Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239514.70 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.50 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 62.80km
  • Czas 02:17
  • VAVG 27.50km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Podjazdy 193m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jak nie urok...

Sobota, 23 lipca 2022 · dodano: 23.07.2022 | Komentarze 8

Jupi! Nie ma upału!

(Nie)jup! Znów dopadł mnie w zamian deszcz!

23 stopnie to przy ostatniej masakrze prawie jak komfort. Gorzej z samą aurą - pogodynki najpierw opadami postraszyły, ale przed samym moim wyjazdem zmieniły zdanie i twierdziły, że owszem, coś tam z nieba spadnie, ale gdzieś za cztery godziny. Co za mendy...

Przyzwoicie było przez trochę ponad połowę trasy, którym było "kondominium": od Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo Stare, Dymaczewo Nowe po Łódź. Tam zaczęło kropić, w Witoblu coraz intensywniej, a od Stęszewa przez Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę, Komorniki i znów Luboń już tylko lało. Dopiero w samym Poznaniu przestało.

Fotki robiłem, póki mogłem. Bo potem już nie mogłem :)
Z widokiem na WPN
Pola z przeddeszczową zorzą
Martwe drzewo
Minęło mnie spore stado czajek...
Przelatujące czajki
...a przez chwilę dumnie pozował i coś wrzeszczał myszołów.
Myszołów na wystawce :)
Krzyczący coś myszołów
Już w Poznaniu, gdy padać przestało, poznałem jeszcze nowe dwie twarze :)
Nowe twarze do dokarmiania :)
Podsumowując: zmokłem, pod sam koniec przeziębienia. Tak, tego mi było potrzeba :/

Dystans zawiera dojazd do pracy, bo sobota niestety pracująca...




  • DST 52.30km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Podjazdy 160m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mikrozmiana

Piątek, 22 lipca 2022 · dodano: 22.07.2022 | Komentarze 6

Dzisiaj miało być już lepiej. Miało.

I w sumie, hmmm, było. Pod pewnym względem. Dzisiaj na termometrze nie zaszczyciło nas czterdzieści na plusie, a "zaledwie" jakieś trzydzieści trzy czy cztery. Normalnie komfort taki, że hoho. Oczywiście walczyłem ostro. O to, żeby przeżyć, a nie o średnią.

Wróciłem na zachodnie szlaki i ponownie wykonałem klasyka: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Zysk z tego taki, że tam przynajmniej nie ma wahadeł co osiem kilometrów, a minusem był absolutny brak cienia.

Kilka ptaków za to wpadło. Wysoko na niebie błotniak stawowy, jak na moje samica...
Błotniak stawowy w locie
...zmęczony życiem myszołów na polu...
Profil myszołowa
Myszołów mnie pozdrawia :)
...obok którego spacerował bociek...
Spacerujący bociek
...a i wróbelki potrafią wyglądać kolorowo w zieleni, która wyjątkowo zdarzyła się w Trzcielinie.
Wróbelki, wersja dżunglowa :)
Klasyk dzisiaj upalny.
Upalny klasyk
Gdy w Gołuskach stanąłem na chwilę, żeby uwiecznić kotka...
Wiejski kotek
...przypadkowo trafiłem na taki widoczek.
Inny świat w Gołuskach
Dobrze wiedzieć, że i pod Poznaniem można się poczuć jak gdzieś głęboko na Podkarpaciu czy innym Podlasiu :)

Jeszcze ważka z Dębiny, która ewidentnie też szukała ratunku przez słoneczną masakrą.
Ważka walczy z upałem
Z choróbskiem powoli wygrywam, choć jeszcze trochę mnie trzyma, a biorąc pod uwagę, że w nocy było tropikalnie, przez co spałem łącznie może ze cztery godziny (mimo że zmogło mnie przed jedenastą), raczej nie sądzę, żebym miał siłę dzisiaj nadrabiać BS-a. Ale może chociaż spróbuję :)




  • DST 52.30km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 37.0°C
  • Podjazdy 176m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rzeź. Rzeź. Rzeź

Czwartek, 21 lipca 2022 · dodano: 21.07.2022 | Komentarze 29

Jest już przed 22-gą, a ja dopiero mam siłę, żeby zasiąść do kompa i cokolwiek skrobnąć. Mimo że miałem dzień wolny. Tak na mnie działają upały.

