Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 1
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.20km
- Czas 01:50
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Posokowcowo :)
Wtorek, 18 maja 2021 · dodano: 18.05.2021 | Komentarze 9
Miało padać, a nawet solidnie lać. Trąbiono o tym od co najmniej wczoraj. Finalnie... lekko pokropiło, na odcinku kilku kilometrów. W sumie spoko zmiana.
Niestety wiało solidnie, więc nie poszalałem. Generalnie nawet nie zamierzałem.
Trasa zachodnia z północnymi elementami: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Miałem ciut więcej czasu, więc trochę pomarudziłem przy Jeziorze Lusowskim. Nie tylko odwiedziłem swój ulubiony mostek...

...ale i poznałem Suzi. Ten zwariowany półtoraroczny posokowiec najpierw obszczekał mnie od góry do dołu, by po chwili się ogarnąć i wręcz zacząć łasić. Był z nią rowerzysta, który "wybiegiwał" psa na dwóch kółkach, dookoła jeziora. Pogadaliśmy sobie trochę o szosie (planował nabyć), a tymczasem się działo w czworonożnym świecie. Jedno ujęcie wyszło mi idealnie w punkt :)
A poza tym klasyka znana z szaleństwa Kropy :)




Widziałem też krówki. Takie nawet całkiem szczęśliwe, bo na łące, a nie ustawione jedna przy drugiej w wąskiej oborze. 


Falująca droga między Lusowem a Lusówkiem miała dziś rzepakowe akcenty.
Od jutra maraton w robocie, praktycznie do końca miesiąca.
- DST 56.40km
- Czas 01:52
- VAVG 30.21km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mały odlot :)
Poniedziałek, 17 maja 2021 · dodano: 17.05.2021 | Komentarze 13
Dzisiaj przekonałem się, jakie niebezpieczeństwo czyha na miłośnika przyrody. Przynajmniej tego rowerowego.
Jadąc ujrzałem na polu jakiegoś drapieżnego ptaka i nie zastanawiając się ani chwili zjechałem na pobocze. Nie przewidziałem jednego - że pod warstwą piachu jest ukryta dziura. Niewiele, ale wystarczyło - koło w nią wpadło, ja zrobiłem salto przelatując przez kierownicę i po chwili radośnie podziwiałem ów piaseczek z poziomu zero. Na szczęście był to właśnie ten rodzaj podłoża, więc obyło się bez tragedii (lekkie zadrapanie na łokciu), a przede wszystkim rower wyszedł z tego prawie bez szwanku. A ptak? Oczywiście uciekł :)
Poza tym bez przygód. Jedna wystarczy.
Wyjazd przed pracą, a trasa w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec. Tam nastąpiła nawrotka.
W Bolesławcu znów danieli nie było. Za to królik owszem :)

Poza tym jak zwykle chwilę spędziłem nad Kanałem Mosińkim.

Dobrze się jechało - pogoda niemal ideał. Ciepło, ale nie gorąco, do tego wiatr nawet do ogarnięcia. Poproszę o takie warunki przez 365 dni na rok. A nawet i 366 :)
No i jeszcze zaległość z Dębiny. W sobotę trafiło mi się spotkanie z leniwym, ale naprawdę imponującym zaskrońcem. O dziwo nawet chciał współpracować :)
Do pracy rowerem nie jechałem, bo znów na wieczór zapowiadano burze. A jutro w ogóle ma być jakaś masakra.
- DST 52.60km
- Czas 01:48
- VAVG 29.22km/h
- VMAX 53.30km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 195m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kolejne spotkanie z muflonami :)
Niedziela, 16 maja 2021 · dodano: 16.05.2021 | Komentarze 13
Leniwa niedziela. Kolejne połączenie słów, które bardzo lubię :)
Oczywiście rower musiał być. Prócz spaceru to oczywiście wewnętrzny obowiązek.
Wyjazd jakoś przed jedenastą. A zaraz po przelotnych opadach, które przyszły znienacka. W sumie niegroźnych, ale skoro mogłem nie moknąć, to odczekałem.
Trasa zachodnia (Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań), trochę wbrew powiewom, które były z południa. Przez co oczywiście prawie w ogóle nie odczułem ich pomocy. Klasyka :)
Przygód brak, prócz może mojego pełnego zażenowania spojrzenia na łysego dżentelmena, który bawił się w palenie gum starego Mercedesa w centrum Dopiewa. Ale wydarzeniem dnia było coś, do czego powoli się przyzwyczajam, ale wciąż robi wrażenie. Spotkanie z dzikimi muflonami kilkanaście kilometrów od granic Poznania :) Dzisiaj nawet udało się jednej parze spojrzeć spokojnie oczy w oczy.

