Przyszła prawdziwa zima. Taka ze śniegiem. I z wiatrem. I z innymi paskudztwami.
Sobota wolna, więc wyjazd po odespaniu. Jak się okazało - ciut za późno, bo trafiłem na nieplanowaną śnieżycę. Bałwan ze mnie :)
Średnia zimowa. Prawie ujemna.
Sporo pokręciłem po lesie, gdzie było wybitnie - bezpiecznie po białym puszku, w przeciwieństwie do śmieszek, jak zwykle zasyfionych. Większość olałem, ale raz mnie oszukano, bo odśnieżono do... połowy. A że cofnąć się nie było sensu, zjechać również, to z obrzydzeniem jechałem po białej DDR-ce. Dalszą jej część sobie odpuściłem, bo - tak po polsku - wzdłuż ciągnął się zakaz jazdy normalną drogą. Kraj absurdów, groźny dla swoich obywateli.
Trasa taktyczna, podobna jak wczoraj: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki -
Plewiska - Poznań - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Las
Dębiński - dom.
Fotki leśne: Fotki śnieżycowe: NIeśmieszne fotki śmieszkowe: Trafiły się też sarenki. W sumie bawiłem się nawet fajnie.
Komentarze (3)
Pełen dystans z atrakcjami :) Ładna ta gromadka na koniec ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"