Zrobiło się szaro i ponuro, do tego dość zimno, ale wiatr trochę odpuścił. To znaczy, że nie wieje już tak okrutnie, ale za to ciągle w pysk.
Wyjazd poranny, przed intensywnym dniem. Kawa była obowiązkowym obowiązkiem :)
Trasa podobna jak wczoraj: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury -
Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna -
Starołęka - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - Hetmańska - Wartostrada wschodnia do
końca, nawrotka i powrót częściowo zachodnią - Dolna Wilda - dom.
Walki u siebie nie odnotowałem.
W tej szarzyźnie jak na złość obrodziło w ptactwo, które rzadko się pojawia w dni słoneczne. Udało się więc uchwycić śmieszkę z Parku na Wartą, wrony siwe na jednej z kładek berdychowskich, jak również zobaczyć kruków cień. No i jeszcze rowerówka... ...oraz pięknie pomalowany z dwóch stron kontener - przez Noriakiego i jeszcze jedną artystkę - Karolinę Urbańską. Taki mądry jestem, bo się podpisała :)
Komentarze (3)
Fajną kokardkę na głowie ma ta mewa z pierwszej fotki ;-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"