Upały to zresztą mało powiedziane. Dzisiaj była czysta rzeź - na liczniku w pewnym momencie pojawiło się lekko ponad 40 stopni (po godzinie 11-tej!) i nie było to w słońcu, tylko w cieniu. Więc mimo hejtu w moją stronę, który pewnie się pojawi, wrócę do mojego postulatu: jeśli ktoś mi zapewni 18-20 stopni przez okrągły rok, bez żadnych większych plusów i minusów, ma mój głos w najbliższych wyborach.

Sprawy nie ułatwiało przeziębienie. Odchodzi, ale wciąż mnie męczy. To zresztą wymowne, że zimą, gdy jeździłem przy minus jedenastu stopniach, nawet nie kaszlałem. A od kwietnia, kiedy zaczęły się wysokie temperatury, choruję już drugi raz.

No dobra, czas na wymodzenie z siebie jakichś konkretów. Trasa miała być bardziej południowa, ale ją na żywo skorygowałem, bo zabiło mnie wahadło w Mosinie, którego nie miałem zdrowia ponownie zaliczać. No i zamienił stryjek PiS na PO (to i to powinno się zlikwidować, choć pierwsze w trybie natychmiastowym, z drugim można poczekać), bo wahadło jeszcze miałem przed Rogalinem, w Czapurach i Wiórku, przy wjeździe do Poznania, a potem wpadł jeszcze korek na Starołęckiej. Nie ma co, czekanie w upale potrafi zlasować mózg. Finalnie wyszło to: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęcka - Las Dębiński - dom.

Atrakcję numer jeden miałem już w Luboniu (no bo gdzie?) - wymusił pierwszeństwo przy wyjeździe ze stacji benzynowej typowy SUV-iarz na bydgoskich blachach. Łagodnie postukałem się w kask, bo nawet nie chciało mi się gnoju robić. Na co zobaczyłem... skierowanego we mnie "faka" i bezczelny uśmiech. Oj, nie ze mną takie reakcje. Wykonałem szybką nawrotkę i dogoniłem ludzką wszę (nie obrażając wszy) kawałek za rondem. Szyby miał zamknięte, ale i tak na 99,9% usłyszał kilka prawd o sobie. Będzie miał pamiątkę z Wielkopolski.

Czas na fotki. Dzionek mi zrobił łabędź z Radzewic. Poziom Warty jest zatrważająco niski, powstała więc łacha, gdzie sobie przebywa. Ja mu sesję, on ewidentnie miał parcie na szkło :)
Łabędź do mnie idzie
Pierwsza z zaprezentowanych póz
Instrukcja tego, czym jest poziom :)
Wciąż analizuję, gdzie dziób, gdzie oczy :)
Łabędź-guma :)
Za to nie zrobiła mi dzionka temperatura...
Rzeź, istna rzeź
...oraz wahadła.
Wahadło w Mosinie. Jedno z pięciu dzisiaj
Plus czterdzieści i piąte wahadło. Taaaaaka zabawa :)
Dzięki informacji od Jacka wiedziałem już, że da się przejechać mostem w Rogalinku. Zostałem też przygotowany psychicznie na to, że sam most jest z masy bitumicznej, ale dojazd do niego... z kostki. Nie ma co, jak władze centralne coś wymyślą, to można być pewnym, że będzie to do dupy. Teraz pozostaje jedynie kombinować, jak to olać - będzie ciężko przez te cholerne barierki :/
XXI wiek, a na wojewódzkiej (przypominam: nadzorowanej przez władze centralne) przy nowym moście w Rogalinku DDR z kostki.
Będzie mi mega szkoda tej budowli (zostanie niebawem wyburzona): a można było zostawić jako idealną, szeroką drogę rowerową, o czym pisałem dawno, dawno temu...
NIedługo ten piękny most zostanie zburzony :(
O dziwo wciąż straszy ta abstrakcja. Dodam, że do najbliższej "legalnej" przeprawy jest... kilkanaście kilometrów. Do wyboru: południe (Śrem), albo północ (Poznań). Podczas robienia tego zdjęcia pogadałem sobie z rowerowymi mieszkankami Rogalinka i tylko się upewniłem, że wszyscy mają ten zakaz głęboko w dupie. A z kostki już chodzą żarty po wsi.
Ten debilizm wciąż straszy, a wszyscy mają go gdzieś. W tym ja :) Rogalinek
Na koniec jeszcze radzewickie klasyki...
Port Radzewice i klasyczny kadr
Łódeczka w upale
...selfie w nietypowych dla mnie barwach, ale za to jasnych...
Selfiak w upale
...oraz kadr z filmu "Było sobie zboże".
Było sobie zboże
Tyle na dziś. Przepraszam, ale zaległości BS-owych zapewne dzisiaj nie nadrobię, jednak zrobię to prędzej czy później :)




