Fotki głównie szare, na szczęście drzewa jeszcze kolorowe. Ze zwierzaków pustułka i sarenki. Z rowerowania to tyle. A że mam mało czasu, to jeszcze doszły mi do zestawu urodziny, a elementem prezentu takie fajne piwka z przesłaniem. Szczególnie ten święty spokój i samotny jeździec pasują :) W ramach celebracji takie fajerwerki przez okno :) Na szczęście strażacy jak zwykle pokazali klasę, przyjeżdżając w kilka minut i w kilka minut gasząc. Brawa!
Rowerówka wierzbowo-industrialna :) Śmieszka dla samobójców w Palędziu znów jakoś ze mną nie miała po drodze :) Wystarczy spojrzeć na ten łuk i niemal zerową widoczność, żeby być w tym konsekwentnym. Spotkaniem dnia była prawie setka żurawi, która zatrzymała się na chwilę w okolicach Lisówek, by po chwili odlecieć. Magiczny widok i dźwięk. Dystans z dojazdem do pracy.
No niestety, dzisiaj tylko glut. I tak dobrze, że chociaż tyle, bo padało cały dzień, a ja wykorzystałem moment, gdy mniej intensywnie.
Plan był taki, że robię gluta, zawracam i pod domem decyduję co dalej. A że właśnie wtedy mocniej lunęło, to stwierdziłem, że nie będę kopał się z koniem i odpuszczam.
Wziąłem aparat, oczywiście szczelnie opakowany. Dzięki temu udało mi się średnio wyraźnie "upolować" bażanta. Widoków brak :) Do pracy zrobiłem sobie spacerek, między innymi przez Dębinę. A po drodze wypatrzyłem jeszcze czaplę. Na jutro prognozy są niestety podobne :/
Jedyny plus tego dzionka był taki, że nie padało. Jeszcze. Bo kolejne dni zapowiadane są jako idealne na rower wodny.
Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Swadzim - Sady - Kobylniki - Napachanie, a powrót swoimi śladami.
Gwiazdą dnia została sójka, uchwycona jakoś na drugim kilometrze, a potem już absolutne zero. Jeszcze smętna rowerówka i tyle. Dystans z dojazdem do pracy.
Od rana lało. Z przerwami na to, gdy padało. A potem lało.
No cóż, była okazja na kolejne odespanie. Tego nigdy za wiele :)
Na szczęście poniedziałek wolny, więc mogłem liczyć na jakąś przerwę w paskudztwie. Doczekałem się, jakoś koło południa.
Wyjazd na zachód, pod paskudny wciąż i bardzo silny wiatr, co w połączeniu z mżawką i jazdą Czarnuchem, również przez pola i kawałek lasu, skończyło się tragiczną średnią, niemal taką jak w górach.
Fotek mało, ale za to z jednej z ulubionych miejscówek, czyli z Lisówek. Ze zwierzaków tylko kumpel, który znów mnie poznał :) Przynajmniej fałmaks mi dzisiaj wyszedł :)
Wypad lekko na styk, bo rano miało być jeszcze ładnie, a potem miało padać. O dziwo prognoza się sprawdziła.
Wyjazd równo o dziewiątej, w długich rękawiczkach, bo jednak te cztery stopnie (wciąż na plusie) nie zachęcały do negliżu :) Później było już komfortowe plus osiem, więc nastąpiła zamiana na krótkie palce.
Znów więcej zdjęć niż walki, co widać po średniej.
Trasa kombinowana, na południe z wariacjami, ale też bez jakichś przewyższeń, bo nie było czasu. Czyli: Jelenia Góra - Staniszów - Sosnówka - Podgórzyn - Cieplice - Jelenia Góra - Dąbrowica - Wojanów - Łomnica - Mysłakowice - Łomnica - Jelenia Góra. Generalnie kręciłem się dookoła Śnieżnych Kotłów.
Obowiązkowo fotki, z czasów, gdy rządziło słońce :) No i czapla na deser. Aktualnie w Sudetach pada deszcz.
Doczekałem się. Słońca i widoku na góry. Cierpliwość popłaca :)
Wyjazd oczywiście poranny, bo i tutaj popołudnia zajęte. Nie ma lekko.
Żebym znów nie zapomniał o trasie, to od razu. Kierunek wschód, czyli ponownie Rudawy: Jelenia Góra - Dąbrowica - Wojanów - Łomnica - Mysłakowice - Kostrzyca - Bukowiec - Krogulec - Karpniki - Przełęcz Karpnicka - Trzcińsko - Janowice Wielkie - Trzcińsko - Bobrów - Wojanów - Łomnica - Jelenia Góra.
Znów średnia emerycka, ale znów się tłumaczę sporą ilością zatrzymań na uchwycenie wiadomo czego :)
Kilka zdjęć. Co ciekawe, gdy ruszałem, to nic nie wskazywało na to, że zobaczę cokolwiek. No i informacja dnia: Śnieżka widoczna, do tego już ze śniegiem! Nawet spoko wypad. A wpis oczywiście dodany resztkami sił :)
No. Dzisiaj nawet coś było widać. Może nie Śnieżkę, no bo bez przesady, ale kawałek Rudaw owszem. Zawsze coś i cieszy :)
Co prawda słońce miałem tylko przez kilka chwil, ale postarałem się skorzystać. Jakoś się udało.
Wczoraj zapomniałem wpisać trasy, dzisiaj nadrabiam, tak za wtedy, jak i dziś. A dzisiejszy kurs to znów wschód, czyli: Jelenia Góra - Dąbrowica - Wojanów - Bobrów - Trzcińsko - Janowice Wielkie - Przełęcz Karpnicka - Karpniki - Łomnica - Mysłakowice - Łomnica - Jelenia Góra.
Jechało się ciut lepiej niż wczoraj, ale średnia jest karą za robienie zdjęć. No cóż, są priorytety :)
Fotki, które wykonałem głównie w przebłyskach, oczywiście większość w ukochanych Rudawach: W Janowicach kreatywnie :) Ze zwierzaków koniki (jeden pogłaskany)... ...oraz zaspany bażant. No i tyle. Skorzystane, potem cały dzień znów na nogach. BS nadrobi się - jak zwykle - kiedyś :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"