jelonkę na mapie ukrzyżowałem.

Zdjęć nie ma za
dużo, bo jakoś przez tę nieszczęsną oponę nie miałem nastroju.
Po południu zresztą, przed już nierowerowym wypadem do Karpacza,
nabyłem nową, zobaczymy jak się sprawdzi. Za to miałem przy sobie
kamerkę i coś czuję, że z Perły powstanie kiedyś filmik.
Pytanie tylko – za sto lat czy za pięćset? Bo wcześniej nie
znajdę na to zapewne czasu.
Cud, że te pięć dych dziś wykręciłem.
- DST 53.05km
- Czas 01:46
- VAVG 30.03km/h
- VMAX 51.30km/h
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Misiosłoń
Środa, 17 maja 2017 · dodano: 17.05.2017 | Komentarze 3
Do pewnego momentu dzisiejszego wyjazdu zgodny byłem przyznać, że wiatr w końcu się ustabilizował, bo po tym jak przez 2/3 drogi wiał mi w pysk, na chwilę zaczął delikatnie mnie popychać. Moja głowa pełna była już optymistycznych myśli na temat sympatycznej średniej, gdy nagle wszystko wróciło do normy. Eh :) Próbowałem jeszcze wywrzeć nań presję, z niepowstrzymaną mentalną agresją szepcząc "oj ty, oj ty, niedobry wiaterku, ojoj", ale chyba się obraził za zbyt dużą stanowczość :P
Wykonałem klasyk - z Dębca przez Luboń, Mosinę, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew, Szreniawę, Rosnówko, Plewiska i do domu. Kiedyś był to "kodnomik", ale od kiedy już na stałe zacząłem jeździć objazdami, żeby ominąć ddr-kę w Luboniu oraz korki w Komornikach, strasznie się on rozpasł i jak widać na załączonej mapce przypomina już bardziej misia. Albo nawet niedorozwiniętego słonia.
Dzisiaj po południu wyjazd z Wielkopolski na kilka dni. Pogoda zapowiada się ładna, więc mam nadzieję, że w wolnych chwilach (a mało się ich zapowiada) coś wykręcę, jeśli tylko sprzęt nie rozpadnie mi się już kompletnie na atomy.
Na koniec zdjęcie. Niewyraźne, bo robione podczas jazdy. Bohaterem nie jest rzepak, bo w tym "sezonie" odpuszczam zażółcanie BS, a przedstawiciel jednej z najbardziej morderczej broni masowego rażenia, czyli Polak w samochodzie. No comments.
- DST 53.20km
- Czas 01:52
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 68m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Winda, w mordę!
Wtorek, 16 maja 2017 · dodano: 16.05.2017 | Komentarze 11
W teorii to jest takie proste... Obczaić w prognozach kierunek wiatru, wybrać trasę tak, żeby pierwszą połowę truł on w ryjek non stop, a wracając mieć sympatyczny powiew w cztery litery i powyżej. W teorii... Praktyka jak wygląda, chyba wiemy. A przynajmniej ja wiem i pisałem o tym wczoraj :) Dziś miałem dokładne kopiuj-wklej. W pewnym momencie człowiekowi załączają się podczas takiej jazdy filozoficzne myśli, sugerujące, że przecież wystarczyłoby po prostu jechać odwrotnie i byłoby zamiast 90% wmordewindu tyle samo wdupowindu, ale jak również wiemy - to też tak nie działa :)
No więc wykonałem dziś swoje, robiąc kółeczko z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Szreniawę, Komorniki i Luboń. Spokojnie, bez spiny, przyjmując karnie wiatr na klatę. Mój brak spiny zwielokrotnił się już zresztą w okolicach ósmego kilometra, gdy znalazłem się w Plewiskach, które zamieniają się powoli w rozpełzający się na całą wieś (to w ogóle jest paradoks, gdyż ma ona ponad 9 tysięcy mieszkańców, a prawa miejskie nadaje się już przy 2 tysiącach) plac budowy, dochodzący już pod drzwi sołtysa :) Niedawno skończono tam remont ulicy Grunwaldzkiej, by po chwili spokoju zacząć remont... ulicy Grunwaldzkiej, tyle że kawałek dalej. Przykładowy obrazek (miałem spooooro czasu, żeby go wykonać):
