Kolejne małe zwycięstwo, bo jazda rowerem tej zimy właśnie nim jest. No nie jest lekko, nie da się ukryć :)
Dzisiaj wyjazd około południa, bo już bardziej "ocieplić" się niż minus osiem nie chciało. Jak zwykle w miejsce bidonu wlazł termos rowerowy, Czarnuch został ogarnięty i w drogę.
Generalnie szosy suche i przejezdne, ale i były momenty, gdy musiałem skorygować kierunek :) Poza tym jednak stabilnie. Jak na ostatnie czasy :) Sarenki przyuważyłem. A one mnie. Mimo wszystko zdecydowały się pójść dalej. To miłe. Jutro pracuję, a nad ranem ma być minus czternaście. Pewnie jeśli w ogóle zdecyduję się na jakieś rowerowanie, to na maks gluta.
Komentarze (3)
Na pierwszym zdjęciu, jak bym widział swoją drogę w pobliżu Michaliny, tylko tam odcinek jest za wysokim nasypem kolejowym, więc pewnie wiele dni mnie czeka, aż tam się roztopi.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"