Od rana lało. Z przerwami na to, gdy padało. A potem lało.
No cóż, była okazja na kolejne odespanie. Tego nigdy za wiele :)
Na szczęście poniedziałek wolny, więc mogłem liczyć na jakąś przerwę w paskudztwie. Doczekałem się, jakoś koło południa.
Wyjazd na zachód, pod paskudny wciąż i bardzo silny wiatr, co w połączeniu z mżawką i jazdą Czarnuchem, również przez pola i kawałek lasu, skończyło się tragiczną średnią, niemal taką jak w górach.
Fotek mało, ale za to z jednej z ulubionych miejscówek, czyli z Lisówek. Ze zwierzaków tylko kumpel, który znów mnie poznał :) Przynajmniej fałmaks mi dzisiaj wyszedł :)
Komentarze (3)
Średnia poniżej 24 km/h, starzejesz się xD Zwierzaki naprawdę Cię lubią.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"