Najlepszy jest system zarządzania ruchem - pojazdy będące do tej pory na podporządkowanej czekają w kolejce dwa razy krócej i są częściej przepuszczane niż te poruszające się główną. W związku z tym w desperacji, zamiast tak jak zazwyczaj końcówkę wykonać również przez tę miejscowość, wybrałem spokojne, bezstresowe stanie w kilometrowych korkach w Komornikach oraz zasyfione jak zwykle przez puszkostan ulice Lubonia. Świat się kończy :)
- DST 52.30km
- Czas 01:50
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 60m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Beemwowo :)
Poniedziałek, 15 maja 2017 · dodano: 15.05.2017 | Komentarze 6
Według prognoz od rana miało lać i grzmieć. Nauczony więc wieloletnim doświadczeniem z rodzimymi specami od przewidywania pogody byłem pewien, że nie będzie lać i nie będzie grzmieć. Nie pomyliłem się :)
Po kilku dniach wróciła jednak jedna ze stałych atrakcji dnia codziennego - wmordewind przez większość drogi. Ja na zachód - on z zachodu, skręcam na południe - on z południa, zawracam na wschód - witam się z tym samym gnojkiem, odbijam na północ - dzień dobry, znów się widzimy. W związku z tym odpuściłem dziś walkę o średnią i skupiłem się na optymalizowaniu swojej pozycji za barankiem. Oj, przydałby się jakiś znajomy motocyklista, taki z przyuważonego wczoraj patentu... :) Jazdy nie ułatwiały też remonty i objazdy, które niedawno się urodziły - ten na Ostatniej przynajmniej pozwala mi legalnie nie korzystać z DDR-ki (choć tam akurat jest ona całkiem przyzwoita), za to ten z Grunwaldzkiej w Plewiskach rozkwitł ostatnio na czerwono, sygnalizacją, której do tej pory nie było.
A tak poza tym to bez przygód, prócz może dwóch sytuacji z "miszczami" w BMW - jeden wpieprzył mi się przed nosem z podporządkowanej, a drugi zafundował sobie podczas mijanki ze mną wyprzedzanko hurtowe na podwójnej ciągłej. I jeszcze raz powtórzę - nie będę zachowywał poprawności politycznej co do tej marki, bo choćby ostatnio hitem była kolizja BMW z wąskotorową kolejką Maltanką, jeżdżącą z prędkością 10-15 km/h, słyszalną z daleka, na terenie oznakowanym. BMW - Będę Miał Wypadek :)
- DST 63.10km
- Czas 02:06
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 169m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pokórnikować
Niedziela, 14 maja 2017 · dodano: 14.05.2017 | Komentarze 11
Generalnie, biorąc pod uwagę kierunek wiatru, pojechałbym dziś gdzie indziej. Ale że doszły mnie słuchy o kolejnej odsłonie wycieczki organizowanej przez Kórnickie Bractwo Rowerowe, w której oczywiście z powodu innych planów wziąć nie mogłem, to... postanowiłem zajrzeć :) A w sumie to chciałem się przywitać z jednym, znanym do tej pory jedynie ze słowa pisanego, bikestatsowiczem.
Plan był wycyrklowany zupełnie jak nie u mnie. Ruszyłem kilkanaście minut po dziewiątej, przez Starołęcką, Krzesiny, Gądki, Robakowo, Szczodrzykowo, Dziećmierowo, by finalnie pojawić się kwadrans po dziesiątej, czyli piętnaście minut przed startem, na kórnickim Rynku. Zapełnionym uradowanymi rowerzystami, kreującymi zupełnie inny klimat niż "zawodowcy bez zawodu" na większych imprezach. Oczywiście w tłumie nie było szansy znaleźć znajomej twarzy, bo wszyscy czekali już w pełnym rynsztunku. Miałem już się zwijać, gdy nagle zagadał mnie jeden z (jak się okazało) forumowiczów (do teraz nie wiem kto), którego zapytałem czy wie może, gdzie jest Bitels, który przyjechał tu specjalnie z Łodzi. Jak się okazało stał... ze dwa metry ode mnie. Chwila sympatycznej rozmowy i musiałem się zwijać, bo w perspektywie miałem po południu wypad na mecz. Miło było poznać, panie Bitels! ;)
Wracałem przez Świątniki, Rogalin, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń.
