Słuchowiskowo
Piątek, 10 listopada 2017
· Komentarze(16)
Z zapowiadanych na dziś: deszczu i wichur, realne okazały się: mżawka i całkiem mocny wiatr. Czyli w sumie lajcik i należałoby się cieszyć. Prawie tak to odczuwałem, choć jak wiadomo prawie robi swoje :) W każdym razie o jeździe szosą nie było dziś mowy i wybrałem się w drogę crossem.
Sześć stopni - to już jest malutkie (ale malutkie) wyzwanie. W konfrontacji z plus trzydziestoma wygrywa u mnie jednak w przedbiegach. Wymyśliłem sobie na dziś trasę na zasadzie miksa, czyli połączenia dwóch wcześniejszych elementem, przy którym dawno nie byłem. Ruszyłem z Dębca przez Luboń, tam odstałem swoje, potem przez Wiry i Komorniki do granic Stęszewa, żeby z niego odbić w bok, do Dębna, gdzie na chwilę zatrzymałem się obok jeziorka o tej samej nazwie.

Tu czekał mnie kawałek hardkora - bowiem odcinek do Trzcielina przez Joankę zawsze potrafił przypomnieć o niewyleczonych zębach. Nic się niestety nie zmieniło, choć jest nadzieja, bo budują kolejny fragment S11 i zrobiono kawałek asfaltu bez dziur. Zawsze coś. Potem już klasycznie: Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive tu.
Skończyłem słuchać "Zapisane w wodzie" Pauly Hawkins. I cóż... to jej "dzieło", jak i wcześniejsza "Dziewczyna z pociągu", nie pomagają mi walczyć z wewnętrznym stereotypem, który nauczył mnie, że z czym jak czym, ale z pisaniem kryminałów rzadko której kobiecie idzie dobrze :) Choć w wersji audiobookowej dało się wytrzymać, bo nagrano to całkiem solidnie. Ale gdzie mu tam do tego, co zapodałem sobie później, czyli genialnie sporządzonego słuchowiska na podstawie reportażu Rafała Molendy o jednej ze zmian podczas misji w Afganistanie z lat 2012-2013. Nazywa się to "Błękitna pustynia" i było nominowane do odpowiednika europejskiego Oscara w klasyfikacji produkcji radiowych i telewizyjnych. Po trzech rozdziałach wcale się nie dziwię - Więckewicz jako narrator plus zestaw godnych aktorów, a w tle bardzo autentyczne odgłosy wojenne to jest to. Polecam.
Sześć stopni - to już jest malutkie (ale malutkie) wyzwanie. W konfrontacji z plus trzydziestoma wygrywa u mnie jednak w przedbiegach. Wymyśliłem sobie na dziś trasę na zasadzie miksa, czyli połączenia dwóch wcześniejszych elementem, przy którym dawno nie byłem. Ruszyłem z Dębca przez Luboń, tam odstałem swoje, potem przez Wiry i Komorniki do granic Stęszewa, żeby z niego odbić w bok, do Dębna, gdzie na chwilę zatrzymałem się obok jeziorka o tej samej nazwie.

Tu czekał mnie kawałek hardkora - bowiem odcinek do Trzcielina przez Joankę zawsze potrafił przypomnieć o niewyleczonych zębach. Nic się niestety nie zmieniło, choć jest nadzieja, bo budują kolejny fragment S11 i zrobiono kawałek asfaltu bez dziur. Zawsze coś. Potem już klasycznie: Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive tu.
Skończyłem słuchać "Zapisane w wodzie" Pauly Hawkins. I cóż... to jej "dzieło", jak i wcześniejsza "Dziewczyna z pociągu", nie pomagają mi walczyć z wewnętrznym stereotypem, który nauczył mnie, że z czym jak czym, ale z pisaniem kryminałów rzadko której kobiecie idzie dobrze :) Choć w wersji audiobookowej dało się wytrzymać, bo nagrano to całkiem solidnie. Ale gdzie mu tam do tego, co zapodałem sobie później, czyli genialnie sporządzonego słuchowiska na podstawie reportażu Rafała Molendy o jednej ze zmian podczas misji w Afganistanie z lat 2012-2013. Nazywa się to "Błękitna pustynia" i było nominowane do odpowiednika europejskiego Oscara w klasyfikacji produkcji radiowych i telewizyjnych. Po trzech rozdziałach wcale się nie dziwię - Więckewicz jako narrator plus zestaw godnych aktorów, a w tle bardzo autentyczne odgłosy wojenne to jest to. Polecam.






















