Info
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec24 - 50
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 57.10km
- Czas 02:11
- VAVG 26.15km/h
- VMAX 44.60km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 179m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Rekonstrukcja
Wtorek, 9 stycznia 2018 · dodano: 09.01.2018 | Komentarze 8
Ha, podpucha :) Nie będzie ani słowa o polityce!
No dobra, może jedynie ze dwa czy trzy zdania :) Bo więcej o tym pudrowaniu syfa pisać nie ma sensu, popsuto już co się dało, choroba postępuje, zmieniono jedynie kilka leków, żeby pacjent nie zdechł od razu. Szkoda tylko Antoniego, bo on akurat był tam prawdziwą, nieudawaną gębą całej tej ekipy, a jednocześnie jej oszołomowatą kwintesencją, której nie dawało się ukryć. No i Szyszko wysłano na drzewo, jakieś tam się podobno jeszcze ostały - i to akurat bardzo mi się podoba.
A prawdziwą rekonstrukcję przejdzie moja szosa - wylądowała dziś w serwisie. Nic mnie dawno tak nie zmotywowało do podjęcia tej decyzji jak dzisiejszy wypad - po pierwsze było zimno, a ze wschodu wiał arktyczny, bardzo mocny wiatr. Z czym się je wyrobiony napęd w konfrontacji z podmuchami wie chyba każdy, a ja sobie ponownie przypomniałem. Kosztowało mnie to sporo nieparlamentarnych słów, gdyż każde mocniejsze stąpnięcie na pedały powodowało przeskoczenie łańcucha - finalnie udało mi się znaleźć jedno przełożenie, na którym przejechałem dziś większość, ale nogi latały mi w powietrzu jak u strusia pędziwiatra, tylko że prędkość była po przeciwnej stronie skali. Ale nie ona była istotna, a jedynie przejechanie tego najlepszego z najlepszych dystansów. Wolno bo wolno, jakoś się udało. W sumie to nawet ładnie było... Ale duet: napęd + wmordewind mnie zamordował.

Trasa: Dębiec - Starołęcka - Głuszyna - Koninko - Gądki - Robakowo - Dachowa - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Potem, gdzieś po godzinie, na myjkę i do serwisu, co dało dzisiejszy dystans.
Szosę odbiorę prawdopodobnie dopiero w piątek, bo nie wszystkie części były na stanie. Tragedii nie ma, bo i tak na jutro opady zapowiadają. Niestety będę musiał wymienić korbę, bo ta moja po jakichś dwóch intensywnych sezonach już się poddała. Do tego kaseta, kółka od przerzutki, łańcuch... No nic, chyba muszę nauczyć jednak dbać o najważniejsze elementy, bo to zdecydowanie tańsze niż takie kumulacje. A finalnie czas już podjąć męską decyzję i zbierać na nowy sprzęt, bo do tego sprzed pięciu lat powoli zaczyna brakować komponentów.
Podsumowanie roku miało być... Ale dziś chyba się nie wyrobię. Jakoś mi nie idzie :)
- DST 52.70km
- Czas 02:01
- VAVG 26.13km/h
- VMAX 42.20km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 189m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Lotem ślizgowym
Poniedziałek, 8 stycznia 2018 · dodano: 08.01.2018 | Komentarze 9
Relację z mojego dzisiejszego wypadu śmiało można by wkleić na jakieś forum dla łyżwiarzy. Gdybym wiedział, że nocne i poranne przymrozki zafundują mi tyle emocji, na pewno nie wybrałbym dziś szosy. Jednak zmylił mnie widok za oknem, który przedstawiał zwykły stan dróg. I może ten akurat był całkiem ok, ale gdy po kilku minutach wylądowałem na pierwszej DDR-ce, mina mi zrzedła - lód, lśniąca warstewka śniegu oraz wszechogarniająca śliskość spowodowały, że zacząłem nawet myśleć o powrocie. Na szczęście znalazłem jeden, dosłownie jedyny plus istnienia czegoś takiego jak pozbruk - nie zamarza tak szybko i właśnie tymi częściami ścieżek (tam, gdzie były) dotarłem jakoś do północnej granicy Poznania, na styku z Koziegłowami, na liczniku mając jakieś dziesięć kilometrów jazdy jak po szpilkach oraz średnią ledwo przekraczającą dwie dychy. Eh, jakże prościej by się żyło bez tych "prorowerowych" wynalazków maści wszelakiej...
