Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.50km
  • Czas 02:00
  • VAVG 26.25km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie(nie)biańsko :)

Sobota, 17 września 2022 · dodano: 17.09.2022 | Komentarze 6

Kolejny mega wietrzny dzień, który z całkiem sympatycznego plus piętnaście na termometrze robił coś na kształt dziesięciu. Nawet ja muszę przyznać, że we wrześniu wolałbym co najmniej siedemnaście i bez podmuchów. Za to zimą taka opcja może być, oczywiście bez permanentnego wmordewidnu podobnego do tego dzisiejszego :)

Wyjazd po wyspaniu się, najedzeniu, nakofeinowaniu. I tak nie pomogło. Średnia nie istniała. No bo po co by miała?

Trasa dokładnie taka sama jak wczoraj, czyli: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Fajnie, bo nie trzeba pisać, można skopiować :)

Niebo dzisiaj rządziło i na nim się skupiłem. Ryj w górze, więc ciężko było się skupić na jeździe :)
Wielkopolski wietrzny wrzesień
Pocałunek chmury ze słońcem
Kosmiczne niebo
Kukurydziane niebo
Chmury nad Lisówkami
Jeszcze typowe motywy. Luboń...
Klasyczna sobota w Luboniu...
...oraz wymuszenie pierwszeństwa skrzyżowanie dalej. Na plus rzadka reakcja: mój standardowy ryk spotkał się z przeprosinami kierowcy, który specjalnie otworzył szybę na kolejnych światłach, kajając się i tłumacząc czemu mnie nie zauważył. Oczywiście wybaczyłem, bo połączyło nas narzekanie na tę wieś i jej rozwiązania drogowe. Sorry, to miasto, ciągle zapominam :)

Zwierzaków znów nie było :( Więc zamiennik - Toyota Pisowóz, mój ulubiony model :)
Toyota Psiowóz :)
No i jeszcze kaczka z Dębiny, żeby nie było tak w ogóle bez.
Kaczka oświecona
Suszenie piórek
Wiem, zaległości na BS mam potężne, ale nadrobię, obiecuję :) Bo najpierw bawiłem się w remont. Teraz priorytetem jest znalezienie przestrzeni dla kilkuset książek, które do tej pory były upychane wszędzie i nigdzie. Postanowiłem ambitnie znaleźć im miejsce, do tego zachowując jakiś sens. Po dwóch dniach już wiem - to nie ma sensu :) Ale przy okazji robię spis tego, co czytałem, czytam i czytać będę - w końcu warto to jakoś ogarnąć. Przecież przymusowy urlop nie może być bezczynny, prawda? Albo to ze mną coś jest nie tak...

Tak, to całkiem możliwe :)




  • DST 51.70km
  • Czas 01:56
  • VAVG 26.74km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 162m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pomeczówka

Piątek, 16 września 2022 · dodano: 16.09.2022 | Komentarze 6

Wpis dodaję po 23-ej, ale chyba zdążę :)

Nie ma to jak urlop, nie ma czasu na odpoczynek. Na to przyjdzie czas w pracy :) W sumie miałem w planach krótki wypad w góry, ale: a) jestem zmasakrowany na remoncie, b) sprawdziłem prognozy i zdecydowanie nie miało to sensu.

O rowerowaniu krótko: wiało koszmarnie, czyli jesień już się zapowiada. Jakąkolwiek walkę odpuściłem, średnią mając gdzieś. Tylko piękne chmury ratowały cokolwiek z tego wyjazdu, bo tworzyły na niebie piękne instalacje.

