Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 241638.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.48 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 790037 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2019

Dystans całkowity:1787.85 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:65:12
Średnia prędkość:27.42 km/h
Maksymalna prędkość:63.40 km/h
Suma podjazdów:7754 m
Liczba aktywności:32
Średnio na aktywność:55.87 km i 2h 02m
Więcej statystyk
  • DST 51.50km
  • Czas 02:03
  • VAVG 25.12km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiało, padało, nękało (WPN)

Środa, 2 października 2019 · dodano: 02.10.2019 | Komentarze 13

Sam przed sobą muszę przyznać, że czego jak czego, ale optymizmu w temacie rowerowym mi nie brakuje. Wiem, że będzie padać, ale udaję, że tego nie wiem. No i kończy się to tak, jak dziś. O czym w szczegółach poniżej :)

Generalnie początek, czyli wyjazd koło dziewiątej rano, nie zapowiadał się źle. Drogi mokre po nocy, ale niebo takie z gatunku pół na pól dawały szansę, żeby myśleć (a w sumie nie myśleć), iż wrócę o suchej stopie. Taa... :)

Zapobiegliwie wyruszyłem Czarnuchem, za co sobie później dziękowałem. A przy okazji wymyśliłem, że jeśli się da, to zaliczę kawałek trasy w terenie, co stało się faktem po przejechaniu odcinka z Poznania przez Luboń i Wiry do Łęczycy, gdzie niedawno wyhaczyłem całkiem fajną asfaltową górkę prowadzącą do granic Wielkopolskiego Parku Narodowego. A tam zaczęła się zabawa, czyli koleiny, syf, błocko, błocko, błocko... Czyli radocha :)
Oponki dają radę - WPN
Końcówka kolorowego świata - WPN
Polne pejzaże - WPN
Piaski nieśmiertelne - WPN
Zza winkla spojrzenie nieśmiałe - WPN
Błocko leśne - WPN
W pędzie - WPN
Szreniawa w tle - WPN
Dopchałem się do Greiserówki lasami, następnie do Komornik, Szreniawy i kurs na zachód, bo przecież nie będzie padać, prawda?

Prawda? :)
Łudziłem się, że nie lunie...
Gówno prawda.

Udało mi się dokręcić do Chomęcic, gdzie wyszukałem najbliższy przystanek i zapobiegliwie pod nim schowałem. W ostatniej chwili.
Rower wodny odpoczywa - Chomęcice
Po dobrych piętnastu minutach nieśmiało wystawiłem nos i ruszyłem dalej, licząc na to, że opad był przelotny. 

No nie był. Kilka kilometrów dalej, w Konarzewie, nastąpiła powtórka z rozrywki. 
Kolejna wiata, deszcz gratis - Konarzewo
Tyle że tu już mogłem nie tylko podziwiać opisywaną już kiedyś przeze mnie tfu-rczość zaangażowaną, ale i wyklejkę, zapewne robioną w pobliskiej szkole na lekcji religii, z zaproszeniem na agitację wyborczą pana z partii zrzędzącej :)

Najgorsze jednak ukazało mi się na horyzoncie: nagle zerwał się mocny wiatr, do tego taki, który całkowicie zmienił swój kierunek - do tej pory był południowy, a nagle zrobił się północny. Już wiedziałem, co mnie czeka w drodze powrotnej i się nie myliłem - mordęga :/

Jakoś udało mi się ponownie zacząć kręcić, więc ciągle z podmuchami z boku i w pysk doczłapałem przez Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Oj, ciężkie dziś miałem wyzwanie - na szczęście udało się wykręcić swoje pięć dych, ale saszetka z prochami antyprzeziębieniowymi wleciała po powrocie obowiązkowo. Dobrze, że do pracy miałem dziś na trzynastą, bo stojąc pod daszkami - zamiast jadąc - spędziłem dziś dobre pół godziny, bo jeszcze jedna wiata wleciała na samym początku, w Wirach.
Jedna z trzech zwiedzonych dziś wiat - Wiry
Coż, sezon na Polskę podWiatową po raz kolejny uważam za otwarty. Huczna to była impreza, nie ma co :)

TUTAJ Relive.




  • DST 62.55km
  • Czas 02:15
  • VAVG 27.80km/h
  • VMAX 52.30km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 153m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pozytyw...nie :)

Wtorek, 1 października 2019 · dodano: 01.10.2019 | Komentarze 23

Zacznę od pozytywów, bo potem już będzie tylko gorzej :)

Przede wszystkim dało się dziś wyjechać szosą, choć warunki nie były szczególnie nastrajające.

Ok. Koniec pozytywów :)

Poza tym: było dość chłodno jak na początek października - dwanaście stopni z "czynnikiem chłodzącym", czyli odczuwalne z osiem. Do tego wiało silnie, choć na pewno nie tak, jak wczoraj. No i kilka razy podczas wyjazdu mnie zmoczyło - ze dwa razy tak sobie i raz konkretnie. Demotywacja więc konkretna, co przełożyło się na średnią.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. O takie coś.

Foty i atmosfera smętne, musiałem więc wlać w nie sztuczny optymizm :)


Wiało...

...ale i znów przywiało nade mnie stadko żurawi. Miło :)

No i po raz pierwszy widziałem autobus mojego ukochanego Pegaza, tego od Musztardy Piekielnej. I cóż... Po jego marce widać, że to firma z tradycjami :)

Do całości doszedł kurs "pracowy".

Podsumowanie ciężkiego września: lekko ponad 1700 kilometrów, kręconych zamiennie szosą oraz na mtb. Niemal ciągle wiało, do tego zdecydowanie zbyt często padało - skończyło się na średniej 28,2 km/h. Do tego doszło 50 kilometrów rejestrowanych spacerów, oczywiście głównie z Kropą. Mało, bo miesiąc był wybitnie zarobiony.