Mijałem się z dosłownie dziesiątkami kolarzy, w tym z jednym, który
uświadomił mi wreszcie, jak się robi stravove KOM-y lub kosmiczne średnie :) Wystarczy mieć...
zaprzyjaźnionego motocyklistę, który nas pociągnie przez całą trasę, a szczególnie pod wiatr. Taką oto parkę dziś zaobserwowałem. Łapy opadają :)
Wpis dodaję na szybko, więc sorry za ewentualne błędy. W końcu jestem zalatany, czytaj: mam wolną niedzielę :)
- DST 52.70km
- Czas 01:45
- VAVG 30.11km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 113m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Warto-nie-strata
Sobota, 13 maja 2017 · dodano: 13.05.2017 | Komentarze 8
Jest git. Wciąż git. Sam nie wierzę, że to piszę :) Pogoda bliźniacza wobec wczorajszej - słońce, niebieskie niebo, brak opadów i solidny wiatr (który przy takich warunkach może się pocałować w cztery wietrzne litery), a do tego temperatura optymalna do jazdy. Oby tak dłużej. Proszę mi tylko nie kombinować gdzieś tam na górze czy na dole z pokrętłem za nią odpowiedzialnym, bo upałów nienawidzę bardziej od mrozów.
Sobotę mam pracującą, wyjechałem więc lekko po dziewiątej. Na start stanął przede mną niemal codzienny dylemat - jechać czy nie jechać kawałkiem DDR-ki przy Drodze Dębińskiej. Dziś moją decyzję delikatnie (ale żeby nie było, że jestem podatny na naciski - tylko delikatnie) wspomógł jadący za mną zadziwiająco powoli radiowóz, jeszcze zanim owa ścieżka się rozpoczęła. Zresztą raz jeszcze na Rondzie Śródka zupełnie bez nacisku zsiadłem z roweru przechodząc przez pasy. Bo wóz Straży Miejskiej w żadnym wypadku nie był z tym związany :)
Ale, ale, ja nie o tym, a o momencie wcześniej. Gdy dotarłem w okolice AWF-u przypomniałem sobie, iż doszły mnie słuchy o prawie ukończonym nowym, dwukilometrowym kawałku Wartostrady, przy jej prawym brzegu. Postanowiłem przetestować jak sprawdza się ów wynalazek w praktyce. Najpierw jednak musiałem odnaleźć na nią zjazd, co łatwe nie jest, a także upewnić się czy nie ma zakazu jazdy (oficjalne otwarcie bowiem zaplanowane jest na poniedziałek). Pierwsze się odnalazło, drugie nie pojawiło, więc... do dzieła!
Z radością muszę napisać, ze jest przyzwoicie. A nawet dobrze.
Moje małe zastrzeżenia:
- brak asfaltu pod mostami, pozostawiono tam stare betonowe płyty;
- brak oddzielenia części dla rowerów od tej dla pieszych. Z czym to się będzie wiązało - raczej nie muszę pisać. Niestety na całej szerokości pierwszeństwo będą mieli spacerowicze, a także miłośnicy browara pod chmurką (nie żebym nim nie był), bo rejony nad samą Wartą nie są objęte zakazem spożywania alkoholu. W teorii to żaden problem, w praktyce wszyscy wiemy jak będzie. Dobrze, że choć postarano się zrobić szeroki pas, może szkło i rozbite butelki pozostaną bliżej rzeki;
- koniec odcinka jest na Śródce, przy Moście Jordana, co oznacza, że ląduje się na bruku :) Ktokolwiek jeździł szosą po tej okolicy wie, że jest to, hmmm, dość mało komfortowe. No i jest problem z tym co począć dalej, jeśli chce się jechać choćby w kierunku Malty - bo pozostaje objazd, drogi jednokierunkowe lub chodnik.
Ale niech te minusy nie przysłonią nam plusów. A jest ich wiele - możliwość ominięcia sporego zakorkowanego kawałka miasta, ożywienie raczej do tej pory martwego brzegu, a nade wszystko - Rataje z tej perspektywy są zdecydowanie piękniejsze. Bo ich prawie nie widać :P
Reszta trasy to kawał pod wiatr - Antoninek, Swarzędz, Paczkowo, Siekierki, tam nawrotka, sporo z powiewem bocznym przez Tulce i Żerniki, ale i momenty z wiaterkiem pomocnym gdzieś koło Krzesin. Finalna rzeż na Starołęckiej była standardem.