Do czasu. Bowiem nagle z pola obok wybiegły spanikowane sarny i przestraszyły mi obiekty. Plus taki, że dzięki temu zobaczyłem całe ogromne stado. Niespodzianka, bo prócz powyższych nie wystawał ani jeden :)

W końcu wrócił spokój. I integracja międzygatunkowa :)
A poza tym jeszcze wizyta na ambonie w Lisówkach. Trochę terenu więc wpadło. Osy już nie było, na szczęście żadnego gnoja z flintą również. Za to rzepak owszem :)





Tyle na dziś. Mam jeszcze zaległości z wypadów na Dębinę, ale pouzupełniam je w kolejnych dniach.
- DST 58.20km
- Czas 01:56
- VAVG 30.10km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 226m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Misja "pod parą"
Sobota, 15 maja 2021 · dodano: 15.05.2021 | Komentarze 24
Po wczorajszym "wolnym" dniu wieczorem padłem. No ale plus z tego taki, że wyspałem się jak nigdy, bo trafiła się wolna sobota, do tego bez większych planów. To lubię :)
Wyjazd zaplanowałem... Wróć, nic nie planowałem :) Po prostu postanowiłem wyjechać wtedy, kiedy wyjadę. Ale że mam to szczęście mieszkania nie tylko blisko Lasu Dębińskiego, ale i stacji kolejowej, to gdy rano usłyszałem specyficzny dźwięk parowozu, już wiedziałem, gdzie skieruję swe koła.
Musiałem tylko trochę odczekać, poszukać rozkładu jazdy pociągów, z których słynie Parowozownia Wolsztyn, i w drogę. Najpierw jednak podjechałem jeszcze do weterynarza po maść antykleszczową dla Kropy, potem już musiałem jedynie pilnować czasu. Miałem bowiem kilka miejscówek, gdzie mogłem się zatrzymać, żeby uchwycić parowóz na trasie, nie stacji (z tego foty już mam). Na mijane: Luboń, Wiry, Komorniki i Szreniawę było za wcześnie, ale idealnie wyszła mi kalkulacja z ustawieniem się na przejeździe za Rosnówkiem, a przed Trzebawiem. Podjechałem, zaparkowałem rower, odczekałem kilka minut i w końcu pojawił się obiekt. Szkoda tylko, że znów węglarką do przodu, co psuje efekt :(



Chwilę jeszcze postałem, ze zdjęć nie do końca byłem zadowolony, więc cyknąłem obowiązkowo rower...
...i popędziłem do Stęszewa. Tam bowiem miał się pojawić ten sam lekko antyekologiczny, ale jakże majestatyczny pojazd za minut kilkanaście. Cóż, fajnie jest być szybszym niż pociąg :) Udało się bowiem ustawić na wiadukcie (w tym celu nawet na chwilę pojawiłem się na gównianej śmieszce z kostki, oczywiście potem ze wstrętem ją opuściłem), a nawet zainteresować sympatycznego kolarza, którego wyprzedziłem, tematem kolejowym. Mam nadzieję, że był to ciekawy przerywnik jego planowej 140-kilometrowej trasy :) No i mam ujęcie z góry.
Reszta trasa to już klasyczne "kondominium", czyli Witobel, Łódź, Dymaczewo, Krosinko, Mosina, Puszczykowo, Łęczyca, Luboń i Poznań. Co do warunków to w sumie nie mam się do czego przyczepić - wiało, ale dało się to ogarnąć, było ciepło, ale bez przesady. Naprawdę spoko :)
Mam jeszcze jeden plus dodatni wybranej miejscówki do misji "pod parą" - przyuważone stado jeleni. Bardzo daleko, więc ujęcia słabe. Ale dobrze, że cokolwiek widać.


