Dzisiaj się już nie wyspałem. Praca - na co to komu? :)
Jedyny zysk był taki, że zdążyłem przed największymi upałami, choć pod koniec temperatura zaczęła się niebezpiecznie zbliżać do koszmarnych trzydziestu kresek. Na plusie, żeby nie było. Brrr.
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie łąka w Kamionkach, nad rzeczką Głuszynką. Pełna kumulacja: żurawie, łabędzie, bocian, no i czapla z mistrzynią drugiego planu. Tę krzyżówkę zobaczyłem dopiero podczas przeglądania zdjęć :) Kawałki cienia znalezione. Do pracy Czarnuchem, bo na wieczór, noc i poranek zapowiadają burze i deszcze :/
Mimo że wiedziałem, iż będzie dzisiaj rzeź temperaturowa, to nie mogłem odpuścić okazji na odespanie. Po sześciu dniach w robocie była to potrzeba bardziej niż egzystencjalna.
Udało się, jakby ktoś pytał :)
Finalnie wyjechałem późno, bo przed jedenastą. Przezornie ubrany na jasno, żeby umrzeć, ale mniej :)
Trasa kombinowana, najpierw na północ, a potem na wschód: Dębiec - Dolna Wilda - Hetmańska - Wartostrada wschodnia do Hlonda - powrót do Hetmańskiej - Starołęcka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Win XP wciąż zainstalowany :) Dowód na rzeź: Trochę kadrów znad Warty: Niedaleko ICHOT-u pojawiły się nowe murale autorstwa Neptuna 471. Zacne. Jeszcze wypatrzona tutaj... ...czapla... ...oraz samochód, który bardzo chciał być rowerem. Tak, na Wartostradzie. Największy plus wśród tych minusów wynikających z temperaturowych plusów - nie wiało mocno, więc mimo sporej ilości pauz podczas jazdy udało się ogarnąć średnią w miarę mniej żałosną.
PS. BS-a postaram się w najbliższych dniach nadrobić :)
Wyjazd w pośpiechu, bo jeszcze musiałem ogarnąć zakupy, a ten, kto rano w sobotę kiedykolwiek stał w kolejce za kilkoma emerytkami wie, że kupienie chleba potrafi trwać wieki. Tyle z grubsza zajmuje arcytrudny wybór bułeczek i ciasta, o gramaturze tych długich nie wspominając. Trauma :)
No niestety, glutowanie dzisiaj weszło. Dość niespodziewanie zresztą.
Niby wczoraj wiedziałem, że może od rana padać, ale nie spodziewałem się, że będzie lać. A już analizować prognoz nie miałem czasu, bo znów lekko zaspałem. Wyjechałem w czymś, co przypominało "mżawkę plus", ale dało się jechać. Na piętnastym kilometrze, nauczony doświadczeniem, zrobiłem taktyczną nawrotkę, i była to dobra decyzja - po chwili kręciłem już w prawie ulewie. Jakoś dotelepałem się do domu, ogarnąłem, wysuszyłem, a do pracy zrobiłem sobie sześciokilometrowy spacer, między innymi przez Dębinę. Dobre i to.
Średnią miałem wiadomo gdzie. Tam, gdzie zmokło :)
Szachty nawet fajne bez ludzi :) Dębina tym bardziej. Zwierzaków, co wytłumaczalne, nie uchwyciłem. Więc kilka zaległości. Płynący zaskroniec... ...łabędź... ...oraz pewien tajemniczy stwór :) Cały zestaw oczywiście z Lasu Dębińskiego.
Ciężko mi się dzisiaj wstawało - grawitacja poduszkowa działała aż nadto silnie. Jakoś jednak udało się wstać :)
Wyjazd późny, ale zdążyłem.
Kleszcza złapałem. Takiego na szosie. Przyczepił się do mnie na światłach w Szreniawie, usiadł na tyłku, nie pozdrowił i nie chciał dawać zmian. I tak kilka kilometrów pod wiatr. Zgubiłem go na śmieszce w Chomęcicach, którą... olałem. Kleszcz postanowił z niej skorzystać, stracił koło i potem już nie był w stanie nadrobić. Jak mi przykro :)
W końcu udało się spotkać ziomka! Tygodnie się nie widzieliśmy :) Był też myszołów, ale starał się wtopić w pole. No i obowiązkowa rowerówka, tym razem z Trzcielina. Tyle. Do roboty Czarnuchem, bo znów istniało ryzyko deszczu.
Z atrakcji tylko dwóch kretynów, a w sumie to jedna kretynka-gazeciara oraz koleś, który nie wiadomo czemu nagle dał za mną ostro po hamulcach. Pewnie chciał wyprzedzać przed łukiem, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. Pół wsi pukało się w głowy.
Ze zwierzaków błotniaki, w tym jeden ze śniadaniem. No i czapla. Rowerówka z wyjątkowo jasnego klasyku. No i znalazł się miłośnik opisywanej już śmieszki w Palędziu :) A, niech stoi, nawet całymi dniami, mi w to graj :) Dystans z dojazdem do pracy, ale na Czarnuchu, bo prognozy na wieczór niepewne.
Skutek? Ulewa, która mnie trafiła jakoś na dwudziestym kilometrze. Na szczęście dość szybko przeszła, a ja znalazłem sobie całkiem komfortowe miejsce na przeczekanie. Więc głównie ucierpiały moje cztery litery, bo oczywiście w szosie błotników nie posiadam. To znaczy kiedyś posiadałem, ale zgubiłem, Tak, to możliwe :)
Wyjazd po 10.30, na wschód. Trasa kombinowana, bo cofnąłem się taktycznie do Minikowa i stamtąd dokręciłem do pełnego dystansu.
Mimo średnich warunków trochę zwierzaków wpadło. Sarenka, boćki i żuraw z młodym. Jeszcze rowerówka znad Głuszynki... ...oraz komfortowa miejscówka na przeczekanie deszczu. BS-a postaram się nadrobić w najbliższych dniach.
O, niespodzianka, wczoraj miałem taki kocioł, że zapomniałem zmienić status wpisu ze szkicu na publiczny. Ups :) No to niniejszym naprawiam błąd.
Miało padać. Padało.
Choć nie powiem, dano mi jakąś nadzieję. Bowiem gdy ruszałem to akurat pojawiła się przerwa i istniała teoretycznie szansa, że tak pozostanie.
Teoretycznie :)
W praktyce padało niemal non stop, choć momentami słabiej, więc jakimś cudem wykręciłem całość, ale na raty, bo wróciłem do domu na największą ulewę i dokręciłem resztę między innymi przez Dębinę.
Wiało i zacinało, co widać po średniej. Podobnej do tego oto zawodnika :) Dowód na to, że jeździłem. Aparatu nie brałem, tylko mały kompakcik. Fotka więc jedynie z oddali na stadko łabędzi. Dystans z dojazdem do roboty, bo sobota niestety pracująca.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"