Znów coś mi stuka w rowerze, na razie subtelnie. Ech, chciałoby się mieć w pełni sprawny, najlepiej świeży ze sklepu, sprzęt... Jakby ktoś, coś, dobry uczynek i taki tam, to podam numer konta na nowy karbonik :)
- DST 54.60km
- Czas 01:49
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 50.30km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Fajnie!
Piątek, 12 maja 2017 · dodano: 12.05.2017 | Komentarze 4
Mamy to! - jakby
krzyknęli „dziennikarze” TVPiS po usłyszeniu kolejnego tak
kretyńskiego jak ostatnio tłumaczenia się Schetyny. Ja jednak o
bardziej przyziemnej rzeczy, czyli o pogodzie. W końcu, wreszcie, a może dopiero
zrobiła się prawie taka, jaka być powinna – było dziś ciepło,
ale nie gorąco, słonecznie, ale nie upalnie, po prostu fajnie.
Tylko wiatr nie chce się poddać, ale po przeżyciach ostatnich
miesięcy teraz to on może robić wrażenie na przedszkolakach, a
nie na mnie :)
Ruszyłem późno,
bo celebrowałem wyjątkowy - gdyż wolny - dzionek, niespotykanie długim snem. Gdzieś tam
przeszła mi przez głowę myśl o dłuższym dystansie, ale moja
lepsza połowa też nie musiała pojawiać się dziś w robocie, więc
temat został odroczony na bliżej nieokreślone później. Plusem
wyjazdu w okolicach jedenastej było to, że można już było jechać
na krótko, ale żem z natury nieufny to założyłem jeszcze leciutki zestaw
przejściowo-długi, czego finalnie żałowałem, bo się zgrzałem.
Taka nowość w tym roku.
Wiało ze wschodu,
tam więc docelowo chciałem dotrzeć. Problem w tym, że z powodu autostrady nie da
się ruszyć na "po prostu" wschód, nie jadąc w innym kierunku. Ja wybrałem
południowy zachód, czyli Luboń oraz Łęczycę, a następnie
Puszczykowo, które przeciąłem ulicą Wczasową, prawie tracąc
kilka plomb w zębach na trupie tamtejszej DDR-ki. Generalnie jest
ona urocza, szkoda tylko, że ma szerokość skakanki, a korzenie
tworzą z niej pasma górskie.
Potem już bez
utrudniających życie wynalazków – Rogalinek, Rogalin, Mieczewo
(tu podczepiłem się pod traktor pędzący 40 km/h, ale cham się
wziął i skręcił po 500 metrach), a w końcu Kórnik, w którym
zakręciłem do Skrzynek. Od tej pory jechałem w emocjach, bo
wiedziałem, że zbliżam się do Gronud Zero, czyli niecałego
kilometra zemsty Adolfa, która straszy do dziś. Kiedyś straciłem
to już co najmniej jedną szprychę, tym razem obyło się bez
ofiar, prócz może półkilometrowego spadku średniej.
Powrót przez
Borówiec, Koninko, Krzesiny oraz obowiązkowo Starołękę. Mimo
tego ostatniego elementu udało się wykręcić w końcu w miarę normalną średnią.