Na szczęście honor ratuje czapla siwa.
No i jeszcze zejście na ziemię. Ten kretyn niemal mnie zmiażdżył podczas wyprzedzania na gazetę. Prawie go dogoniłem, ale niestety trochę zabrakło. Szkoda, że nie zauważyłem z jakiego kraju to rejestracja, myślałem, że zobaczę na zdjęciu, ale za duża pikseloza.
A tu sytuacja z Dębca. Sezon motorowy się zaczął...
- DST 53.10km
- Czas 01:51
- VAVG 28.70km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 196m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Za-jęcząc :)
Piątek, 14 maja 2021 · dodano: 14.05.2021 | Komentarze 12
Od wczorajszego wieczora czasu mam z grubsza mniej niż zero. Mimo że dzionek wolny. Standard.
Dzisiaj w ramach atrakcji: szukanie specjalisty dla Teściowej, wizyta u dentysty, spacer z psem oraz organizacja nowego laptopa dla Żony, bo wczoraj (właśnie wieczorem) stary wydal ostatnie tchnienie. Wydaje się mało jak na jeden dzień? Tak, wydaje się :)
No i jeszcze rower. A jak :) Wyjazd w szeroko rozumianym międzyczasie, czyli przed jedenastą, na szybko-wolną rundkę na zachód: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Temperaturowo w końcu spoko. Oby tak zostało. Tylko wiatr niech wyluzuje, albo niech się zdecyduje co do kierunku :)
Atrakcją wyjazdu były zające. Trzy "upolowałem" w okolicach Chomęcic. Czujne, ale gdy się upewniły, że nic im z mojej strony nie grozi (oczywiście na dystans aparatu), zaczęły spokojnie szukać na polach jedzenia, a nawet się bawić niczym jakieś pieski. Świetnie się to obserwowało, tym bardziej, że na wolności.




A okolice Lisówek zrobiły się jeszcze bardziej malownicze.

Generalnie jednak zbyt słonecznie nie było :)
Tyle, bo późno. Padam na ryj, ale większość planów na dziś zostało wykonanych. Choć i tak najbardziej emocjonujące były zające :)
- DST 61.30km
- Czas 02:09
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 188m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dobre, bo zalane :)
Czwartek, 13 maja 2021 · dodano: 13.05.2021 | Komentarze 7
Wczoraj było temperaturowo lepiej niż przedwczoraj, dzisiaj lepiej niż wczoraj, jak tak dalej pójdzie to nadejdzie dzień, gdy będzie nawet przyzwoicie :)
Niestety, przyjemność z kilku kresek mniej na termometrze psuł wiatr. Wcale nie silny, ale ani przez sekundę nie chcący mi pomóc. Szlag mnie trafiał gdy co zakręt miałem go w pysk. Wrrr.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo, tam nawrotka i powrót swoimi śladami.
Celem był staw oraz rozlewiska na polach w okolicach Szczodrzykowa. Nie zawiodłem się, bo ptactwo, przynajmniej wodne, nie zawiodło pokładanych w nim nadziei i było :) No to lecimy. Łyska...
...perkoz dwuczuby...
...przeróżne kombinacje dzikich gęsi, łabędzi oraz śmieszek...


