Info
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec26 - 53
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 57.70km
- Czas 02:01
- VAVG 28.61km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 184m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Monitorując
Wtorek, 13 lipca 2021 · dodano: 13.07.2021 | Komentarze 9
Dzisiejszy wyjazd sponsorował brak czasu. Niby wstałem wcześnie, niby był jego zapas, a finalnie i tak leciałem z wywieszonym jęzorem chcąc zdążyć ze wszystkim.
Trasa wschodnia, niestety sporymi fragmentami zakorkowana: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Robakowo - Gądki - Dachowa - Szczodrzykowo - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Celem ponownie był zalew w Szczodrzykowie, aktualnie jedno z niewielu miejsc, gdzie można bez problemu wypatrzyć jakieś ptactwo. Jak zwykle się nie zawiodłem, tym bardziej że dziś - zamiast wędkarzy i/lub chlejących Ukraińców - spotkałem sympatycznego starszego pana, który również przyjechał w to miejsce w podobnym celu, tylko że autem. Ja mu zdradziłem gdzie szukać czapli, on mi sprzedał patent na dostanie się na drugą stronę zbiornika (ale to raczej na mtb), wymieniliśmy się spostrzeżeniami i każdy za swój aparat. Oto co udało mi się na szybko ustrzelić.
Gwiazdą dnia niewątpliwie została śmieszka - ochroniarz i monitoring naprawdę wysokich lotów :)
Poza tym wpadły perkozy...
...łyska...
...rodzinka schowanych łabędzi...
...odleciała mi czapla siwa...
...ale za to grzecznie brodziła ta biała.
Zacne to miejsce, po raz kolejny się o tym przekonuję.
Jest tylko aktualnie jeden problem - żeby tam się dostać od strony Robakowa, trzeba chociaż na chwilę stać się mieszkańcem Dachowej. Da się zrobić :)
Zawitałem jeszcze na chwilę na Dębinę, pustą dzisiaj nawet w miejscach piknikowych.
Dystans zawiera dojazd do pracy. A od jutra znów upały :(
- DST 56.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieburzowo
Poniedziałek, 12 lipca 2021 · dodano: 12.07.2021 | Komentarze 14
Pogodynki straszyły dziś burzami, ale jak wiadomo - one swoje, a rzeczywistość swoje. Dlatego raczej bez obaw udałem się na poranny przedpracowy wypad szosą.
Wiało z północnego wschodu. To znaczy miało wiać w północnego wschodu, a realnie duło głównie z samego wschodu, a czasem nawet z południa, czyli plan powrotu z podmuchem w plecy jak zwykle nie wyszedł. Do tego niepotrzebnie przebijałem się przez całe miasto, co jak wiadomo kosztuje nie tylko sporo nerwów, ale i żre średnią. No cóż, życie.
Trasa: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Hlonda - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna -Jana Pawła - Wartostrada - Dębiec.
Lekko mnie skropiło pod sam koniec, do tego chmury walczyły ze słońcem, ale najgorzej nie było. Niestety nie za bardzo było czemu i komu robić zdjęcia po drodze. Miałem chrapkę na jednego gazeciarza z wysokości Głównej, zresztą bym go prawie dogonił, ale jak na złość była awaria sygnalizacji i nie musiał zatrzymywać się na czerwonym. Szkoda.
Więc klasyczne ujęcie spod kapliczki w Dębogórze...
...oraz koniki z Mielna, których dzisiaj niestety nie miałem czasu podkarmić trawką.

Jako uzupełnienie szczygieł z wczoraj, w dwóch wersjach. Oto wersja slim...
...a tu wersja fat :)
Dystans zawiera dojazd do pracy. Ale Czarnuchem, bo wieczorna sytuacja burzowa jak zwykle stoi pod znakiem zapytania.
- DST 54.20km
- Czas 01:52
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 188m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pozalewać
Niedziela, 11 lipca 2021 · dodano: 11.07.2021 | Komentarze 7
W niedzielę miałem się w końcu wyspać, ale wczoraj wieczorem odezwał się kumpel i zapytał czy nie reflektuję po pracy na kilka meczyków w Fifę u niego, bo miał wolną chatę - jego lepsza połowa się integrowała, moja wyraziła zgodę, więc się udało. Dostałem w ciry jak zwykle (jego nie da się ograć, wielu próbowało), za to wygrałem w "Wiedza to potęga", więc w sumie remis :) I to wszystko przy czteropaku... bezalkoholowego (co za upadek, hehe) bo jakoś wrócić było trzeba.
W domu wylądowałem przed drugą, a wyjechać na rower musiałem względnie rano. Jakoś się udało, choć później niż zakładałem, bo o dziesiątej, a jeszcze kilka rzeczy tego dzionka trzeba było zrobić.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Robakowo - Gądki - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Nie spieszyłem się za bardzo. Postanowiłem też sprawdzić czy w końcu zakończył się remont w Dachowej. Nie skończył się, co nie znaczy, że przejechać się nie da :)
Celem była chwila nad zalewem w Szczodrzykowie. Jak zwykle ptactwa nie zabrakło, wędkarzy również, ale było ich mniej niż ostatnio. Niestety lukę zapełnili Ukraińcy puszczający jakieś ukraino-polo.
Oto "łowy". Łyska...
...śmieszki...