W sumie dokręciłem dziś do granic Murowanej Gośliny i wracałem swoimi śladami, już po przejezdnych drogach. Ta (kolejny raz) żałosna średnia to i tak szczyt tego, co mogłem dziś wycisnąć po falstarcie z pierwszej połowy, ale ponownie nie było jak się rozpędzić, tym razem z lekkiej obawy o swoje życie. A napęd - szkoda gadać. Dziś przed pracą poczyniłem już pierwsze podejście do serwisu i wstępnie jutro lub pojutrze zawiozę szosę na wymianę kasety, łańcucha, kółek od przerzutki i jeśli się uda to jednego blatu lub - w najgorszym razie - całej korby. Na szczęście okres ku tego typu poczynaniom mamy dobry, więc jest nadzieja, że terminowo uda się temat w miarę szybko ogarnąć.
Poniżej ów jedyny wyjątek, gdy kostka wygrywa z asfaltową, komfortową ściechą rowerową. Aż mi głupio, że zamieszczam tu tak obrazoburcze zdanie ;)
Tu Relive.
- DST 57.45km
- Czas 02:10
- VAVG 26.52km/h
- VMAX 48.40km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 203m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zero do pięciu
Niedziela, 7 stycznia 2018 · dodano: 07.01.2018 | Komentarze 9
Trochę mi się w du... szy poprzewracało po wczorajszej niemal idealnej pogodzie (jak na zimę, oczywiście), a tymczasem... kiszka. Śmiało mogę napisać, iż dziś odbyłem swój jeden z najgorszych szosowych wyjazdów w historii. Kiedyś widocznie trzeba. Złożyło się nań kilka elementów, w tym żaden pozytywny, niestety.
Po pierwsze temperatura - już zaledwie dwa stopnie, ale takie z gatunku, gdy człowiek zastanawia się, czy są one na plusie, czy na minusie. Dwa - ponad połowę wypadu to kręcenie po mieście, co prawda w niedzielny poranek pustym, ale co postałem sobie na światłach, to moje. Trzy - ruszyłem wcześnie, po ósmej, bo dwie godziny później musiałem być w pracy, więc poziom wyspania był na poziomie wybudzonego w styczniu susła. Cztery - silny, upierdliwy wmordewind z północnego wschodu, a potem tylko wschodu, który towarzyszył mi regularnie w obydwie strony, czego dowodem jest fakt, że nawet podczas powrotu ze swojej dzisiejszej trasy (Dębiec - centrum - Malta - Poznań Wschód - Bogucin - Kobylnica - Biskupice - tablica z nazwą "Pobiedziska" - powrót do Poznania tak samo, tyle że przez Śródkę i Garbary do centrum), która w większości była z górki, nie udało mi się nawet rozpędzić do standardowych pięciu dych. No i wisienka na torcie, czyli punkt piąty - mój napęd, który szwankuje już od jakiegoś czasu, ale że wczoraj podczas zmiany opony wpadłem na pomysł, żeby go częściowo umyć pod prysznicem, to dziś od tego zgłupiał i przeskakiwał mi gdzieś od dwudziestego kilometra przy każdym mocniejszym stąpnięciu. Niestety - dwie dolne zębatki wyglądają już jak igiełki, a nie mam kiedy podjechać do serwisu...
Tym samym poległem dziś z kretesem zero do pięciu. To nawet gorzej niż walkower. Jakby Real przerżnąłby tyle z Barcą - bym się cieszył. W tym przypadku - szkoda gadać, a średnią z chęcią wypłukałbym w kiblu.
Aha, spieszyłem się. W związku z tym gratis otrzymałem możliwość podziwiania zarówno tego, jak szlaban zamyka mi się przed pyskiem, jak również wybitnych i niebanalnych uroków stacji Poznań Wschód przed dobrych kilka minut. Jedno i drugie - zaiste fascynujące :)
EDITED: znów dodałem piątaka z powrotu z pracy.