...a kawałek dalej uciekający bażant.
Lubię to miejsce, przynajmniej kiedy jest tak pozalewane jak teraz. Szkoda tylko, że przynajmniej ta strona za jakiś czas obeschnie i pozostaną same bezpłciowe pola.

Po drodze wpadła jeszcze pod obiektyw sarenka...
...oraz kruk.
A na Dębinie byłem zarówno rowerowo...
...jak i na małym spacerku z Kropą. Uchwyciłem (moim zdaniem) jedną z najbardziej klimatycznych ławeczek tamże.
Jak widać dobrze jest czasem posiedzieć przy... czymś niebieskim :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 56.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Oddechowo
Środa, 12 maja 2021 · dodano: 12.05.2021 | Komentarze 14
Dzisiaj nawet dało się żyć. Co prawda temperatura była wysoka, ale niższa niż wczoraj - maksymalnie 27 stopni. Jeszcze ujdzie.
Wypad poranny, jak zwykle przedpracowy, niedospany. Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
W jedną stronę, mimo że pod wiatr, jechało mi się nawet spoko. Co prawda duło w ryj, ale byłem zdziwiony, że tak nawet do ogarnięcia. Cieszyłem się, bo w perspektywie miałem przecież powrót z podmuchami w plecy. Znów wykazałem się naiwnością - okazało się, że najpierw jechałem z wiatrem... :)
Udało mi się uwiecznić kanię rudą. Może nie jakoś super ostro, ale biorąc pod uwagę odległość, dobrze, że cokolwiek widać :)

Zaciekawiła mnie też wrona siwa, którą rzadko widuję poza terenami miejskimi...
...tym bardziej gdy goni szpaka :)
Zaskoczyłem sarenki...
...i nie zaskoczyłem żurawia :)

Jeszcze "mój" stały las.

Oraz klasyka polskich śmieszek :)
Do pracy nie jechałem rowerem, bo na wieczór zapowiadano burze.
- DST 61.10km
- Czas 02:06
- VAVG 29.10km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
ZA ciepło
Wtorek, 11 maja 2021 · dodano: 11.05.2021 | Komentarze 18
No dobra. Wczoraj było ciepło. Dzisiaj już zdecydowanie ZA ciepło.
Wyjazd poranny, a i tak dał mi w kość, choć najbardziej męczący był przejazd do pracy w miejskich warunkach. Poza Poznaniem, gdy zawiewało (wciąż bardzo mocno), jeszcze dało się jakoś wytrzymać.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Głuszyna - Sczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Borówiec - Kamionki - Koniko - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Powoli, bardzo jeszcze nieśmiało, pojawia się na polach rzepak. Ciut późno, ale dobrze, że w ogóle :)
Inne fotki z trasy. Zabytkowa aleja drzew na poznańskim Sypniewie...
...lekko wzburzone wody Jeziorka Koninko...
...OSP w Szczytnikach wraz z lekko zniewieściałym świętym Florianem...

...oraz obserwujące mnie tamże bociany.

A przed pracą zdążyłem jeszcze przebiec się z Kropą po Dębinie, która ładnie się zieleni.
Trafił się czujny obserwator, czyli żaba wodna, z jasnym przekazem: chłodzę się, czego tu nie kumasz? :)
Dystans zawiera dojazd do pracy. Przy takiej wartości na termometrze :/
- DST 61.40km
- Czas 02:06
- VAVG 29.24km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciepło
Poniedziałek, 10 maja 2021 · dodano: 10.05.2021 | Komentarze 12
Ciepło. Jeszcze nie ZA ciepło, ale już powoli mój organizm daje znać, że do granicy jest blisko. Moimi idealnymi warunkami są te pomiędzy piętnastoma a dwudziestoma stopniami, wszystko co powyżej wymaga ode mnie większego wysiłku, również mentalnego. Co robić - urodziłem się w klimacie umiarkowanym i o takim marzę, niestety znów mamy jakieś dziwne przeskoki - w tym roku z zimy do prawie lata, ale w międzyczasie zaliczając... jesień. Pogubić się można.
Wiatr wciąż dokazywał. Ale momentami cieszyłem się, że jest, bo przynajmniej chłodził.
Dzisiejszy wypad to kolejny przedpracowy, tym razem na południe i wschód - z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo, Starołękę, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do Radzewic, gdzie jak zwykle nastąpiła nawrotka, poprzedzona chwilą w tamtejszym porcie. Zdziwił mnie poziom Warty, wyraźnie wyższy niż zazwyczaj - widocznie śnieg w górach już w większości stopniał i zdecydował się na transport na północ.




