O, to właśnie daje słońce: Można już jeździć odcinkiem Koninko - Borówiec. Oczywiście śmieszką, która powstała nie wiadomo po co, kosztem drzew. No i chyba stał się cud - doczekam się remontu Zemsty Adolfa! :) Ze zwierzaków żuraw. I klangor. Dystans z dojazdem do pracy.
Niedziela, więc... aktywnie. Tym razem społecznie. Odpocznę sobie w trumnie, a co :)
Wyjazd koło dziewiątej, na start radosne plus cztery, finalnie chyba z maks siedem. Ale za to słońce, więc luz.
Trasa tym razem wschodnia, bo już mnie zmęczyły pola na zachodzie: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Kamionki - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Jesienne poranki to magia, szczególnie na Dębinie :) W końcu trafiłem znów na sarenki. Bardzo dzisiaj rozbrykane :) A po południu protest w słusznej sprawie.
Sobota pracująca. A co, dowalcie mi jeszcze deficytów w czasie! ;)
O wietrze nie będę nawet dzisiaj wspominał. Wystarczy spojrzeć na średnią i zdjęcia chmur, żeby wiedzieć, jakie katusze przeżywałem. Oczywiście po nawrotce wiatru w plecy jakoś nie za bardzo doświadczyłem.
Trasa na północ i z powrotem: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Swadzim - Sady - Kobylniki - Napachanie, a powrót swoimi śladami.
Wspomniane chmurki: Ze zwierzaków jedynie przelatujące w ekspresowym tempie (cwaniaki, miały wiatr w pióra) żurawie. Dystans z dojazdem do pracy.
Z atrakcji: koleś w Luboniu (no bo gdzie?), który zatrzymał się na zielonym, żeby ruszyć chwilę po... włączeniu się żółtego. Dokładnie wtedy, gdy już go mijałem :)
O nędzy tego dnia niech świadczą nawet średnio widoczne żurawie. Dystans z dojazdem do pracy.
Zacząłem od pięknej Dębiny. Potem też nie było najgirzej. Ze zwierzaków przyziemny bażant i "odleciała" gęś :) Jazda emerycka, ale do pracy musiałem gnać, bo okazało się, że znów dzisiaj wizytacja "góry" średniego szczebla. No i spokój i ciszę szlag trafił :)
Odpoczywające sarenki udało się uchwycić: Do zestawu żurawie i kruki. Moja "ulubiona" śmieszka cudownie zablokowana. Pięknie, wyjątkowo kibicuję takim inicjatywom :) No i jeszcze rowerówka.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"