...jakiś młodziak, tylko nie wiem czego. Kokoszki?...
...czapla siwa w locie...
...i te białe w czasie brodzenia...

...no i perkozy.

Wspominając moje wczorajsze porażki...
...mam nadzieję, że dzisiaj Angole dokopią Makaroniarzom :)
- DST 57.10km
- Czas 02:01
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parokocio
Sobota, 10 lipca 2021 · dodano: 10.07.2021 | Komentarze 15
Sobota pracująca, czasu na wylegiwanie nie było. Jednak o dziwo wyszedł mi całkiem bogaty wyjazd.
Start około 8:30, w warunkach temperaturowo idealnych - znów osiemnaście stopni. Cudo. Niestety wiało mocno i w ryj, więc dobre czasy się skończyły.
Przed startem przypomniałem sobie, że jest sobota, a jak sobota to parowóz. Pierwotnie chciałem dojechać do Szreniawy i tam starać się uchwycić skład, ale zostałem pokonany przez babcie w piekarni, którym chyba łatwiej poszło w przeszłości utrata dziewictwa niż teraz wybór ciasta na weekend. Grr. Finalnie więc musiałem kombinować. I wykombinowałem - lekko naokoło, przez jakieś boczne uliczki Lubonia, dotarłem do stacji w Wirach. Byłem niemal w punkt - minutę później wyłonił się Ol-49. Misja udana :)


Potem już klasyk: Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Do Lisówek już dzisiaj nie zdążyłem, ale za to zatrzymałem się w Trzcielinie.
Żółwia nie było, ale za to znów ktoś się łasił :) Chyba już jestem tam swój. A w ogóle to kotkę (bo to samiczka) nazwałem roboczo Trzcielinką.




Przed Palędziem udało mi się uchwycić na jednym obrazku przyszłość Polski pod aktualnymi rządami :)
Z kolei w Wirach natrafiłem na wyjątkowy poziom ufności. Gdybym miał w co zapakować, wziąłbym, oczywiście płacąc.
Trafił się też błotniak, ale tak daleko i tak się pechowo wtapiał w las, że zdjęcia wyszły do d...zioba.

Potem jeszcze do pracy, tym razem już rowerem.
- DST 56.60km
- Czas 02:08
- VAVG 26.53km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ślimaczo
Piątek, 9 lipca 2021 · dodano: 09.07.2021 | Komentarze 17
Miały być burze. No i faktycznie były. Nad ranem nawet walnęło tak, że pies z prędkością strusia pędziwiatra poleciał pod łóżko. Jednak szybko się ogarnął i wyszedł, jakby lekko zawstydzony swym przestrachem machając nieśmiało ogonem.
Lalo do dziewiątej, na szczęście w końcu przestało. Rozważyłem wszystkie za i przeciw, decydując się ruszyć, ale oczywiście Czarnuchem. To była zdecydowanie dobra decyzja, bo jeszcze trochę pokropiło, a i drogi do suchych nie należały.
Wiało cholera wie skąd, ale najbliżej było kierunkowi NE, wykonałem więc pętelkę: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Malta - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki Wielkie - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
O dziwo jechało się całkiem spoko jak na wyjazd czołgiem. Tylko było dość parno, jednak bez gorąca takiego jak bardziej na wschód Polski.
Jak zwykle na Wartostradzie miałem slalomik, bo trzeba było uważać na ślimaki, które postanowiły sobie zrobić zgromadzenie masowe. Szkoda, że chyba tylko ja uważałem :( Jedno mogę stwierdzić - przeze mnie dziś nikt nie zginął, a nawet jednemu delikwentowi pomogłem przetransportować się w pożądanym kierunku :)

Przejechałem się brzegiem Jeziora Maltańskiego. Jak ja lubię to miejsce, gdy nie ma ludzi, jest tam cisza i spokój...
Zatrzymałem się na chwilę przy pomniku Klemensa Mikuły, twórcy koncepcji zagospodarowania całego kompleksu. Dumnie zerka na swoje - jak na moje bardzo udane - dzieło.