Dzisiaj na szczęście było pusto, udało mi się więc ponownie wypatrzyć czaplę na półwyspie. Żaden moczykij jej nie przeszkadzał, mogła więc w spokoju robić swoje,

Dookoła krążyły jaskółki dymki, ciężkie do uchwycenia w locie, udało się dopiero gdy na sekundę przysiadły napić się z kałuży.

W Świątnikach latała mi nad głową kania ruda, ale zbyt daleko do dobrej foty. Szkoda.
Już w Poznaniu, na Minikowie, zaraz przy A2, przeleciała przez drogę kura bażanta. Zanim się schowała, udało mi się na szybko ją sfocić.
Fajnie, że pogoda odżywa. Szkoda, że ja zdycham :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 52.10km
- Czas 01:47
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Byle do jesieni :)
Niedziela, 9 maja 2021 · dodano: 09.05.2021 | Komentarze 14
Wczoraj dość późno wróciliśmy od dobrych znajomych, więc wyjazd dopiero po odespaniu. Ale co niedziela to niedziela, nie było sensu się spieszyć.
Pogoda piękna, oczywiście prócz wiatru, który ostro wciąż dokazywał. Jednak nie ma co narzekać - przy temperaturach fajniejszych niż ostatnio jego upierdliwość była mniejsza, choć swoje zrobił.
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Chyba w całej Polsce dzisiaj było to samo. "Sezon" ruszył. Rowerzystów od cholery, oczywiście ze znacznym procentem nieogarów. Ale nie ma się co denerwować, więc na tym temat zakończę. Byle do jesieni :)
W "moim" lesie klimacik wciąż swojski. I było pusto, czyli cudownie. A słońce wyglądało niczym księżyc.

Najgorsze jest to, że tłumy na drogach wystraszyły ptactwo. Mimo że się ostro rozglądałem, wpadł mi jedynie bociek, do tego bardzo wysoko na niebie. Kicha.
Po powrocie jeszcze spacer na Dębinę. Wyjazd do WPN-u bowiem był bez sensu - szlag mnie już trafiał na widok zapchanych parkingów, oznaczających, że człowiek tam chodzi po człowieku. Co to za przyjemność z przebywania w lesie, gdy jest tam jak w galerii handlowej (fuj!)? Niestety, mój przydomowy kawał zieleni też się cieszył popularnością. Na szczęście udało się znaleźć kilka skrawków wolnych od tłuszczy, gdzie można było spokojnie posiedzieć. Las Dębiński i jego okolice ma bowiem jeszcze miejsca mało popularne.



Zięba miała wszystko gdzieś, gorzej z żółwiami. One widocznie też nie lubią ludzkości w nadmiarze. Mądre zwierzaki.
I jeszcze dwa kadry ze wspomnianej wczorajszej wizyty. Kropy wyjątkowo nie braliśmy, ale na miejscu psiaków nie brakowało (znanych tu już z kilku spacerów, o których pisałem). Mega miło mi się zrobiło, że Piorun, kundelek po przejściach, który nie za bardzo tolerował facetów, skończył finalnie śpiąc mi na kolanach ;)
No a Heidi to już w ogóle bez krępacji, pies taki, że do nogi przyłóż :)
Jutro znów do roboty :(






