Serial "niewyspanie" trwa dalej. Dzień kolejny zaliczony.
Dzisiaj na szczęście nie padało, ale było bardzo pochmurnie. W sumie to lubię, bo jest malowniczo, choć foty zwierzaków wychodzą średnio. Ale za to najczęściej nie ma upałów, co jest wartością samą w sobie :)
Wyjazd oczywiście poranny, przedpracowy, na zachód. I trochę dłuższy, bo zapomniałem włączyć zegarek, orientując się na piątym kilometrze. Przyczyna? Jest w pierwszym akapicie :)
Wspomniana malowniczość: Ze zwierzaków balotowy żuraw, przelatująca czapla, czajki trzy oraz wrzeszcząc coś myszołów. Wszystko niestety w fatalnym świetle. Dystans z dojazdem do pracy.
Światło kiepskie, ale zwierzaki fajne ;) To u mnie chmury się przewalały, ale takie pojedyncze, praktycznie było słonecznie aż do wieczora, dzisiaj dopiero mam taki senny dzień ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"