Odwiedziłem też skubaną parkę w Gowarzewie. Współpraca w wydziobywaniu trwa :)
Znów miało burzyć wieczorem, więc do pracy rowerem nie pomknąłem. Za to wróciłem miejskim, tym razem bez przygód i jednak bez grzmotów.
- DST 60.70km
- Czas 02:05
- VAVG 29.14km/h
- VMAX 53.80km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Odwiedzić Absurd
Czwartek, 8 lipca 2021 · dodano: 08.07.2021 | Komentarze 13
Na szczęście pogodynki pomyliły się dzisiaj w słusznym kierunku. Czyli takim, który zamiast burzy w okolicach dziesiątej dal mi zachmurzone, ale pozbawione opadów niebo. Spoko, mylcie się tak dalej :)
Wiało z północnego wschodu, więc czekała mnie upojna jazda przez całe miasto w tę i z powrotem, czyli łącznie prawie 26 kilometrów. Na szczęście Wartostrada, czyli błogosławieństwo Poznania, trochę zminimalizowało cierpienia.
Trasa w tę i nazad: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Zawady - Główna - Bogucin - Janikowo - Kobylnica - Bugaj - Biskupice - Promno Stacja - Jerzykowo, gdzie nastąpiła nawrotka.
Nie jechało się źle, choć wiać mogło słabiej, a świateł mogłoby być mniej o co najmniej setkę. Jednak był jeden plus. A nawet ich dziewiętnaście, bo taka genialna temperatura mi towarzyszyła.
Dawno nie jechałem koło Pachołków Absurdu. Nic się nie zmieniło :)
Zawitałem na chwilę nad Jezioro Kowalskie, ale jakieś takie dziś bezpłciowe było.
Sezon grzybiarski widać pełną gębą. Tutaj w sumie przez cały rok :)
Do pracy rowerem nie jechałem, bo wróżki wciąż nie mogły się ogarnąć w temacie tego, kiedy w końcu lunie i "burznie". Jest po dziewiętnastej, póki co cisza. Pewnie pieprznie rano, gdy jutro będę chciał pokręcić. W zamian poszedłem na krótko na Dębinę, Było szaro, buro i ponuro. Nawet spotkana czapla była jakaś taka... siwa :)
EDIT: wróciłem rowerem. Miejskim. Zagadka: co nie działało? Odpowiedź: siodełko było nie do podniesienia, więc jechałem jak na Harleyu, przerzutka przeskakiwała, a i oświetlenie nie do końca stykało. Skromnie. Za to dzwonek jak nowy :)
- DST 51.20km
- Czas 01:44
- VAVG 29.54km/h
- VMAX 54.30km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 197m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Miejsko, podmiejsko i czarnodzięciolnie
Środa, 7 lipca 2021 · dodano: 07.07.2021 | Komentarze 8
Rano było jeszcze całkiem gorąco (jak zwykle dla mnie - za gorąco) oraz słonecznie. Im bliżej końca dnia, tym robiło się bardziej pochmurno, a przed wieczorem pojawił się deszcz, którego według prognoz jeszcze dzisiaj być nie miało.
Ja zdążyłem pokręcić w warunkach bezdeszczowych. I niestety znów wietrznych, jednak też bez przesady. Gorsze było miasto, przez które musiałem przepchać się z południa na północ, czyli z Dębca przez Górecką, Hetmańską, Przybyszewskiego, Jeżyce, Golęcin i Strzeszyn, gdzie dopiero można było jechać, a nie stać w korkach lub na światłach. Za to kawałek dalej, między Psarskim a Kiekrzem, pojawiło się kolejne w mieście wahadło. Słodko.
Zawitałem na chwilę nad Strzeszynek. Błąd zrobiłem jeden - zapomniałem, że są wakacje. I moje ulubione poznańskie jezioro, które wielbię za względną pustkę, było pełne luda. Cyknąłem więc tylko na szybko kilka fotek i się zmyłem.


Reszta trasy to hopkowany odcinek przez Rogierówko do Sadów, potem Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Dąbrowa, Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do Poznania.
Lać konkretnie ma od jutra :( I to już bez ściemy. Się zobaczy....
Po południu, po załatwieniu tysiąca spraw, wybiegałem Kropę na Dębinie. Warto było, bo udało mi się uchwycić dzięcioła czarnego. A w sumie to panią dzięcioł. Nie było to łatwe, bo co chwilę mi uciekała gdzieś między liście, no ale chyba odkryłem w sobie (pies o dziwo też) nieuświadomione pokłady cierpliwości. No i mam.