Trasa to polny klasyk: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Fotek nie robiłem za wiele, więc będą na końcu. W zamian te z wczorajszego meczu Lecha Poznań z Austrią Wiedeń, na który się wybrałem. Nie żałuję, o dziwo Kolejorz stanął na wysokości zadania, klimat był świetny (choć tym razem brakowało mi sektorówek w Kotle), udało mi się uchwycić telefonem gola, a kompaktem obronionego karnego (przez te iks meczy udało się znaleźć idealną miejscówkę stanowiącą kompromis między widocznością a zbliżeniem na akcje), a wynik 4:1 cieszy.
Poznański Stadion Miejski w pełnej krasie
Oświetlony Stadion Miejski w Poznaniu
Prześwit na stadionie
Prezentacja drużyn przed meczem Lech Poznań - Austria Wiedeń
Piłkarze Lecha i Austrii
Symbol Ligi Konferencji UEFA
Kocioł podczas meczu z Austrią Wiedeń
Karny w wykonaniu piłkarza Austrii Wiedeń. Obroniony :)
Filip Bednarek wybija piłkę
Udało się uchwycić gola na 2:1
Ostateczny wynik na stadionowym telebimie
Rowerówka jedna, z wiadomo skąd :)
Pięknie na klasyku
Skromnie, więc jeszcze Dębina i bober :)
Klimat poznańsiej Dębiny
Bober w gotowości :)
Od jutra jakieś deszcze zapowiadają... Fuj :/




  • DST 53.60km
  • Czas 02:00
  • VAVG 26.80km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 137m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po kolei

Czwartek, 15 września 2022 · dodano: 15.09.2022 | Komentarze 2

Uff... W końcu mogłem się wyspać, bo prócz sprzątania (czyli kolejne dwa dni z głowy) nic do roboty :)

Na rower wyjazd jakoś przed jedenastą. Pogoda fajna, oczywiście prócz wiatru. Ten od wczoraj robi co chce, a chce mnie uwalić, co mu się udaje. Jest silny, zmienny i upierdliwy. Średnia więc dzisiaj nie istniała.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wszystko było po kolei. Szczególnie rogatki. Stałem na wszystkich możliwych: w Palędziu, Dopiewie i Dopiewcu. Z tego pod tymi pierwszymi dobre piętnaście minut. Czemu? Bo PKP nie ogarnia kilkuminutowych przerw między kolejnymi składami. Korek miał jakiś kilometr, jak nie więcej.

Główną atrakcją była wieża na Szachtach. W końcu postanowiłem zdobyć ją na rowerze. Oczywiście wnosząc go na plecach :) Udało się.Aha, oczywiście przeczytałem najpierw regulamin - nigdzie nie napisali, że nie można z dwoma kółkami :)
Jakoś wjechałem :) Szachty, Poznań
Wieża widokowa na poznańskich Szachtach
Ciemne chmury nad Szachtami
Widok z wieży widokowej na północ, Szachty, Poznań
Inne motywy:
Magiczne niebo nad Konarzewem
Rogalik na tle pegaza :)
W Trzcielinie kolejne poznane koniki :) Od razu podeszły, więc trawka poszła w ruch. Najbardziej poszkodowany był kudłaty mikrus, odganiany przez większych, ale udało mi się znaleźć patent na nakarmienie i jego :)
Koniki do mnie lecą :)
Mordki czekają
Walka o trawkę :)
Piękny kawał zwierzaka
Kudłaczek na pierwszym planie
No i na koniec popołudniowa kawka :) Dębiecka.
Popołudniowa kawka
Strażniczka Dębca ;)
BS-a nadrobię zapewne jutro, bo na wieczór plany.




  • DST 51.80km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.50km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z górki

Środa, 14 września 2022 · dodano: 14.09.2022 | Komentarze 2

Uff... Najgorsze już za mną. Pokój wymalowany, jutro ewentualne poprawki i sprzątanie, ale na szczęście większość tego paskudztwa będzie scedowana :)

Dzisiaj nie było czasu na poranne rowerowanie, tylko dzionek trzeba było niestety zacząć od roboty. Ta o dziwo poszła całkiem sprawnie i lekko po trzynastej mogłem się zbierać na dwa kółka. Wrrróćć. Nie mogłem, tylko musiałem, bo od oparów czułem się jak naćpany.

Wiało całkiem solidnie z zachodu, więc wpadł klasyk: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań

Bez przygód, jedynie tylko znów potwierdzenie, że nienawidzę jeździć w godzinach popołudniowych, bo korkowa sraczka jest jeszcze większa niż rano. Oczywiście jedno na dziesięć aut ma w środku więcej niż jedną osobę.

