Przez większość drogi było pochmurno, ale pod koniec pojawiły się nawet przejaśnienia.
Ze zwierzaków wpadły żurawie przy balotach oraz trznadel. Kadry trochę takie jesienne :) Ostatnie pięć kilometrów jechałem ze schodzącym powietrzem z tylnego koła. Udało się uniknąć serwisowania na trasie, bo dziura była mała - okazało się, że najechałem na jakiś kolec, który centralnie przebił gumę. Po wymianie nie wyczułem zadry, więc mam nadzieję, że nie czeka mnie konieczność wymiany opony. Dystans z dojazdem do pracy.
Komentarze (8)
E tam, nie zliczę ile razy wymieniałem takie z tym czymś dziwnym na cudownej płaskości opony :)
Kolzwer - dziękuję :) A za paną się zdecydowanie nie stęskniłem :)
Andale - gdybym to ja jeszcze pamiętał, gdzie mam te dawno zakupione łatki... :) Na szosie nie ma zmiłuj, trzeba się liczyć z tym, że jedna dziura w tym delikatnym zestawieniu może oznaczać serię :/
Wiało solidnie dzisiaj to też potwierdzam, ale rowerowo tego nie doświadczyłem ;) Ta pierwsza fota szczególnie mi się podoba - świetna! Dawno nie było już pany :))
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"