- DST 53.00km
- Czas 01:53
- VAVG 28.14km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 234m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Oszukać dziadolenie :)
Sobota, 6 stycznia 2018 · dodano: 06.01.2018 | Komentarze 8
Dziś wypadło jakieś tam święto kościelne (jak to w tym kraju), więc z tego powodu zafundowano nam wolne (jak to w tym kraju). Niby, bo nie dało mi się porządnie wyspać, gdyż szóstego stycznia zawsze następuje kumulacja, której elementem jest wizyta u Teściowej, jako że akurat tego dnia wymyśliła sobie, żeby się urodzić. I dzień odpoczynku robi się dniem... mniejszego odpoczynku, bo wczesnym popołudniem trzeba się stawić z wizytacją :)
W związku z tym wstałem i ruszyłem około dziewiątej, pozytywnie zaskoczony pogodą - pięć stopni na plusie, do tego nie padało, a nawet pojawiło się słońce. Miodzio, idealnie na szosę. Nawet wiatr się już uspokoił, choć ustawić jednego kierunku już nie raczył, więc klasycznie głównie towarzyszył mi wmorderwind, który dał mi w kość na otwartych przestrzeniach. A ich jak wiadomo w Wielkopolsce nie brakuje.
Wykonałem "kondomika" w wersji z Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Łódź i Stęszew do domu. Jechało mi się naprawdę sympatycznie, przy małym ruchu, ale gdzieś po trzydziestym kilometrze coś nagle ciężej. Okazało się, że bardzo, ale bardzo powoli zaczęło schodzić powietrze z tylnego koła. Jednak o dziwo na takim dojechałem do celu, bez konieczności babrania się w syfie na trasie - dziura bowiem okazała się minimalna. Potem, po powrocie od wspomnianej Teściowej założyłem nową oponę, bo ta stara już trzymała się na resztkach gumy.
No i jeszcze słówko o Łęczycy. Tej Łęczycy. Moja wymyślona niedawno teoria, wedle której jakiś czas temu na tamtejszej DDR-ce tajne siły ustawiły czujki z gatunku "60+", żeby utrudnić mi życie, ma coraz więcej podstaw, co jest lekko przerażające. Dziś jednak udało mi się lekko oszukać przeznaczenie, bo zamiast - jak mam w zwyczaju - pojechać naokoło, przez Wiry, skręciłem sobie w Luboniu trochę wcześniej, drogą pod wiaduktem. I co? Dziadyga już zmierzał tam, gdzie zamierzał mnie zablokować.
Gdybym jechał "klasycznie", spotkałbym go dokładnie na opisywanym wielokrotnie tu singielku. Tym razem jednak się przeliczył i wyprzedziłem go na szerszym, oczyszczonym kawałku.
Ja naprawdę nie wiem, kto za tym stoi, ale to powoli przestaje być śmieszne. Jak oni to robią? Antoni, wciąż czekam na Twą pomoc! ;)
- DST 57.20km
- Czas 02:14
- VAVG 25.61km/h
- VMAX 59.50km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 274m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Misja "seler"
Piątek, 5 stycznia 2018 · dodano: 05.01.2018 | Komentarze 7
Bezsensownego pojawiania się wcześniej w robocie część druga, niestety nie ostatnia. Znów trzeba było wyjechać raniutko, znów liczyć na przychylność świateł i brak defektów, żeby stawić się terminowo. Cóż, defektu nie było - za wszystkie inne elementy zapłaci miasto Luboń :) Choć i tak udało mi się wynaleźć jego objazd, w ten sposób, żeby pojawić się w nim jedynie na chwilę, boczkiem, boczkiem, większość pierwszego etapu "pokrywając" Komornikami i Wirami. Jakoś się udało.
Pogoda była bardziej przyjazna niż wczoraj - bardziej sucho i mniej wiało. Co nie oznacza oczywiście, że wiało słabo. Tak czy siak ponownie wybrałem crossa, z prostej i klarownej przyczyny - bo tak :) A poza tym pokonywanie miejskich odcinków szosą to ostatnio za wiele na moje nerwy.
W Łęczycy na singielku o dziwo zabrakło dziś dziadygi. Z tego "smutku" sam musiałem się zatrzymać i poślizgać na nogach :)
Po minięciu Puszczykowa i dojechaniu do Mosiny postanowiłem po raz pierwszy w tym roku wdrapać się na Osową Górę - jakoś poszło, choć żałuję, ze przy zjeździe zabrakło niewiele do 60 km/h, bo akurat dmuchnęło mi w pysk.