  • DST 60.60km
  • Czas 02:14
  • VAVG 27.13km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 33.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

A psi(a)k!

Środa, 20 lipca 2022 · dodano: 20.07.2022 | Komentarze 11

Ja wciąż smarkam i kicham, a na dworze wciąż ukrop. W sumie może tylko dzięki temu pierwszemu mniej przejmuję się tym drugim? :)

Już o dziewiątej, czyli w momencie startu, było 28 stopni. Gdy parkowałem rower pod domem, już 35. Gruba przesada.

Trasa tym razem wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Jechałem tempem "byle przeżyć". I nic więcej.

Dębina stoi. Jeszcze. Ale to temat na zupełnie inny wpis.
Poranek na Dębinie
W Dachowej kolejne słoneczniki, takie lekko industrialne.
Agrosłoneczniki
Intensywna produkcja miodku trwa
Za Koninkiem widziałem ludzi-cargo :)
Ludzie cargo :)
W Szczodrzykowie odwiedziłem młodego perkoza.
Staw w Szczodrzykowie
Dojrzewający perkoz
Perkozie drapanko
Ale przywitała mnie też Suzi - dziesięcioletnia, kompletnie ślepa suczka, która jednak nie dała mi odjechać bez rzucania się szyszką :) Genialna.
Ślepa Suzi
Radocha z rzucanej szyszki :)
Suzi nie widzi, ale szyszkę pięknie aportowała :)
Zresztą to nie był jedyny psiak, którego mogłem na trasie pogłaskać :)
Radosny szczniak z Dachowej
Nad wspomnianym zalewem krzyż upamiętniający wędkarza, którego niedawno poraził śmiertelnie prąd.
Krzyż ku pamięci wędkarza porażonego prądem, Szczodrzykowo
Jeszcze żywa bociania dyskusja...
Ożywiona bociania dyskusja
...info o piekle...
Kolejny raz gruba przesada
...i koniec na dzisiaj.

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 62.60km
  • Czas 02:14
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 130m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bez i z temperaturą

Wtorek, 19 lipca 2022 · dodano: 19.07.2022 | Komentarze 14

Rano obudziłem się lekko kaszlący, a mniej kichający. Ciężko powiedzieć, czy to dobra zmiana, ale żyję :)

Na rower dało się ruszyć, to najważniejsze. Temperatury u mnie brak, za to na dworze... aż żal pisać, więc wspomnę tylko, że o dziesiątej było już plus trzydzieści. Masakra.

Trasę wybrałem bardziej zacienioną, czyli południową, w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec, gdzie nastąpiła nawrotka.

Prócz tego, że się smażyłem i smarkałem, nic ciekawego. Jakby wspomniane przed chwilą czynności były ciekawe... :)

Jakieś tam zdjęcia robiłem, ale... zapomniałem wziąć do pracy kartę pamięci :) Więc tylko poczęstuję dzisiaj tymi z telefonu.

Taaaaaką bestię widziałem:
Niebieski Meister na polu
I taką:
Krzyżak, bo raczej nie tygrzyk
To chyba krzyżak, raczej nie tygrzyk, ale pewny nie jestem.

