Wyjazd oczywiście poranny i w stanie niewyspania. Tym bardziej, że Kropa w nocy dokazywała.
Wyjazd bez atrakcji, prócz może pani na rowerze, która jadąc z naprzeciwka ładnie zasygnalizowała skręt w lewo. Spoko, tylko sygnalizowanie połączyła z manewrem, mimo że widziała, iż pędzę z naprzeciwka. Na szczęście mój ryk wymusił na niej jakąś dziwną ekwilibrystykę kierownicą i nie doszło do czołówki, ale było gorąco.
A po chwili jakiś debil wyprzedził mnie dostawczakiem na gazetę.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"