Dzień powrotu z agroturystyki, czyli wszystko co dobre... no wiadomo :)
Zdjęć mam z tysiąc, może kiedyś je ogarnę, dzisiaj więc ze zwierzakowych tylko te symboliczne, a skupiam się bardziej na rowerowaniu, bo podzieliłem go na dwie części: rozkrętkę, powrót do agro, pakowanie i dojazd do Poznania, też najlepiej, czyli na dwóch kołach.
Wiało niestety tak jak miało wiać - czyli mocno z północnego zachodu. W pysk.
Trochę przewyższeń wpadło, bo zaliczyłem zarówno Ludwikowo, jak i Osową Górę. Dawno tam nie byłem, trzeba było nadrobić. Fałmaks polubił to :) Szkoda tylko, że to jedno z ostatnich widoków na wieżę (ma być zburzona i zbudowana nowa)... Pożegnanie z lepszym światem. Ze wspomnianej masy zdjęć wylosowałem kanię rudą. Co do reszty - zależy od czasu.
Komentarze (8)
To.trzeba będzie się przeprowadzić , po co się męczyć 😉
Marecki - dzięki wielkie :) Podjazd pod Poznaniem wręcz kultowy!
Kolzwer - dokładnie :) Co do nowej wieży, to jeszcze poczekamy, poza tym chyba będzie jakiś paskudny klocek :( (https://www.gazeta-mosina.pl/2025/nowa-wieza-na-pozegowie-wizualizacja/)...
Roadrunner - a tak, póki kręciłem "kondominium" regularnie, to bywałem tam co kilka dni :) Niestety, od kiedy porobili na części trasy drogi dla "rowerzystów" (czytaj: urzędasów dostających kasę za absurdalne pomysły), to już mi się odechciało, jak to w Polsce. Wybrałem inne drogi, które też powoli zamieniają się w nieprzejezdne dla świadomych użytkowników dwóch kółek... Za kilka lat chyba przez politykę "rowerową" przestanę w ogóle jeździć :/
JPbike - no proszę :) Jechałem szosą, więc Ludwikowo od Krosinka, potem zjazd, następnie Osowa i zjazd. PS. na dole Pożegowskiej (od torów) powstał jakiś kolejny antyrowerowy debilizm, mam nadzieję, że nie pociągną tego dalej...
No, też tegoż dnia na Osowej byłem i niewiele brakło do spotkanka :) A do Ludwikowa to jechałeś z Osowej szuterkiem zjazdowym poprzez zrujnowaną stacyjkę PKP, czy asfalcikiem od strony Krosinka? :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"