Rowerowe motywy to chwila nad Kanałem Mosińskim...
Nad Kanałem Mosińskim
...oraz na Dębinie, w drodze do pracy.
Dojazd do pracy przez Dębinę
Znalazłem kolejne pole słoneczników.
Kolejne odnalezione pole słoneczników
Słonecznik z ewakuującą się pszczółką
Jako że zwierzaków mało (choć doliczam uciekającą pszczółkę), to w zamian Kropa, której dzisiaj spacerem nie męczyłem, tylko chwilą kijkowania pod domem...
Z powodu upału dzisiaj jedynie kijek na podwórku
...oraz czapla z Dębiny z ostatnich dni.
Czapla na poznańskiej Dębinie




  • DST 62.20km
  • Czas 02:13
  • VAVG 28.06km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 160m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bez wigoru

Poniedziałek, 18 lipca 2022 · dodano: 18.07.2022 | Komentarze 12

Wciąż ze mnie lekki smarkacz i prychacz, więc wigoru do jazdy niewiele. Ale na szczęście przeziębienie jest minimalne, typowo poulewowe (te dwadzieścia kilosów w sobotnim deszczu przy trzynastu stopniach - tu nawet dla mnie ciut za mało jak na lato - musiało mieć konsekwencje), więc mam nadzieję, że szybko pójdzie precz.

Wyjazd przedpracowy, wciąż pod zachodni wiatr, przez co z trasą kombinacji nie było: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wiało na szczęście trochę (podkreślam: trochę) mniej. Ale niestety już było czuć, że nadchodzi masakra, czyli jedno wielkie gówno, upałami zwane. Cieszą się z nich być może słoneczniki, choć też niekoniecznie.
Słonecznik z domownikiem
Rolnicy? Na pewno nie.
Młócka się zaczęła
Co do ptaków, to im z grubsza obojętnie. A spotkałem dzisiaj hamującego myszołowa...
Nagłe hamowanie myszołowa
...krążącego błotniaka stawowego...
Błotniak stawowy w locie
Błotniak bierze zakręt
...oraz schowane gdzieś między zbożem a jakimś płotem żurawie. Ściśle monitorowane :)
Żurawie pod obserwacją
Schowany młody żuraw
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 51.60km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.64km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 160m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wizytowo

Niedziela, 17 lipca 2022 · dodano: 17.07.2022 | Komentarze 8

Kolejna wolna niedziela. Kolejna, podczas której się nie wyspałem. Ale dzisiaj nie narzekam :)

Poranne rowerowanie znów zdominował wiatr. Gnój się nie zamierza uspokoić :/

Trasa bez kombinowania, tylko kopiuj-wklej z wczoraj: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Tym razem szosą i bez deszczu. Jednak po wczorajszym prysznicu dopadł mnie lekki katar. Oby na nim się skończyło.

Fotki symboliczne. Ale cieszą, bo młode kokoszki z Trzcielina dały się bliżej obejrzeć.
Kurka wodna z młodym
Plynąca młoda kokoszka
Młoda kokoszka na apelu :)
No i klasyczny klasyk.
Prześwitowo
Po powrocie jeszcze spacer po Dębinie...
Cicha, spokojna poznańska Dębina
...i wizyta u kota. Tak, TEGO kota (zdjęcie archiwalne):
Kot teściowej. Jedyny z mi znanych, który ma nierówno pod sufitem :)
Małe przypomnienie: w tamtym roku odeszła niestety teściowa, pozostawiając po sobie tę bestię. Oczywiście to wyrażenie jest wzięte w cudzysłów, zwierzak miał za sobą trzy ciężkie miesiące, podczas których przebywał głównie sam, a potem stracił swoją panią. I zdziczał. Mnie kojarzył z całym złem, bo na mnie z racji logistyki spadły głównie wizyty "dokarmiające". Miał prawo reagować tak, jak widać. W ciągu miesiąca musieliśmy zdać wynajmowane mieszkanie, z racji na psa wziąć sieroty nie mogliśmy i byliśmy w czarnej wiadomo co. I stał się cud - po ogłoszeniu na jednym z portali zgłosiła się dziewczyna z wielkim sercem, która zdecydowała się adoptować Micię. I kot wylądował w raju, o czym dzisiaj się przekonaliśmy, bo w końcu udało się zgrać na kawkę i ciacho.

Kotka stała się szczęśliwym pieszczochem i panią na włościach :) Nawet dała mi się pogłaskać, choć bez wielkiego entuzjazmu.
W odwiedzinach u bestii :)
Kot szczęśliwy pod adopcji. Ma jak w raju
Jak dobrze, że są jeszcze na świecie tacy ludzie, którzy potrafią dać istocie w potrzebie drugie życie. Mega, mega szacun.

Przy okazji jeszcze kadr z Jeżyc...
Garbus z kierowcą :)
...oraz nagrany wczoraj rower z Parkinsonem :) Aż żal, że mieszczuchy będą w Poznaniu tylko do końca roku.