Odzwyczaiłem się :)
- DST 54.50km
- Czas 01:52
- VAVG 29.20km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 110m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
SPC 2017 :)
Czwartek, 11 maja 2017 · dodano: 11.05.2017 | Komentarze 4
No proszę. Całkiem całkiem pogoda się w końcu zrobiła. Co prawda wiatr jeszcze daje solidnie znać o sobie, ale jest cieplejszy, przez co mniej odczuwalny. Do tego wróciło na wokandę coś dawno zapomnianego, czyli niebieskie niebo... Czyżby JUŻ przyszła wiosna? Nieeeee noooo.... Bez przesady :)
W sumie gdyby nie miejski koszmar pomiędzy Dębcem a Starołęcką razy dwa to można by się było pokusić o jakąś przyzwoitą średnią. A tak to wyszła po prostu mniej wstydliwa :) Wykonałem dawno nie odwiedzany klasyk z Poznania przez Koninko, Gądki, Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, Jaryszki, Krzesiny i do domu. Jako od niedawna świadomy uczestnik rywalizacji European Cycling Challenge starałem się nie rozpędzać ponad 45 km/h, ale się nie udało :). do tego nie mieć średniej powyżej 30 km/h (to akurat wyszło). Największy problem był z dystansem, bo za cholerę 50 kilometrów z małym plusem nie łapało się na mniej niż 35. Choćbym się zes...tresował to się nie łapało :) Zrobiłem więc rzecz karygodną, niedopuszczalną i zasługującą na karę, czyli podzieliłem trening, co jest zakazane. Wiem, śmieć ze mnie i oszust, oczekuję teraz tylko wizyty odpowiednich służb i rozstrzelania w obecności komisji konkursowej. A tak w ogóle to mam postulat, żeby zmienić nazwę rywalizacji na Stosunek Przerywany Challenge 2017 :)
Poniżej fota, dzięki której będę miał odfajkowaną coroczną "misję rzepak". Jest zdjęcie? Jest. No to mam spokój :) A przy okazji gratka dla każdego miłośnika filozofii, bo tam gdzie zaczynają się drzewa można również osiągnąć Granicę Poznania :)
A tu owa aleja kasztanów w od środka, uchowana przed szyszkowcami chyba tylko dlatego, że jest pomnikiem przyrody. I dobrze, że wciąż jest.
- DST 54.35km
- Czas 01:54
- VAVG 28.61km/h
- VMAX 55.00km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 105m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Regulaminowo
Środa, 10 maja 2017 · dodano: 10.05.2017 | Komentarze 11
Całe siedem stopni! Analizując stopień owego ocieplenia rozważałem nawet czy nie jechać dziś całkiem na krótko i nie nasmarować się olejkiem do opalania. Ale nie, powstrzymałem swe upalne "chucie" i zostawiłem sobie tę przyjemność na dzień, gdy nadejdzie prawdziwa Sahara, czyli dycha, a może nawet jedenaście kresek na termometrze :)
Wiatr - wciąż silny, męczący i upierdliwy - przynajmniej zmienił na jeden dzionek kierunek na południowo-zachodni. Tyle dobrego, Wykonałem więc "kondomika" od strony Lubonia, Puszczykowa, Mosiny, Dymaczewa, Stęszewa, Szreniawy, Rosnowa i przez Plewiska do domu. Wyjątkowo zdążyłem przed deszczem, bo lunęło minutę po tym jak wszedłem do domu. Zadziwiające.
Wyjaśniła się zagadka z niezaliczaniem mi niektórych wyjazdów do European Cycling Challenge. To znaczy wyrażenie "wyjaśniła się" jest lekko na wyrost, bo włączył się lekko absurdalny klimat. Oto wyjątki z regulaminu:
"7. Przejazdy o średniej prędkości większej niż 30 km/h ORAZ JEDNOCZEŚNIE o maksymalnej prędkości większej niż 45 km/h są niekwalifikowane do wyzwania, tym samym do tabeli wyników, pojawiają się jedynie w statystykach. To samo dotyczy przejazdów dłuższych niż 35 km" - hehe, jak się okazało nawet moje ślimacze tempo z ostatnich dni byłoby jeszcze do ogarnięcia, ale już dystanse mnie dyskwalifikują, tak samo jak Vmax.
"9. W zakładce "Tablica wyników" będą zliczane tylko km z części przejazdu odbytego wewnątrz granic administracyjnych miasta" - no ok, tłumaczy to mikrodystanse, które mi się zaliczają, zamiast tych pełnych.
"13. Przejazdy podczas treningów sportowych są niekwalifikowane" - cokolwiek to znaczy.
"14. Niedopuszczalne jest dzielenie przejazdów na kilka części" - to jest mój ulubiony zapis, gdy weźmie się pod uwagę, iż:
"15. Jeśli nie posiadasz smartfona możesz ręcznie wprowadzać swoje przejazdy rowerowe. Jednakże, ręcznie można wprowadzić jedynie 6 przejazdów rowerowych dziennie" - czyli: możesz ściemniać poprzez ręczne wpisy, ale jak już legalnie przejedziesz więcej niż 35 km to kiszka.