Potem kółeczko w kierunku Rogalinka, tam skręt na Wiórek, Czapury i Starołękę i szybki powrót na dębiecki ryneczek z tajną misją o kryptonimie "seler", który obiecałem kupić jako podobno niezbędny element jutrzejszego obiadu. Misja została wykonana i nie musiałem na szczęście wzdychać czegoś na poziomie przedszkola typu: "a to feler". No i potem już prościutko do pracy. A Relive dzisiaj prawie się domknęło.
Bardzo ładnie nam wylała Warta na wysokości Rogalinka. Poczułem się jak niemal na Mazurach :) 


Biorąc pod uwagę, iż ta trzecia pod względem długości polska rzeka spokojnie mieści się na co dzień w korycie o szerokości co bardziej wypasionej kałuży, to... jest moc :)
EDIT - znów dodałem pięć kilometrów z drogi powrotnej do domu.
- DST 57.20km
- Czas 02:16
- VAVG 25.24km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Robocizna
Czwartek, 4 stycznia 2018 · dodano: 04.01.2018 | Komentarze 7
Co zrobić, gdy ma się w linii prostej niecałe pięć kilometrów do pracy, odgórnie trzeba się pojawić w niej wcześniej niż zazwyczaj (i teraz tak już będzie częściej, bo "nowy rok, nowy ja, korpo to samo, ale z nowymi zasadami") i jeszcze chce się pokręcić? To przecież proste i intuicyjne - wstać skoro świt, zrobić pięć dych po okolicznych wiochach, a pod sam koniec dać sobie spory zapas czasu na przebicie się przez miasto, gdzie korek korka korkiem pogania. Dało się zrobić, choć ile razy mi to jeszcze wyjdzie - to zagadka, na którą wiążąco odpowiedzieć nie będą w stanie najstarsi górale. Nawet ci z Jeleniej Góry :)
Wiało koszmarnie - czym pewnie nikogo nie zaskoczę. Zapobiegliwie znów jechałem dziś crossem, czyli byłem o jakieś dwadzieścia kilo cięższy, więc powiewy znosiłem godnie i na klatę, a i tak kilka razy spychało mnie z drogi, szczególnie na wiaduktach, których zaliczyłem dziś kilka. Trasa (Poznań Dębiec - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Głuchowo - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie, gdzie szlaban zamknął mi się przed pyskiem, więc nawrotka - Dąbrówka - Skórzewo - Poznań Junikowo - Grunwald - centrum) na Relive wygląda dziwnie, bo nie jest domknięta, co zakłóca mój estetyczny spokój :)
Nasze poznańskie siti, czyli centrum biznesu i seksu, w pełnej, jeszcze świątecznej krasie:
EDIT: Wieczorem doszło jeszcze wspomniane pięć kilometrów na odcinku praca - dom.
- DST 59.10km
- Czas 02:22
- VAVG 24.97km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 247m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Półbałwan
Środa, 3 stycznia 2018 · dodano: 03.01.2018 | Komentarze 5
Trzeba było wstać wcześniej? No trzeba było. Wróciłoby się o suchym tyłku? Wróciłoby. No i co? No i się nie wstało :)
To znaczy i tak wyjechałem - jak na swoje standardy - skoro świt, bo w okolicach 8:30. Po raz pierwszy w tym roku crossem, bo w nocy coś tam kropiło. Jak się później okazało - słusznie. Początkowo jednak świeciło słońce, chmury wyglądały niegroźnie, więc z optymizmem ruszyłem w kierunku Lubonia, gdzie oczywiście ów optymizm błyskawicznie się stępił, szczególnie przy tym nowym kostkowym wynalazku nad wiaduktem. Następnie Łęczyca, Puszczykowo, Mosina, Żabinko i prostą drogą aż do Żabna, gdzie na zwyczajowej hopce zawróciłem,
Ciągnęło mnie do lasu. No to się na krótką chwilę w nim pojawiłem.
