Buractwo i morsactwo :)
Niedziela, 10 listopada 2019
· Komentarze(13)
Przed południem wizyta rodzinna, za chwilę gościmy znajomych (wpis powstaje na szybko)... Kolejny u mnie normalny wolny dzień. Czyli nienormalny :)
Między jednym a drugim brakiem czasu udało się porowerować. Miało ono dwa plusy - wyjechałem najedzony, co rzadko mi się zdarza, a do tego pogoda - mimo sporej ilości chmur - była przyzwoita. Co prawda dość chłodno (osiem stopni), ale wiatr jedynie umiarkowany, można było więc wykręcić cieniutką, ale jak na okres półzimowy do przyjęcia, średnią.
Pomysłu na trasę nie miałem, zdałem się więc na podmuchy, które były z grubsza zachodnie. Z Dębca pojechałem w kierunku Plewisk, następnie Gołuski i Palędzie, za którymi trafiłem na typowo polskie buractwo. W ilościach olbrzymich, ale za to jeszcze niezepsutych, więc nie śmierdziało wyjątkowo wódą :)

Potem Dopiewo, Dopiewiec, Więckowice i... nagle wpadłem na pomysł, żeby sprawdzić jakoś nowego asfaltu w kierunku Zborowa. Był wyborny, a i klimat przy drodze całkiem fajny.

A skoro już byłem, gdzie byłem, nie omieszkałem zawitać nad Jeziorem Niepruszewskim. Najpierw skręciłem w jego boczne rejony...



...by następnie zawędrować na "słynną" Owocową Plażę. A tam dziwne poruszenie, które zmusiło mnie do sprawdzenia, czy aby nie zakręciłem czasoprzestrzeni, bo mimo zimna widziałem plażowiczów. Po chwili skumałem, że trafiłem na imprezę prawdziwych (niech to będzie dedykacja) morsów! :)


Pełna profeska - fotoreporterzy, drony, a nawet starsze panie podskakujące do zumby :)

Uczciłem wszystko zanurzeniem jednego palca prawej ręki w wodzie (zimno), porobiłem kilka zdjęć ...




...i z uśmiechem na ryju zawróciłem, częściowo swoimi śladami do Dopiewa, a potem naokoło, przez Konarzewo, Chomęcice, Rosnowo i Plewiska do domu.
Tutaj Relive, a zaległości na BS później :)
Między jednym a drugim brakiem czasu udało się porowerować. Miało ono dwa plusy - wyjechałem najedzony, co rzadko mi się zdarza, a do tego pogoda - mimo sporej ilości chmur - była przyzwoita. Co prawda dość chłodno (osiem stopni), ale wiatr jedynie umiarkowany, można było więc wykręcić cieniutką, ale jak na okres półzimowy do przyjęcia, średnią.
Pomysłu na trasę nie miałem, zdałem się więc na podmuchy, które były z grubsza zachodnie. Z Dębca pojechałem w kierunku Plewisk, następnie Gołuski i Palędzie, za którymi trafiłem na typowo polskie buractwo. W ilościach olbrzymich, ale za to jeszcze niezepsutych, więc nie śmierdziało wyjątkowo wódą :)

Potem Dopiewo, Dopiewiec, Więckowice i... nagle wpadłem na pomysł, żeby sprawdzić jakoś nowego asfaltu w kierunku Zborowa. Był wyborny, a i klimat przy drodze całkiem fajny.

A skoro już byłem, gdzie byłem, nie omieszkałem zawitać nad Jeziorem Niepruszewskim. Najpierw skręciłem w jego boczne rejony...



...by następnie zawędrować na "słynną" Owocową Plażę. A tam dziwne poruszenie, które zmusiło mnie do sprawdzenia, czy aby nie zakręciłem czasoprzestrzeni, bo mimo zimna widziałem plażowiczów. Po chwili skumałem, że trafiłem na imprezę prawdziwych (niech to będzie dedykacja) morsów! :)


Pełna profeska - fotoreporterzy, drony, a nawet starsze panie podskakujące do zumby :)

Uczciłem wszystko zanurzeniem jednego palca prawej ręki w wodzie (zimno), porobiłem kilka zdjęć ...




...i z uśmiechem na ryju zawróciłem, częściowo swoimi śladami do Dopiewa, a potem naokoło, przez Konarzewo, Chomęcice, Rosnowo i Plewiska do domu.
Tutaj Relive, a zaległości na BS później :)













































