Jesteśmy w domu. Albo w czymś innym na "d' :) To tylko zabawa, więc nie zamierzam się czepiać. Za uczciwy chcę być po prostu :) A że po raz kolejny okazało się, iż regulaminy czytam po fakcie to już inna moja przypadłość :)
- DST 55.00km
- Czas 02:01
- VAVG 27.27km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Komisja T.
Wtorek, 9 maja 2017 · dodano: 09.05.2017 | Komentarze 11
Wczorajszy anons nic nie dał. Dziś wciąż na trasie towarzyszyła mi zła, paskudna, pochmurna i brzydka pogodowa dz...iewoja :) A idź pan, już się nie bawię.
Gnoiło tak jak wczoraj, czyli nie będę pisał znów na ten temat elaboratów. Za to upał się zrobił jeszcze większy, całe pięć stopni. Ale chociaż na plusie :) Ruszyłem najpierw przez miasto, ale w związku z tym, że już znudziły mi się kursy przez Golęcin to postanowiłem wykonać kolejny szturm na Kaponierę. Gdy tam dotarłem przez zakorkowaną Głogowską poczułem się wreszcie jak swój - powoli zaczynam ogarniać o co tam kaman, a co najdziwniejsze - ma to nawet ręce i nogi. Pasy dla rowerów są połączone ze śluzami, nie ma za dużo koszmarnych pauz... Jeszcze jakieś dwa tysiące lat i uznam, że warto było czekać zaledwie pięć na remont jednego ronda.
Chwilę po minięciu punktu zero wpadłem na najbardziej debilny pomysł roku. A mianowicie ruszyłem sobie rowerową trasą wzdłuż Pestki, czyli ulicą Mieszka I. Koleś mi już podpadł dając cztery litery i zgadzając się na chrystianizację, a za ten DDR-kowy koszmar jest skreślony na zawsze. Ostatni raz jechałem tędy dobre osiem lat temu, gdy mieszkałem na Piątkowie i codziennie rano na mtb kursowałem do roboty, Co się zmieniło od tej pory? Kostka - jest jej jeszcze bardziej do dupy, za to jej ubytki zostały uzupełnione przez imponujące dziury i takie same krawężniki. Nigdy więcej.
Jakoś dotarłem do Obornickiej - na piętnastym kilometrze byłem zmasakrowany jak po dwustu. Średnią miałem bliską zeru, trzeba było więc nadrobić - ruszyłem więc przez Suchy Las do Złotkowa, gdzie skręciłem w kierunku Soboty, a następnie Rokietnicy. Powrót to zaliczenie Starzyn, Kiekrza, Smochowic, Ogrodów, Bułgarskiej, Górczyna i do domu. Generalnie jeśli chodzi o dzisiejsze relacje z kierowcami to tragedii nie było, prócz jednego wyjątku - na wąskiej ulicy Słupskiej pewien troglo wyprzedzał traktor. Najpierw wychylił się, żeby zobaczyć czy nic nie jedzie z naprzeciwka. Jechałem ja. Więc... zaczął wyprzedzać. Finalnie musiałem się praktycznie zatrzymać, żeby nie zostać placuszkiem drogowym, ale zdążyłem jeszcze uświadomić mistrzowi kierownicy, cytując tekst motywujący z Football Managera, co sądzę o cnocie jego matki.
Jeszcze chwilę o wietrze. Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że gdy jechałem na północ to wiał z północy, jak skręciłem na zachód to z zachodu, a gdy już miałem nadzieję na wyluzowanie - zmienił kierunek na południowo-zachodni. Co najmniej 70% ZUA. Generalnie to w celu wyjaśnienia owego owego fenomenu powoli zabierałem się do zwołania jakieś Komisji Trollkingiewicza i już, już miałem zacząć znęcać się nad parówkami, żeby wykluczyć jakiś wewnętrzny defekt w mojej głowie, gdy nagle wczoraj, przeglądając BS, trafiłem na taki oto cytat niezależnego eksperta aż ze Śląska, który niedawno nawiedził WLKP:
"Dwa tripy i zaś wiatr xD jak rany co z tym Poznaniem? Gdzie nie pojedziesz tam wieje xD" - cyt. za Lapec.
Święte słowa... :) Czyli jednak nie zamkną mnie w pomieszczeniu bez klamek. Póki co :) Chyba że zacznę analizować dzisiejszą średnią...






