Dębina odwiedzona. Ulubione mgliste miejsce na styku poznańskiej Głuszyny i Babek również. Przy okazji uchwyciłem ładnie oświetlonych szoszonów - brawo. A ta bluza miazga :) Nawiedziłem stary, zapomniany cmentarz w Borówcu. Czemu zapomniany? Bo ewangelicki, niemiecki, czyli nie "nasz". No i wygląda jak wygląda... Ze zwierzaków jedynie trznadelki. Dystans z dojazdem do pracy.
Dzisiaj mniej mglisto, ale tak samo paskudnie jeśli chodzi o odczucia zawiesinowo-smogowe. W sumie szkoda, bo mgła przynajmniej daje okazję do jakichś klimatycznych ujęć, a tak? Kiszka.
Kawa już wypita na pół ciepło. Zawsze jakiś plus :)
Trasa wschodnia, podobna do wczorajszej, ale lekko zmodyfikowana: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Kamionki - Borówiec - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Straszna bida przez tę aurę z ujęciami. Aż musiałem odświeżyć remizę z Kamionek :) Uciekł - oczywiście w ostatniej chwili - myszołów. Przynajmniej kwiczoł raczył się nie ruszać :) Żeby nie było tak szaro, to będzie jeszcze lekko mrocznie - Dębina. Dystans z dojazdem do pracy.
Wyjazd przed pracą, na jednej kawie (i to przestudzonej, bo ciepłego ciągle jeść i pić nie powinienem) i ze średnią motywacją. Bo aura "taka se", nawet mżyło.
Jeśli chodzi o trasę, to powrót na zachodnie pola: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wpis ratują dzisiaj żurawie, a było ich sporo. Na szczęście :) Widoków brak. Tak samo jak słońca. Dystans z dojazdem do pracy.
Podczas wczorajszego usuwania zęba (a częściowo: zębów), całkiem fachowego, ale jak wiadomo nie będącego niczym przyjemnym, otrzymałem wytyczne, w tym między innymi sugestię wstrzymania się od uprawiania sportu przez kilka dni. Ale jak to? :) Okazało się, że - po moim wnikliwym dopytywaniu - jest zakaz treningów cardio, na rower mam zgodę, byle się nie przemęczać i nie cisnąć. Ok, zrobi się :)
Dzisiaj więc kroczek za kroczkiem, z zaangażowaniem godnym rasowego emeryta, wykręciłem swoje. Bez pośpiechu.
Zdjęć niewiele, więc wczorajsze kadry z Dębca idą na pierwszy ogień. Koszmar z ulicy... 28 Czerwca 1956 roku :) I innych w okolicy. A to już z dziś. Szaro, buro i sarenkowo. A po południu czeka mnie atrakcja w postaci wyrywania zęba. Jak przeżyję to tu wrócę :)
Fotki równie dobrze mógłbym robić aparatem Zenith sprzed kilkudziesięciu lat. Kolorów nie odnotowano za wiele :)
Myszołów przez chwilę ładnie się prezentował, choć myślał, że go nie widzę. Sporo żurawi się trafiło. No i jeszcze sarenki. Czemu tyle zwierzaków się nie pojawia gdy warunki do zdjęć są idealne? :) No i szara rowerówka. Dystans z dojazdem do pracy.
Wyjazd późny, bo o 11:30. Ale to w sumie dobrze, że już nie ma lata, bo wtedy wyjazd o tej godzinie oznaczałby przejazd przez rozgrzany piekarnik. Tym razem panował chłodek z dodatkiem wiatru, który powodował, że emerycka jazda była jedynym rozsądnym rozwiązaniem.
Wydarzenie dnia - pojawiły się muflony! :) Co prawda na razie w oddali i szybko się spłoszyły, ale jest szansa, że w przyszłości uda się je lepiej uchwycić. Czapla gratis. Aura nawet spoko, choć lekko zmarzłem. Fajnie było mieć czas na cokolwiek :)
Z wyspania się nici, czyli wrócił stan prawie codzienności :) Wyjazd po ogarnięciu porannych ważnych spraw, ze świadomością, że dzisiaj nie poszaleję, bo czeka mnie jazda przez miasto.
Trasa miała być inna, ale w sumie wyszła taka: Dębiec - Świerczewo - Kopanina - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Sady - Kobylniki - Rogierówko - Kiekrz - Psarskie - Strzeszyn - Wola - Smochowice - Bułgarska - Górczyn - Dębiec. Czemu? Bo tak :) Lubię życie na krawędzi :)
Strzeszyn nawiedzony z jednego ważnego powodu. Najpierw jednak te milsze dla oka widoki... ...by przejść do spalonego niedawno przez (jeszcze) nieznanych sprawców mola. To albo dywersja, albo głupota. Lub jedno i drugie.
Z atrakcji jeszcze wiatrak z poznańskiego Rogierówka. Jedzie się do niego takim sympatycznym podjazdem :) Ze zwierzaków gołębie... ...oraz sarenkowe śpiochy. Do pracy Heksą, częściowo przez Dębinę. Wszędzie korki, szczególnie przy nekropoliach.
A skoro przy cmentarzach jesteśmy... Małą gównoburzę zrobiłem :)
Rozpoczął się nowy miesiąc, a ja wciąż jestem w niedoczasie. Ale powoli (baaaaardzo powoli) się odkopuję.
Dzisiaj musiałem przede wszystkim odespać - udało się.
Po wstaniu spojrzenie za okno i już wiedziałem, że lekko nie będzie. Wiatr hulał, chmury na niebie, jednym słowem aura do tego, żeby nie walczyć o wynik, tylko o życie :)
Wyjazd znów na pola na zachodzie: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo -
Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie -
Gołuski - Plewiska - Poznań.
W tej szarzyźnie udało się wypatrzeć samca dzięcioła dużego... ...oraz drzewko szczygłowe :) Był też stary dobry znajomy, który domaga się głasków, a że ewidentnie rządzi w okolicy, to ma moc odganiania konkurentów :) No i jeszcze obowiązkowa rowerówka. Średnia? Szkoda gadać.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"