Rok rozpoczęty. Sylwester oczywiście wśród grzmotów petard puszczanych przez bezmózgów, ale Kropa jakoś to przeżyła. W najgorszym momencie trzeba było ją wygłaskać ze wszystkie czasy, ale poza tym głównie nasłuchiwała. Niech ta kretyńska "tradycja" jak najszybciej się skończy...
Po odespaniu i wypiciu porannej kawy analiza sytuacji pogodowej: szaro, buro, ponuro i mokro, ale tylko na ulicach, bo opadów na szczęście zabrakło. Więc... szosa. Na dobry początek roku.
Kluczowy element - wiatr. Koszmarny, przenikliwy i silny. Gdy raz powiał mi jakimś cudem w plecy, to rozpędziłem się do ponad sześciu dych na godzinę. Można więc się domyślać, jak było w przeciwną stronę, czyli przez jakieś trzy czwarte drogi :) Średnia nie do uratowania.
Na dobry początek roku klangor :) Wspomniany fałmaks: Noworocznie olana niebezpieczna śmieszka: Dzisiejsza rowerówka: No i nasłuchująca Kropa :) Jutro do pracy :(
Komentarze (2)
To jakiś niewielki plus z tego wiatru był, bo inaczej trzeba by było takiego fałmaksa wykręcić z górki ;) W Częstochowie w tym roku chyba znowu więcej strzelali...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"