  • DST 56.30km
  • Czas 02:15
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 156m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Być czy nie być

Sobota, 16 lipca 2022 · dodano: 16.07.2022 | Komentarze 11

Prognozy na dzisiaj były góralskie: będzie deszcz, albo nie będzie. Najciekawsze jest to, że obie opcje były prawdziwe.

Rano padało. Ale przestało. Niby spoko, ale coś mi się wydawało, że to nie koniec, więc zapobiegliwie osiodłałem Czarnucha zamiast szosy. Dobrze zrobiłem.

Przez jakieś trzydzieści kilometrów było jeszcze w miarę. Czyli walcząc z mega silnym wiatrem jakoś dojechałem z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Lisówki i znów Trzcielin do Dopiewa. Tam zaczęło kropić, a po kilku kilometrach już lać. I tyle miałem z przyjemności z jazdy - ostatni odcinek, przez Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do Poznania to już rower wodny. No ale przynajmniej nie było upałów :)

Z fotkami skromnie. Moment, gdy jeszcze nie padało...
Klimatycznie, ale przed deszczem
...słoneczniki znów w wersji Mordor...
Ciemne chmury nad słonecznikami
...ja w tle, nucący, że widziałem błotniaka cień...
Widziałem błotniaka cień
...żurawie z Palędzia w deszczu...
Wiejskie żurawie w deszczu
...oraz sam deszcz.
No i tak przez kilkanaście kilometrów...
Zadowolona była jedynie pralka.

Ja do pracy oczywiście rowerem nie pojechałem.




  • DST 61.40km
  • Czas 02:15
  • VAVG 27.29km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 128m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Walki podniebne

Piątek, 15 lipca 2022 · dodano: 15.07.2022 | Komentarze 13

Ło matko, jak dzisiaj byłoby przyjemnie, gdyby nie ten cholery wiatr! Osiemnaście, maks dziewiętnaście stopni, niebo raz pochmurne, raz słoneczne, deszczu brak - miodzio. Prawie.

No ale niestety, dmuchający gnój opanował aktualnie Polskę (podobno całą), więc trzeba było się pomęczyć. Oczywiście znów walka poszła w niebyt, bo trzeba wiedzieć kiedy z roweru zejść. Czy jakoś tak :)

Trasa ponownie zachodnia, ale wersja mniej klasyczna: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Niebo było ponownie niesamowite. Kilka próbek. Jedna gdzieś z granicy Dopiewca i Konarzewa...
Walka chmur z niebem o panowanie nad ziemią :)
...druga dwukrotnie z Lisówek.
Lisówki dzisiaj pół na pół
Mroczne słoneczniki
Rowerówka jedna, z Trzcielina.
Rowerowo w Trzcielinie
Tam daleko w tle, w bagienku, siedziała sobie na jednej nodze kaczka :)
Jednonoga kaczka :)
Na polu wypatrzyłem jeszcze myśliwego. Takiego... zasypiającego :) Aktywował się dopiero po chwili, ale nie chciałem stresować bestii, więc nawet nie goniłem w celu pogłaskania.
Zasypiający myśliwy :)
Tygrys polny w pełnej krasie
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 63.10km
  • Czas 02:15
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nicoś

Czwartek, 14 lipca 2022 · dodano: 14.07.2022 | Komentarze 6

Ciągle wieje. Ale dzisiaj przynajmniej bardziej sprawiedliwie, więc przez jakąś jedną piątą trasy wiało mi nawet w plecy. Miła odmiana po tygodniu permanentnego wmordewindu.

Trasa dokładnie taka jak wczoraj, czyli: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. A potem do pracy.

Nie widziałem ani jednego radiowozu, więc czułem się bezpiecznie :)

A tak to kompletnie bez czegoś wartego opisania. Znów nawet zwierzaków nie spotkałem :( Muszą więc wystarczyć słoneczniki.
Kolejne spojrzenie na słonecznikowego XP
Rozmowa słoneczników
Zza winkla w Lisówkach
Na Dębinie rosną młode kaczuchy - trzy sympatyczne gnojki. Niech więc tutaj zaistnieją :)
Matka z młodymi na poznańskiej Dębinie
Kurduple dwa :)