Zwierzakowa kiszka. Tylko mazurek wśród słonecznika...
Mazurek wśród słoneczników
...oraz kolejne zebranie szpaków.
Kolejne szpacze zebranie
No i rowerówka. na koniec.
Chmurki na klasyku




  • DST 51.40km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dwuczęściowo

Wtorek, 13 września 2022 · dodano: 13.09.2022 | Komentarze 8

Życia w oparach ciąg dalszy. Już mam dosyć :)

Dzisiaj przyszedł czas na malowanie właściwe. Czyli już z górki. Ale trzeba było zacząć względnie wcześnie, więc rano zacząłem od jedynie gluta, na trasie: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Potem robota, czyli nudy, a lekkim popołudniem dokrętka do pięciu dych, tym razem na południe: Poznań - Luboń - Komorniki - Wiry - Luboń - Poznań. Jeszcze przed godzinami szczytu, więc jakoś ten Luboń udało się przeżyć.

Fotki. Dębina...
Dębinowym szlakiem
...poznańskie Sypniewo i jego granice...
Jeszcze słonecznie
Jesienna aleja na poznańskim Sypniewie
...i zielona ławeczka z Komornik.
Zielona ławeczka z Komornik
Kolorystycznie lecę z niebieskim :)
Lecimy z niebieskim
Zwierzaki. Dzisiaj tylko szpaki :) Ale dużo.
Trzy paski szpaków
W tym jeden wybitnie chętny na foty :)
Ktoś chce być na zdjęciu? :)




  • DST 51.40km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 130m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Koli(fine)zyjnie

Poniedziałek, 12 września 2022 · dodano: 12.09.2022 | Komentarze 5

Remontu dzień drugi. Już nie ma lekko, przyszedł czas na sufit i białkowanie, czyli czyszczenie ścian z całego syfu, który na nim zaległ przez lata.

Plan był taki, że od rana pomalowanie zostanie spora część, gdy będzie schła pójdę na rower, a potem reszta zabawy. W sumie wyszedł, ale z musu jeszcze trzeba było nawiedzić dziwne miejsca zwane marketami budowlanymi, bo zabrakło kilku rzeczy. Zeszło na to niestety sporo czasu, więc pierwsze przyłożenie pędzla do ściany nastąpiło gdzieś dopiero pprzed jedenastą.

A wyjazd na rower prawie przed trzynastą. Nie lubię tej godziny, bo zawsze gdzieś w tych okolicach zaczynają się problemy - korki, powroty z pracy, kolizje, rozkojarzeni ludzie. No i cóż mogę napisać... Nie zawiodłem się.

Ale najpierw o trasie, żeby było z głowy: Poznań - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Jako że wszędzie są objazdy, zmuszony zostałem do dojechania do Wysogotowa przez Skórzewo. Kto był, ten wie, że powinno się go omijać ze względu na śmieszki. Niestety nie miałem wyboru i skończyło się... kolizją. Bo polskie DDR-ki projektują debile, którzy jakby nie wiedzieli, że droga dla rowerów nie powinna stykać się z wyjazdem z jakiegokolwiek sklepu. A już na pewno nie marketu. Typu Netto. Bo tam właśnie, gdy już byłem na przejeździe (wiem, wiem, temat ostatnio modny, więc precyzuję), moje przednie koło zostało zintegrowane z maską Audi. Na szczęście ja, człowiek nauczony życia, na wszelki wypadek zwolniłem do kilku kilometrów na godzinę, a auto dopiero ruszało. No i zatrzymało się na mój donośny krzyk o treści... No dobra, nieważne jakiej :)

Po chwili wyleciał z niego przerażony (autentycznie) kierowca z przeprosinami, upewnił się, czy nic mi się nie stało, podczas gdy ja się upewniałem, że nic się nie stało rowerowi. Zaczął mnie przepraszać i nawet... przytulił :) Nienauczony jestem takich reakcji, hehe. W sumie koło przeżyło, uszkodziła mi się jedynie lekko owijka i zeszło trochę farby z i tak zmasakrowanej już klamkomanetki. Jako że widziałem, iż cała sytuacja nie wynikała z chamstwa, a po prostu z zagapienia się, zrobiłem tylko zdjęcie blach, wziąłem numer telefonu i umówiłem się, że jakby coś wyszło po drodze, dam znać. Wszystko grało, więc po powrocie wysłałem jedynie smsa z informacją, że w sumie bez ofiar, na co odebrałem telefon z kolejnymi przeprosinami i prośbą o podanie numeru konta, żeby chociaż było "na flaszeczkę po tych wszystkich emocjach" :) Warunkowo się zgodziłem, a pójdzie nie na flachę, a na nową owijkę. Kiedyś. Podsumowując: jeśli kolizje, to tylko takie.