- DST 61.60km
- Czas 02:02
- VAVG 30.30km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 200m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Spoksik zamiast parówy
Wtorek, 6 lipca 2021 · dodano: 06.07.2021 | Komentarze 8
Na dziś planowana była kolejna pogodowa parówa, ale na szczęście w godzinach porannych jeszcze nie pokazała swojego paskudnego ryja. Ewentualnie coś na kształt mordki, lecz jeszcze niezgroźnej.
Co ważne, wiat po raz kolejny był grzeczny. Trzeci dzień pod rząd, czyste szaleństwo. Pewnie oznacza to od teraz rok mordewindu non stop, ale skoro było, to skorzystałem.
Wiało z południa, mogłem więc w końcu wykonać rzadko ostatnio nawiedzane "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Naprawdę spoko się jechało. Dziwnie jakoś :) Nie brałem nawet ze sobą plecaka, a co za tym idzie aparatu, co też mogło mieć wpływa na komfort.
Oczywiście w Luboniu musiało być... jak zwykle. Oto sytuacja typowa na tym zadupiu - czekałem sobie wraz z autem przede mną oraz autobusem grzecznie na światłach. Zapaliło się zielone, bus ruszył, ale musiał skręcić w lewo. Z naprzeciwka jechały samochody, zanim przejechały znów zapaliło się czerwone.. Jak widać nawet rowerem nie dało się ominąć grubasa. Takich sytuacji jest tam co chwilę kilkanaście. Po raz tysięczny powtórzę: zaorać i zasadzić las. Nawet wtedy będzie bardziej przejezdnie.
Ptactwo jakieś było, ale bardzo daleko i wysoko. Jedynie niewyraźnego myszołowa beznadziejnie uchwyciłem z kompaktu.
W zamian za to więc "ciut" wyraźniejsze kadry z Dębiny z ostatnich dni. Troskliwa matka, wciąż cierpliwie ucząca warchlaczki życia...
...oraz pewien całkiem żabawny płaz :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.70km
- Czas 02:09
- VAVG 28.70km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bobkowanie :)
Poniedziałek, 5 lipca 2021 · dodano: 05.07.2021 | Komentarze 9
Znów pogoda była całkiem przyzwoita, choć już ciut za gorąco. Za to wiatr o dziwo całkiem do ogarnięcia. Niestety nawet dobre warunki nie wygrają z gnojem, jakim jest jazda po Luboniu (w pierwszej kolejności) oraz Mosinie (tu może nie gnój, ale kilka solidnych bobków). Wynik mógłby więc być dobry, a jest przeciętny.
Wyjazd przedpracowy, sponsorowany przez jeden kubek kawy Jacobs. Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń.
Po drodze spotkałem znajomego. Pogadaliśmy sobie przez jakieś pięć sekund, bo jechał autem i specjalnie zwolnił podczas wyprzedzania. Dobre i to :)
Czasu na focenie nie miałem, więc tylko symboliczny paprociowy las.


Latał nade mną jeden jedyny drapieżnik, myszołów bodajże.
Potem kurs do pracy. A wcześniej jeszcze chwila na Dębinie. Wyjątkowa cicha i spokojna. Poniedziałki są fajne tylko tu :)
- DST 51.60km
- Czas 01:43
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kurka wodna!
Niedziela, 4 lipca 2021 · dodano: 04.07.2021 | Komentarze 16
No. Dzisiaj mogę w końcu napisać, że pogodowo było ok. Również w temacie wiatru. Po porostu był, ale lekki, do tego specjalnie nie przeszkadzał. I za to mu wyjątkowo brawa :)
Wyjazd wcześniej niż wstępnie planowałem, ale pies sobie zażyczył wyjść w celu załatwienia pilnej potrzeby w nietypowej dla siebie godzinie, więc nie było już sensu się kłaść.
Trasa to po prostu w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo. Tam nastąpiła nawrotka.
To akurat było zgodne z planem, bo postanowiłem zawitać w okolice stawu w Szczodrzykowie, który jest prawdziwą kopalnią ptactwa wodnego. Nie zawiodłem się. Szkoda tylko, że moczykijów było od cholery, przez co skrzydlate przeniosły się na drugą, bardzo odległą stronę. Coś tam się jednak uchwycić dało. Przede wszystkim młode kokoszki, niegdyś nazywane... kurkami wodnymi :) 


Poza tym ujął mnie jeden z perkozów, który upolował rybę po to, żeby przekazać ją młodemu.





Były również łyski. Stare i młode.

Po drugiej stronie drogi chowała się w trawie czapla biała.
Oczywiście nie mogło zabraknąć śmieszek.


I to wszystko w jednym, wybitnie rolniczym miejscu. Przydałoby się takie pod domem, choć akurat w tym temacie, tylko bardziej leśnym, nie mam na co narzekać :)






