W końcu szosa
Powrót na szosę zawsze mnie cieszy. Nawet jeśli odbywa się w warunkach zimowych, przy bardzo ostrożnej jeździe i z olewaniem średniej. Ale sama ta lekkość kolarki po prawie trzech tygodniach jazdy dwoma czołgami robi różnicę.
Wyjazd późno, po odespaniu. Zimno, ale bez mrozu, za to dość wietrznie, z kolei o dziwo słonecznie.
Trasa wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęka -Hetmańska - dom.
Sarenki bardzo ładnie dały się podejść. Takie to moje szosowanie, połączone z... łażeniem po polach :)


I po lasach :)
No i jeszcze spojrzenie na Dębinę. Ten widok niedługo ma zniknąć, a tu pojawić się płot, bo... bezpieczeństwo i sraczka w temacie ochrony wodociągów :(

O to, żeby do tego nie doszło walczyłem przez ostatnie tygodnie, kosztem czasu, który mogłem przeznaczyć choćby na nadrabianie BS-a. Niestety, z machiną państwa się nie wygra :(
TUTAJ więcej informacji.