To jeszcze nie koniec atrakcji na dziś. Ale najpierw fotki, znów z Lusowa.
Pocztóweczka z Lusowa
Wzburzone wody Lusowskiego
Rowerówka nad Lusowskim
Ze zwierzaków jedynie żurawie, bardzo daleko i sprytnie ukryte w tle.
Krajobraz z urytymi żurawiami
Ukryte żurawie
Wspominałem o korkach? Były wszędzie. Nawet na... serwisówce. Dobrych kilka minut czekania na możliwość minięcia tego asa.
Kolejny z dzisiejszych korków
No to ktoś ma problem...
A gdy radośnie i ostrożnie wyjeżdżałem sobie z tunelu łączącego Fabianowo/Kotowo z ulicą idącą wzdłuż Szacht, niemal zabił mnie jakiś debil na rowerze, który nagle odkrył, że potrafi się rozpędzić do 30+ na łuku. Hamulce zadziałały.

Oj, nie mogę więcej wyjeżdżać w takich godzinach. To nie na moje nerwy.

No ale siła wyższa... Chwilowa barwa ściany w połączeniu z rękawiczką w sumie pasuje do dzisiejszych realiów :)
Dzisiaj chwilowo na biało
BS-a nadrobię jak opary ze mnie zejdą. Czyli jutro albo pojutrze :)




  • DST 53.70km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Unigruntownie

Niedziela, 11 września 2022 · dodano: 11.09.2022 | Komentarze 7

Przez kilka następnych dni BS będzie pisany na oparach. Jeśli w ogóle.

Nie, nie zanurzam się w jakimś alkomaratonie, choć blisko: zaczynam krótki urlop. Taki po polsku, czyli... czas rozpocząć remont :) Na tapetę idzie pokój, czyli w kawalerce dość istotny i ciężki do odnowienia element. Jak zwykle okazuje się, że lokum jest za małe do mieszkania, za duże do sprzątania i zdecydowanie nie do ogarnięcia przy jakimkolwiek odświeżaniu. No ale jakoś trzeba sobie poradzić. Najwyższy czas, bo na ściany już nie dało się patrzeć, na panele również, ale na wymianę tych ostatnich sam się nie piszę.

W związku w powyższym, niedziela była aktywna. Zabawa mydłem malarskim i unigruntem nie należy do moich ulubionych. Jednak na pokładzie jest jedna fanka, a wręcz PaKeRka - Pani Kierownik Remontu, która chyba to lubi :)
PaKeR - Pani Kierownik Remontu :)
Jutro od rana dalsza część paskudnej roboty. Jakoś przetrwamy :)

Aha, wypadałoby coś o rowerze napisać :) Noo... byłem. Trasa zachodnia, poranna, zachmurzona: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Nie jechało się źle, a w sumie nawet całkiem spoko. Tylko tak szaro jakoś było. Ale kilka fotek wpadło, z Lusówka i Lusowa, w tym moje ulubione diabelskie drzewo, perkoz i mewa srebrzysta.
Łódeczkowy parking w Lusówku
Diabelskie drzewo wciąż się trzyma
Na ulubionym pomoście w Lusowie
Moczykije łódkowi
Mewa srebrzysta na Jeziorze Lusowskim
Samotny perkoz na Lusowskim




  • DST 61.60km
  • Czas 02:22
  • VAVG 26.03km/h
  • VMAX 44.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zgodnie z zapowiedziami

Sobota, 10 września 2022 · dodano: 10.09.2022 | Komentarze 3

Miało padać i niestety padało. Ale na szczęście głównie w nocy (mocno) i nad ranem (już słabiej). A gdzieś tak lekko po dziewiątej nagle przestało.

To był oczywiście sygnał, że należy korzystać z okazji. Nie wiedziałem, czy będzie to chwilowe błogosławieństwo, czy dłuższe, więc w te pędy osiodłałem Czarnucha, ubrałem najgorsze rowerowe ciuchy i w drogę.

