No niestety, dzisiaj się nie dało. Poznań stał się jednym wielkim lodowiskiem, stanęła kolej, komunikacja jeździła losowo, pozamykano większość szkół. Spacer po chodniku był niezłą ekwilibrystyką. Nawet ja się poddałem.
Do tego po wczorajszej glebie moje udo i pośladek wyglądały najpierw jak purchawka, a nad ranem już jak wszystkie kolory tęczy. I tak dobrze, że idzie ku lepszemu, bo wczoraj zasypiałem w pozycji bocznej ustalonej, żeby nie bolało. Dzisiaj na szczęście już ból się zmniejsza.
Chomik to 32 kilometry w godzinę. I tyle.
"Dorobiłem" się kowalików w przydomowym karmniku :) Bywają od czasu do czasu, ale jest to mały sukces. Zdjęcie robione telefonem. A do pracy spacer (6 kilometrów), lekko utykając i ślizgając się niezmiernie. Jutro też ma być nieciekawie :(
Komentarze (5)
Jako że mam tuje pod domem a nawet dwie, mam też kowaliki które robią w niej małe zagłębienia i chowają ziarna. Śmiesznie to wygląda, bo za chwile skrytki wypatrzy jakaś bogatka i jest po kryjówce. A tak w ogóle ptaki wspinające się po drzewach jak pełzacze. Do góry pazurkami też nierzadko :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"