No i na nawrotce pojawiła się odwieczna wojna postu z karnawałem: w lewo czy w prawo? :)
Podczas powrotu, gdzieś w okolicach Mosiny, zaczęło siąpić, początkowo delikatnie, następnie mocniej. Jednak wydawało mi się, że spokojnie dotrę do domu. W Łęczycy na DDR-ce... dziadyga! Serio :) Tym razem jednak nie na singielku, ale o dziwo na szerszym kawałku, jednak "przypadkowo" zatrzymał się nagle przede mną, pod pretekstem podniesienia gałęzi. Jednak wszyscy wiemy, że było to ustawione :)
Na wysokości Wirów się zaczęło. Cały odcinek do Komornik, a następnie wzdłuż krajowej "piątki" na Górczyn i Dębiec, to rower wodny z możliwością fakultatywnego lepienia bałwanka. Wróciłem mokro-biały. No nie ma lekko. Ale za to pralka była przeszczęśliwa.
Relive tu.
- DST 53.50km
- Czas 01:57
- VAVG 27.44km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 243m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Antyplotek
Wtorek, 2 stycznia 2018 · dodano: 02.01.2018 | Komentarze 3
Na szczęście plotki autorstwa internetowych pogodynek w temacie deszczu okazały się zdeka przesadzone, z czego rano niezmiernie się ucieszyłem. Taka mała heheszka zawsze dobrze robi :) Co prawda gdy później jechałem do pracy to już mżyło, ale podczas mojego niezwykle skomplikowanego wypadu spod znaku "muminek" (Dębiec - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Koninko - Poznań Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Wiry - Luboń - Poznań) trafiło mnie zaledwie kilka kropelek.
Wiało słabiej niż wczoraj, ale jednak dość solidnie, co zmotywowało mnie do... braku ciśnięcia. No bo po co kopać się z koniem? :) Dodatkowo wiedziałem, że pod koniec czeka mnie czerwona fala w Luboniu i się nie zawiodłem. Niestety :) Za to na singielku w Łęczycy tym razem nie czatował na mnie żaden dziadyga, ha! No i w sumie ładnie było, choć jazda po tych naszych wielkopolskich, wietrznych pustyniach potrafi wymęczyć.
Nie podsumowałem jeszcze grudnia - niniejszym nadrabiam. Nie był to łatwy miesiąc, bo nie tylko wiało, padało, ale i sypnęło śniegiem, co w jedynym przypadku szosowego wypad skończyło się koniecznością częściowego powrotu autobusem, jako alternatywy do rowerowego łyżwiarstwa figurowego. Jako że głównie kręciłem crossem, to wyszła marniutka średnia - niecałe 26,3 km/h, ale dystans jak na miesiąc zimowy wpadł przyzwoity - 1378 km.
Na podsumowanie całego roku przyjdzie czas... jak przyjdzie czas :)
- DST 33.10km
- Czas 01:13
- VAVG 27.21km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut noworoczny + Ł.
Poniedziałek, 1 stycznia 2018 · dodano: 01.01.2018 | Komentarze 20
Rok dwa tysiące siedemnasty (nie dwutysięczny siedemnasty, zapamiętać proszę!) na szczęście już za nami (bo bywały lata zdecydowanie lepsze), kolejny się zaczął i w sumie dziś w teorii o rowerze nie było mowy. Jeszcze rano byłem bowiem jakieś ćwierć tysiąca kilometrów od Poznania, ale że na ten tydzień zapowiadano deszcze, to udało się wykombinować trochę wcześniejszy powrót (tu jak zwykle ukłon dla Żony za tolerancję dla mojej szajby). No bo jak to nie przywitać dwa tysiące osiemnastego (nie dwutysięcznego osiemnastego!) na rowerze? :)
Wystartowałem w okolicach piętnastej, mając świadomość, że więcej niż gluta dziś nie wycisnę, bo za godzinę robiło się ciemno. Wiatr nie ułatwiał sprawy, bo cisnął solidnie, w przeciwieństwie do mnie, z banalnego powodu - nie chciało mi się :) Kierunek południowo-zachodni spowodował, że pierwszą miejscowością, do której zawitałem był - a jak - Luboń. Jupi :) Następnie przez Wiry i Komorniki dostałem się do Szreniawy, w Rosnówku skręciłem na Plewiska oraz Poznań i to by było na tyle. W domu pojawiłem się już na styku granicy dnia z wieczorem. Ale nie powiem - słoneczko mi godnie umilało wyjazd.