Plan był taki, że robię gluta, a potem się pomyśli. No i wyszedł on taki: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - dom. Pod nim okazało się, że tylko kropi, więc dokręciłem do jedynego słusznego dystansu. No to dalej, przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo do Głuszyny, gdzie zrobiłem nawrotkę i wróciłem swoimi śladami.

Jedynym miejscem, gdzie się zatrzymałem, były Szachty, w końcu puste. Skorzystałem :) Miałem ze sobą tylko kompakt, więc fotki jedynie symboliczne.
Wieża widokowa na poznańskich Szachtach
Widok na zachód Poznania
Stadion miejski i osiedle Kopernika z oddali, Poznań
Spojrzenie z kompaktu na centrum Poznania
Poznańskie Szachty w deszczowej perspektywie
Jesienne już Szachty w Poznaniu
Rower grzecznie czeka na dole
Głowa do góry!Zwierzaki na dziś to jedynie łabądki w oddali. czyli pikseloza przy tym świetle.
Glinianka z łabędziami
Łabędzie w oddali
Do pracy rowerem.




  • DST 62.10km
  • Czas 02:13
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Klasykowo

Piątek, 9 września 2022 · dodano: 09.09.2022 | Komentarze 3

W końcu wiatr trochę (ale tylko trochę) wyluzował i zmienił kierunek na zachodni (teoretycznie). Można było wrócić na stare szlaki.

Wyjazd oczywiście poranny, niedospany, na jednej kawie. Na szczęście nie było gorąco i już nie padało.

Trasa to zachodni klasyk: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Dawno mnie nie było w Luboniu. Nie tęskniłem. Szczególnie za dziadkami-nieogarami w Tico i tępymi paniusiami-gazeciarami. Ale były w pakiecie.

Tu też mnie dawno nie było :)
Dawno mnie nie było na klasyku
Bagno w Trzcielinie nadal stoi...
Bagno w Trzcielinie wciąż stoi
...a pilnuje go szpak.
Szpak pilnujący bagna
Do pracy Czarnuchem, bo wieczorem miało mżyć, a jutro to już w ogóle lać :/ Z jazdą może być problem.

Jeszcze kadr z wczesnojesiennej Dębiny...
Wczesnojesienna poznańska Dębina
..oraz taki wieczorny gość na klatce -prawdopodobnie rolnica tasiemka.
Wieczorny gość na klatce - prawdopodobnie rolnica tasiemka




  • DST 56.70km
  • Czas 02:16
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Preludium

Czwartek, 8 września 2022 · dodano: 08.09.2022 | Komentarze 4

Pogoda zaczyna się kopać. Zgodnie z założeniami zresztą.

Dzisiaj było preludium. Od rana miało być sucho, więc zgodnie z tradycją... spadł deszcz. Nie jakiś specjalnie duży, ale wystarczający, żebym wpadł na pomysł jazdy Czarnuchem. W sumie to czekałem jedynie na pretekst, bo ostatnie dni walki z wiatrem na szosie skutecznie zniechęciły mnie do czegokolwiek.

Wiało jeszcze bardziej niż wczoraj, ale na mtb mnie to lotto. Po prostu jechałem, starając się nie wkurzać.

Trasa to kolejna kopia z małymi zmianami, czyli: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom. Normalnie droga krzyżowa :)
Droga krzyżowa przez ten wiatr :)
Koniki ze Szczytnik już mnie poznają i same przychodzą :)
Koniki podczas ulubionej czynności
Piękna klacz ze Szczytnik
Obowiązkowe dokarmianko :)
W Szczodrzykowie skromnie. Perkozy...
Perkoz z profilu
Perkoz na mnie zerka
...oraz całkiem fajny miks, czyli czaple, mewy i gęgawy obok siebie, ale baaaaaaaaaaaardzo daleko.
Czaple + mewy + gęgawy
Wyjątkowo żadne F16 nade mną nie przeleciało. Ale Cessna owszem :)
Cessna 152 SP-KCC. Podobno :)
Dojazd do pracy na rowerze miejskim. Bo na wieczór zapowiadają armagedon.