Tym samym "sezon" uważam za otwarty. Można? Moszna :)
I jeszcze parę słów i obrazów na koniec, kompletnie nierowerowych. Przełom 2017 i 2018 spędziliśmy w mieście Łódź, nie do końca z własnego wyboru, ale skoro moi Rodzice w tym mieście się poznali, wzięli ślub (właśnie w Sylwestra) i właśnie tam postanowili celebrować kosmiczną rocznicę czterdziestolecia... :)
Grafik był tak napięty, że nawet nie było sensu się odzywać do znajomych z BS, ale za to udało mi się wykaraskać czas na dwa spacery po tym mieście, które naprawdę darzę sentymentem. Muszę jednak szczerze napisać, że takich kontrastów dawno już nie widziałem - niestety czas tu momentami stanął w miejscu, a miejscami się nawet cofał. Piotrkowska jak zwykle lśni i robi przepiękne wrażenie, secesja miażdży, ale większość prób zagłębienia się w "prawdziwe" miasto to już zadanie dla socjologa na dobrych kilka prac habilitacyjnych. No i kwestie drogowe - przez te dwa dni poruszaliśmy się samochodem, tramwajami i na pieszo. Kierowcy generalnie mają ok, bo arterie są szerokie i kilkupasmowe - to zdecydowanie tu kasta uprzywilejowana. Komunikacja miejsca w sumie też daje radę. Natomiast piesi mają przerąbane - wszędzie guziczki, minuty czekania, kompletnie bezsensownego, oj, zdecydowanie do poprawy. Niestety nie miałem okazji przetestować jazdy na dwóch kółkach, ale aż się rzuca w oczy pytanie - po cholerę budować tam wydzielone DDR-ki, jeśli spokojnie można "poświęcić" kawałek pasa (Aleja Włókniarzy czy Zachodnia) i nie tworzyć kostkowych koszmarków (choć widziałem, że asfalt też się pojawia).
Za to duży plus dla aspektów kulinarnych - polecam szczególnie restaurację Retro na Limanowskiego (rewelacyjne podejście do tematu wege plus pyszny sos żurawinowy) oraz pyrową polewkę z Zakładu Bistro na Pietrynie :)
Proszę Państwa, oto UĆ :)













A na koniec (nie ma to jak wyczerpać sobie limit zdjęć na cały miesiąc już pierwszego) mój ulubiony kierunek jazdy tramwajów:
No i może kiedyś kiedyś kogoś Łódź połączy? :P
- DST 52.10km
- Czas 01:57
- VAVG 26.72km/h
- VMAX 50.30km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 249m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ostatki
Sobota, 30 grudnia 2017 · dodano: 30.12.2017 | Komentarze 7
Musiałem wyjechać dziś wcześnie, gdy temperatura była jeszcze minusowa. Wyjścia za bardzo nie miałem, jeśli chciałem pokręcić, więc trzeba było brać, co dają. Jak się okazało, bardziej odpowiedni byłby wyjazd crossem, ale zasugerowałem się suchym asfaltem za oknem i wybrałem szosę.
Już na pierwszym zakręcie przy Dolnej Wildzie i Drodze Dębińskiej chciałem wrócić i zamienić sprzęt, ale stwierdziłem, że spróbuję, zachowując jednak ostrożność i jadąc wolno. Nie było niebezpiecznie, jednak pojedyncze lodowe placki i szklące się fragmentami drogi zmusiły mnie do bardzo odpowiedzialnego przemieszczania się w czasoprzestrzeni. Tak zostało w sumie przez całą trasę (Dębiec - Starołęka - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Rogalin - Świątniki i powrót swoimi śladami), co widocznie jest na antyśredniej :)
To było moje ostatnie rowerowanie w 2017. Za chwilę wyruszamy na Sylwka do miejsca, gdzie nie pokręcę, bo nie mam na czym, wrócę więc na dwa kółka pewnie drugiego stycznia, jeśli oczywiście pogoda pozwoli. Na podsumowanie roku czas przyjdzie przy pierwszej bikestatsowej okazji, na razie więc życzę udanej zabawy i owocnej cyklozy w 2018! :)






